- Tasha! - Usłyszałam głos z oddali. Co było potem?
Oglądając się wpadłam na całującą parę. Boże jaki obciach! Grzecznie przeprosiłam, a oni się uśmiechnęli i poszli dalej.
- Co On tu robi?! - mówiłam pod nosem.
- Tasha!
Biegł w moją stronę. Jeszcze tego brakowało.
- Nie mogę tak tego zostawić!
- Czego?
- Ciebie...
- Sorka... zaraz odleci mi samolot.
- To zostaniesz dłużej.
- Nie przypadła mi do gustu ta propozycja.
- Polecę z Tobą.
- Czego Ty rak naprawdę chcesz?!
- Przyjaźni z Tobą.
- Ta przyjaźń posunęła się za daleko!
- Wiem, przepraszam.
- Do cholery jasnej! Ciągle ktoś kogoś przeprasza. Ma to sens?
- ...
- Tak, myślałam jeżeli to już wszystko...
- Nie wszystko...
- Na razie M...
- Pasażerowie lotu 1578 z Dortmundu do Gdańska proszeni są o zajęcie miejsc. Samolot odlatuje za pięć minut.
Zostawiłam go. Zepsuł wszystko. Miało być tak pięknie. I znów wszystko się sypie! Co ja tam sama pocznę? Może jakiś wyjazd za granicę? Na pewno nie do Niemiec. Mam już dość tego obszaru, a szczególnie Dortmund.
Zajęłam miejsce w fotelu wyczekiwałam startu. Oczywiście wierszyk o bezpieczeństwie, zapinaniu pasów itp. Każde w innym języku. Pięć minut i samolot wzbił się w powietrze.
Po niecałych trzech godzinach byłam na miejscu. Miasto mimo takiej pory dudniło. Jeszcze około godziny drogi do Kwidzyna. Z portu lotniczego odebrał mnie tata. O nic nie pytał tylko od razu zawiózł mnie do domu. Podczas powrotu do domu przysnęłam na chwilek w końcu godzina 5 : 30, 22 maj. Za trzy dni jak ja to nazywam Finał Ligi Misiów! Wparowałam do swojego pokoju, wzięłam pierwsze lepsze ciuchy i powitanie z łazienką. Niecałe pół godziny i zmorzył mnie sen w przytulnym łóżeczku we własnym pokoiku.
* Next Day *
Godzina ósma dwie a już ktoś do telefonu się dobija. Chryste ktoś cierpi na bezsenność?!
- Halo? - powiedziałam półprzytomna
- Hejeczka Maz!
- A więc to ty Marco cierpisz na bezsenność?
- Słucham...?
- Nic, nic. Co tam?
- A nic dzwonię sobie z nudów.
- O tej porze?! - zawyłam
- No niedługo trening.
- Poczekaj może wpadnę. Hahahaha.
- Oki czekam. Haha.
- ...
- Robisz coś?
- Leże w łóżku.
- Ciekawe. Skype?
- Eeee... no oki, już włączam
- Spoko - i rozłączył się.
Włączyłam router z wi-fi i włączyłam lapka. Booooosze... jaka ja nie wyspna. Usłyszałam sygnał połączenia i odebrałam.
-Sieeeeeeeeeemka.
- O proszę. Tasha się nie wyspała.
- Jak by Cię KTOŚ obudził po męczącej podróży też byś tak miał.
- Miałem... Mario zawsze tak robi.
- Czemu mnie to nie dziwi?!
- A właśnie bo zapomnę... nie obrazisz się jak zadzwonię?
- Jasne spoko. Ja pójdę po wodę.
Odłożyłam na chwilkę laptopa i zawitałam do kuchni. Mama już wstała słyszałam jak krząta się po łazience. Chwyciłam wodę i wróciłam do pozycji.
- Co ty się tak patrzysz, jak sroka w gnat?
- Wiesz... nie codziennie Cię tak widzę.
Upsss... moja piżama. Krótkie spodenki i luźny stanik sportowy.
- Sorunia... zapomniałam o tym.
- Hahaha... Z kim ja będę dzisiaj ćwiczył - miał smutną minę.
- Jak to z kim?... A Mario.
- Mówił, że dzisiaj nie przyjdzie.
- Powód?
- Ma złe samopoczucie.
- ...
- Co jest?
- Nic, nic.
- Ty coś na ten temat wiesz prawda?
- Nie.
- Nie umiesz kłamać Tasha! Mów.
- Oj, no nic.
- To mój kumpel...
- Nawrzeszczałam na niego.
- Dlaczego?
- A to już nasza sprawa.
- NASZA, powiadasz?! - zrobił minę w stylu " Coś się kroi "
- Kolejny... lepiej nie zaczynaj tego tematu, bo skończy się jak wczoraj. - Tą drugą część powiedziałam nieco ciszej.
- A jak się skończyło?
- Zabawnie. Hahahaha.
- No i taką Tashe lubię. Zabawną i uśmiechniętą.
- Ja też.
- Kiedy wracasz?
- Gdzie wracam?
- No do Dortmundu.
- Przecież ja mieszkam w Polsce, w Kwidzynie jełopie!
- Wiem... ale nie myślałaś aby się tu osiedlić?
- Yyyy... niee?!
- Dlaczego?
- Nie ciągnie mnie już tam. Z resztą musiałabym znaleźć mieszkanie, pracę itp.
- Zamieszkaj u mnie. - wyszczerzył się
- Hahahahahaha. Jebłam... żartujesz? Nie wytrzymałbyś ze mną.
- Kochanie co zjesz na śniad... - W tym momencie wparowała moja mama. A ja miałam akurat laptopa zwróconego w stronę drzwi.
- Mamoooooo!
- Przepraszam...
- Guten Morgen! - powiedział Marco
- No ten... dzień dobry, dzień dobry - Hahahaha moja mama jak zawsze po swojemu. Wyszła z pokoju.
- Kto to?
- Moja mama. Ona umie trochę niemiecki, ale bardziej angielski... więc wiesz.
- A spoooko. - posłał mi uśmiech. - Wracając masz jeszcze brata. Przecież w jego domu ja z Mario pomagaliśmy mu zrobić pokój dla Ciebie.
- No tak, ale... Zaraz, zaraz... Jak to dla mnie?! - spytałam zdziwiona blondyna.
- Opsssss... On tak ten pokój opisywał.
- Aha.
- Ten ja już lecę. Mam trening. Pa.
Znikł sprzed ekranu, a ja śmiałam się z jego zapeszenia.
- Cholera. Mam za długi jęzor. - Usłyszałam cichutko
- Marco! Skype!
- Przepraszam. Pa!
- Pa!
Coś mi tu śmierdzi. Czy oni chcą abym ja z nimi zamieszkała w Niemczech? Nieeee... Oni muszą się zająć swoją rodziną. Jak się okazało zaproszenie na ślub. Ładne.
Zaproszenie za miesiąc. 15 czerwiec. Muszę sobie kogoś wykombinować. Najprawdopodobniej Julio z Ali nie będzie. Tym bardziej trzeba kogoś zgarnąć.
Wszyscy powyjeżdżali. Jedynie kto został to moi rodzice i Robert. Nie mam tu żadnego z przyjaciół. Niedawno pokłóciłam się z Agą i Karo. Jak zwykle błahostka, ale zawsze dzwoniły po kilku godzinach i się pogodziłyśmy, a teraz? Nic głucho cisza!
* 13 Czerwca - dwa dni do ślubu *
Wciąż nie mogę się pogodzić z przegraną zółto-czarnych w finale LM vs. Bayern. No cóż zrobić. Chłopaki chodzili podłamani przez kolejny tydzień. Skąd to wiem. Marco. Rozmawiam z nim prawie codziennie. Teraz już jest normalnie. Gotze otrzymał ofertę przejścia do największego rywala Borussi. Powód odrzucenia oferty nikomu nie jest znany. Nawet jego npś nie wiem. Szczerze wątpie w to! Któryś z nich kręci. Isco już oficjalnie zajmuje się tymi przypałami na treningach.
Zwlekłam się z łóżka i powędrowałam do kuchni. Na stole leżała kolorowa karteczka z napisem:
" Wraz z Tatą pojechaliśmy do dziadków. Z resztą mówiliśmy Ci. Pieniądze masz na swojej karcie. Wrócimy na ślub Honi. Buziaki Mama! ;* " świetnie czyli znów ich nie ma. Ale chałupa cała dla mnie! Dzisiaj spotykam się z Robim u mnie. Trzeba się ogarnąć. Weszłam do łazienki. Sama siebie nie mogę poznać. Zmieniłam się. Ciemniejsza karnacja od długiego opalania. Schudłam, włosy też inne. Ciekawe czy mnie teraz Isco by poznał?
Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam sobie domowe spa i poszłam do ciuchy do pokoju owinięta ręcznikiem. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy i wskoczyłam w nie. Zeszłam na dół i włączyłam Igrzyska Śmierci.
Teraz, właśnie w tym momencie ona pocałuje go. Uwielbiam ten moment. Ktoś miał tak dobre wyczucie czasu, że się dobijał teraz do domu. Pewnie Robson.
- Otwarte! - Krzyknęłam na cały dom. Słyszałam kroki. Ale ta scena! Siedziałam jak wryta i patrzyłam w tv. Nastała ciemność.
- Robert!
- Ee ee - odpowiedź wskazywała nie
- Tata?
- Ee ee. - Wkurzyłam się i wyciągnęłam ręce w skutek poddaję się. W zamian na ręce zostały złożone mi kwiaty. Piękne!

- O ja nie wierzę! Marco!
- Ja! - przytulił mnie i obrócił.
- Co ty tu robisz?!
- Przyjechałem. Nudzę się!
- A mecze?
- Mam wolne.
- A no przecież. Zapomniałam.
- Jak kwiaty?
-Piękne, ale nie trzeba było.
- Oj tam. Miło patrzeć jak to przywołuje Twój uśmiech.
- Dziękuję. Herbaty?
- Jasne. Dzięki.
Oboje usiedliśmy przy stoliku popijając herbatę i opowiadając co tam u nas słychać. Odpowiedź jak każda inna nic nowego, ale zawsze nawet małe coś cieszy.

- Zmieniłaś się. - posłał mi uśmiech
- Aż tak bardzo.
- Ładnie.
- Dziękuję po raz drugi. - czuję rumieńce.
Na chwilę musiałam iść do kuchni wziąć coś do jedzenia. Marco jak zwykle nie usiedział w miejscu i musiał mi pomóc. Zrobiłam nam Polski obiad z kategorii dietetycznych. Nałożyłam na talerz i zasiedliśmy do posiłku.
- Widać jakieś weselicho się szykuje?
- Nom... aż trzy.
- Trzy?
- Ani i Roberta, mojej kuzynki Honoraty i Alberty z Isco.
- Faktycznie dużo. Będziesz szalała na weselach.
- Taaa... no właśnie. Chyba, że sama to wtedy tak.
- Z nikim nie idziesz?
- Planowałam z przyjacielem, ale wyjechał już. Kilka minut temu mi napisał, że już dziś nie wpadnie.
- To może ustąpisz mi zaszczytu i będę mógł Ci towarzyszyć.
- A chcesz?
- Czemu nie. - wyszczerzył się.
- A jak długo będziesz?
- Do poniedziałku.
- A gdzie nocujesz?
- Właśnie chciałem Cię zapytać czy polecisz mi jakiś hotel.
- A gdzie masz walizki?
- W korytarzy postawiłem.
- Choć ze mną. - pociągnęłam go za rękę do pokoju na górze.
- Proszę. Twój hotel. Dawny pokój Isco, ale mniejsza.
- Nie, no żartujesz?
- Nie. Koniec i kropka!
- Dobra. Okej okej. Sama tu mieszkasz?
- Nie. Z rodzicami, ale wyjechali.
- Mam dla ciebie taki mały drobiazg.
- Jaki?
*******************************************
Więc mamy już 17. Będzie, będzie zabawa. Będzie się działo i weselicha będzie mało!
Gorąco i jeszcze raz gorąco! Czy tylko u mnie jest +39'C? ;oooooo
OMG! Uwierzycie, że jeszcze tylko miesiąc wakacji!!!!!
Nie traćcie czasu! Ja korzystam każdego dnia.
Jutro wyjazd 22.00 -_-" przyjazd do Wrcł. 5.00 Masakra!
Na dodatek cierpię bo słońce i skóra XD
Czekam na wasze komentarze duże i małe!
Pozdrawiam czytelników :**********
















