- Dziewczyny?
- W kuchni !
- Chłopaki nam przyjdą pomóc.
- Jacy chłopacy?
- No właśnie jacy?
- No Hummi z chłopakami.
- O cholera.
- Co mówisz Tasha? - No tak ona nie zna Polskiego za bardzo.
- To dobrze.
- Dobra. Wy róbcie co chcecie, a ja pojadę odebrać meble do sypialni i kuchni.
- Jasne. Pa.
Świetnie, jeszcze ich tu brakowało. Trzeba się już zmywać. Przebrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Zajęło mi to jakoś pół godziny. I jednocześnie za długo. Niektórzy już przyszli. Mats wraz z Kevinem i Romanem. Tylko tylu ich? Przedstawiłam się i obiecałem, że kiedyś pogadamy. Ubierałam letnie sandałki na koturnie. Następnie pukał do drzwi Marco. Otworzyłam mu drzwi i przywitałam przytulańcem z pocałunkiem w policzek. Ale on bardziej to drugie. Zza otwartych drzwi widziałam śpieszącego się Mario. Szybko dopięłam buta i już chciałam wychodzić.
- Cześć Tasha.
- Przepraszam, ale śpieszę się. - Złapał mnie za nadgarstek i spojrzał w oczy.
- Pogadamy?
- Kiedy indziej, nie mam na razie czasu.
Powędrowałam do najbliższego przystanku. Muszę czekać piętnaście minut na najbliższy autobus. Usiadłam na ławeczce i spokojnie poczekałam. Po piętnastu minutach siedziałam już w transporcie miejskim. Tu nie są aż tak zapełnione jak w Polsce. Najgorzej było jak byłam młoda i musiałam dojeżdżać do szkoły.
Trafiłam na mapę miasta. Pozostaje mi iść jeszcze kawałek prosto i w lewo. Niecałe piętnaście minut piechotką do stadionu. Siłownia była piękna z zewnątrz.
Teraz najlepsza chwila. Spotkanie z moją przyjaciółką. Po co gadać lepiej robić. Nie tracić czasu. W recepcji była tylko jedna kobieta.
- Przepraszam...
- Dzień Dobry. W czym mogę pomóc?
- Zastałam Rozalindę?
- Tak, zaraz ją poproszę.
Jak zawsze. Pewnie była zapracowana. Szkoda jej przeszkadzać. Chociaż ona sama nalegała abym jak najszybciej przyszła. Wraz z pracownicą prowadziła rozmowę idąc w moim kierunku. Czyżby o mnie zapomniała.
- Hej Rozi! - Uściskałam przyjaciółkę.
- OMG! Tasha! Jak ty się zmieniłaś.
- Ja? Chyba bardziej ty!
- Nie poznałam Cię!
- Jak już dawno cię nie widziałam. Opowiadaj co tam u Ciebie?
- U mnie? Nic ciekawego. Wszystko Ci opowiadałam przez skype i telefon. A to o Tobie cały Dortmund huczy!
- Szkoda gadać. Naprawdę.
Oprowadziła mnie po całej siłowni. Mała ona nie jest jak się wydaje. Nowoczesny sprzęt. Poznałam wiele nowych ludzi. Będzie samą przyjemnością popracować u nich. Niestety tylko trzy dni. Później wracam do domu..
" Mario "
Wraz z Matsem pomagamy remoncie naszemu przyszłemu trenerowi. Trzeba się jakoś przypodobać. A może dostaniemy jakieś fory? Dobrze wiedziałam, że będzie tam Tasha. Tym bardziej to mnie zmobilizowało. Przez jakiś czas w ogóle nie było ani się skontaktować ani spotkać. Nie miałem z nią żadnego kontaktu. Ani numeru telefonu, adresu nic... Aż do wczoraj. Pozdrowiła mnie. Nie zmarnowałem tego. Hummels dał mi jej numer telefonu. Wiem, że dzisiaj jest czas aby pogadać. Co się z nią działo przez ostatni czas. Oczywiście zauważałem gazety z Nią albo mną na okładkach i nieprawdziwe nagłówki.
Wybijała prawie jedenasta. Ubrałem się i poprawiłem fryz. Jak obiecałem Przyjacielowi wpadnę pograć w fife. Wtargnąłem do samochodu i po niecałych piętnastu minutach znalazłem się u przyjaciela. Przywitał mnie. Rozsiadłem się u blondyna w salonie. Ten zaraz po chwili wrócił z piwem. Podziękowałem jakoś nie miałem ochoty na procenty tego dnia. Muszę stwierdzić, że blondyn od początku mojego przyjścia dziwnie się mi przypatrywał.
- Mario! Pobudka. Słuchasz mnie w ogóle?!
- Tak, tak. Ty Fc Barcelona, a ja Real Madryt.
- Wcale nic na ten temat nie mówiłem.
- Yhym...
- Co to za dziewczyna?
- He? - nie ogarnąłem przyjaciela.
- Chodzisz z głową w chmurach.
- A dziewczyna! Nie. Nic, nic.
- Tasha, powiadasz?
- Skąd posiadasz takie informacje?
- Gadałem z nią o Tobie. - mimowolnie się uśmiechnąłem
- Serio? Co mówiła?
- Spokojnie. Tak tylko pytałem ją czy Ciebie poznała.
- Aha.
- Więc to o Nią chodzi.
- Nie. Tak myślałem o przyszłości. I się zawiesiłem.
- O przyszłości z Vidal.
- Co Ty. Nie zakochałem się w niej. To tylko koleżanka.
- Koleżanka z dzisiejszego biegania.
- Skąd Ty...
- Poznałem po Tobie.
- Na prawdę to tylko przyjaciółka.
- O teraz jest przyjaciółką. Przed chwilą była koleżanką.
- A idźcie stąd Reusie! - Grzmotnąłem go poduszką. Może to Mu da do myślenia. Zaczęliśmy grać meczyk. Ostatecznie przegrałem. Zawsze i z każdym wygrywałem. Ale ja zawsze odpowiadam, że dam fory. Przyjaciel cieszył się jak głupi. Pierwszy raz od bardzo dawna wygrał.
Zegar wskazywał piętnastą. Trzeba się zbierać. Musimy pomóc kumplowi. Poczekałem jeszcze chwilę na Marco i założyłem buty. Korki, korki i jeszcze raz korki. Nie zdziwię się jak nie będziemy na czas. Na drodze zgasł jakiemuś kolesiowi samochód.
Na miejscu byliśmy gdzieś tak za w pół do czwartej. Osobiście nie znałem gospodarza domu, ale teraz wiem, że to fajny kumpel. Na początku patrzył na mnie krzywo. Nawet wiem dlaczego. Pewni chodziło mu o jego młodszą siostrzyczkę, a o moją przyjaciółkę. Na pewno nie ominęły go plotkarskie nagłówki z gazet. Później się jakoś rozluźniła atmosfera. Julio tak mu na imię poprzydzielał nam pokoje. Mats z Nurim dostali kuchnie. Roman z Łukaszem łazienkę, a Lewy łazienkę mniejszą. Salonem i kuchnią mieli się zająć Kuba z Mo. Ja i Marco dostaliśmy sypialnie. Jak się okazało jest to sypialnia Tashy. Trzeba się postarać bo nas pozabija. Farby wtargaliśmy na górę. W pewnym momencie wparowała narzeczona gospodarza.
- Chłopaki! Stop! Nie wybraliśmy mebli!
- To może my z Marco pojedziemy wybrać jej jakieś.
- Jak wybierzecie źle to ona was zabije wiecie o tym?
- Wiemy, wiemy... Damy radę najwyżej go zmienimy.
- Jak zdążycie. Kasę wam oddam jak wrócicie. teraz spadam Pa!
- Dawaj musimy się śpieszyć. Ikea jeszcze otwarta?
- Raczej tak.
- Jedziemy. Dobrze, że wziąłeś ten szybki samochód.
Normalnym tempem droga zajmowała nam pół godziny. teraz zajęła tylko piętnaście minut. Wparowaliśmy do ogromnego sklepu. Wraz z Reusem wybieraliśmy meble i drobiazgi. Myślę, że powinno się jej spodobać. Zapłaciliśmy i dowiozą meble za godzinę do domu.
Zabraliśmy się za malowanie. Pokój malowaliśmy na odcienie białego i fioletu. Jak sie dowiedziałem, że to jej ulubiony kolorek. Wraz z blondynem zapierniczaliśmy niesamowicie. Musimy jeszcze dzisiaj pomalować, zamontować światła na nakładce sufitowej, Poskładać meble i posprzątać.
Wybijała godzina pierwsza po północy. Jak się za coś wsiąść to trzeba i skończyć. Na szczęście były już wcześniej wycięte dziurki i ścianach na półki. Najgorzej było z farbą i jej schnięciem. Sprzątanie właśnie skończyliśmy czas składać meble. Dzisiaj zrobiliśmy salon, kuchnie, sypialnie razy dwa. Sypialnia Julio i Alberty, druga Tashy. W przerwie patrzyliśmy jak się posuwają prace na dole. Jak oni tak szybko skończyli?

Nam jeszcze trochę zostało. Salon aż mowę odejmował. Maja gust. Brąz, biel i szarość. Kolory całkiem pasujące do siebie. Okna wpuszczały dużo światła i ciepła to tego pomieszczenia. Ogromny widoczek na ogród i to nie mały. W sumie każdy z Borussi posiada ogromny dom. Na początku jest tak, że dostajemy a z czasem sprzedajemy aby zakupić nowy i lepszy.
W tym czasie gospodyni zaprosiła nas na posiłek. Kuchnia z jadalnią też oczywiście skończona. Jak dla mnie trochę bez wyrazu. Posiłek był pyszny. Jeszcze lepszy był efekt końcowy remontowanego pokoju blondynki. Co najlepsze w tym pokoju? Nawet Tasha się nie domyśli. Poukładaliśmy jej rzeczy na półkę. Nic nie przeglądaliśmy. Jej prywatność. Chociaż tak kusił mnie pamiętnik. W ostatniej chwili wyrwał mi go Marco i schował do biurka. Oboje zmęczeni klapnęliśmy na wyrko. Patrząc na nasze piękne arcydzieło. Alberta juz wcześniej nas poinformowała, że Tasha będzie nocować u koleżanki. Więc luźik.

* Tasha *
Dzień pełen wrażeń. Jak nigdy, dziś nagadałam się z Rozi. Od czasu do czasu tak na nią mówię. Obie przebudziłyśmy się o czwartej nad ranem. Juz wiedziałam, że nie zasnę. Ubrałam się w wczorajsze ciuchy i zeszłam coś zjeść z przyjaciółką. Zawitał do nas nawet jej chłopak. No właśnie. Obie w prawie takim samym wieku. Ona zajęta, ja wolna. Ona ma swoje własne mieszkanie, a ja nie. Polubiłam nawet Manuela. Zupełnie nie w moim typie. Zawsze lubiłyśmy, że tak to ujmę co innego. Jest miły, uprzejmy po prostu dżentelmen z południa. Jeszcze chwile pobyłyśmy u niej i wyszłyśmy z domu.

Od domu przyjaciółki do mojego jest kawałek drogi. Przeszłyśmy ją pieszo. W domu byłam tak o piątej. Było bardzo jasno i gorąco! Pffff...
- Oki to do zobaczenia kochana. Dzięki za wczorajsze zajęcia.
- Nie ma za co. Ale to chyba ostatnie już. Jutro już wyjeżdżam.
- Czyli spotkamy się dopiero na ślubie?
- Jak naprawdę dostałam zaproszenie i czeka tam na mnie to tak.
- Przyjdziesz z kimś.
- Co Ty sama najprawdopodobniej.
- Ale to dopiero za kupę czasu!
- Dobra lecę. Pa.
Zamknęłam za sobą drzwi od domu. Myślałam, że padnę na zawał. Wszystko skończone! Jak pięknie. Ale pooglądam później. Zbiera mi się na senność. Wparowałam do siebie to pokoju i zaczęłam piszczeć...
*********************
I skończone. Trochę późno. Jak wam się podoba? Jakieś podejrzenia? Może sugestie? Chcecie coś zmienić piszcie! ;D Czekam!
Pytania do bohaterów? Może do mnie?
Rozdział super! :*
OdpowiedzUsuńJestem bardzo ciekawa, co tam M i M wyrządzili w pokoju Tashy :DD
Coś czuje że będzie super:)
Nie mam pojęcia jak potoczą się dalsze losy bohaterów, ale ja obstawiam : Tasha + ... Marco!
Byłoby śmiesznie:p A Mario wchodzi w bliższe zapoznanie z Rozi. :DD hahaha.
Moja wyobraźnia czasem mnie powala :****
Oczywiście to tylko moja sugestia, a Ty napiszesz jak ci serce podyktuje:*****
No to pozdrawiam i życzę udanych wakacji! :***