sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 15

                 Mój pokój skończony! Nie wierzę w to co widzę. Moje ulubione kolory biały i fiolet. Pokój był uroczy, duży i przytulny. Już go pokochałam. Ze łzami w oczach przyglądałam się drobiazgom. Były nawet zapalone świeczki. Piękny zapach roznosił się po pokoju. Duży regał z książkami. Mała szafeczka. Ściana, na której wisiały moje zdjęcia z przyjaciółmi, rodzicami, Isco i Ali i... no właśnie co takie zdjęcie tu robi? Zdjęcie moje i Mario kiedy się poznaliśmy. Każdy zadbany element. Tak się wzruszyłam jak nigdy. Wzięłam to zdjęcie to ręki i się uśmiechnęłam. Tak mimowolnie. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra i opiera swoją brodę o moje ramie. Przestraszyłam się jak nigdy.
- Mario! Boże! - krzyknęłam cichym głosikiem.
- Cicho... Marco śpi.
- Idź się też połóż. To wasza zasługa?
- Tylko nasza...
- Te meble, ściany, świece i...
- Zdjęcia? - uśmiechnął się
- Tak, no właśnie.
- Zdjęcia są moim pomysłem.
- Nie zapomniałeś o tym.
- O przyjaciołach się nie zapomina.
- Dziękuję. - Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i słyszałam bicie serca.
- To co pogadamy?
- Jasne. - usiedliśmy w kącie pokoju.
- Dlaczego uciekłaś bez słowa, a później mnie unikałaś?
- Sama nie wiem.
- Chodzi o to co się stało na stadionie? O pocałunek?
- Też. Zachowałam się jak idiotka. Twoja dziewczyna się o tym nie dowiedziała? Pewnie jest na Ciebie wściekła. Przez te gazety. Na pewno ich nie ominęła.
- Ja nie mam dziewczyny.
- A ta co była z Tobą po meczu z Herthą?
- Kat? To daleka kuzynka.
- Wyszłam na idiotkę.
- Nie. No co ty. To urocze.
- Bardzo...
- A co zazdrosna byłaś? - Spojrzał na mnie z szczerym uśmiechem.
- Hahahahaha... Nieee. Po prostu czułam jakby mnie ktoś zranił.
- Rozumiem. Pomyślałaś, że Cię okłamałem?
- Można tak to ująć.
- Przepraszam.
- Za co?
- Że sprowadziłem na Ciebie tyle kłopotów.
- W sensie gazet?
- Tak. - oboje wstaliśmy z podłogi
- Zdobyłam trochę sławy. I wiedz, że nie jestem zła. A unikałam Cię sama nie wiem dlaczego. Może się czegoś bałam. - Spojrzałam mu głęboko w oczy a on mi. Jestem niższa od niego ;).
- To dobrze.
Po głowie chodziła mi cały czas jedna piosenka podczas tej rozmowy. Mario nachylił się nade mną. Wiem co chciał zrobić. Sama się zbliżyłam.

* Marco *
             Tak prawdę mówiąc słyszałem całą ich rozmowę, mimo że gadali tak cichutko. Czasami zerkałem. Nigdy tak spokojnie gadającego i słuchającego Mario nie widziałem. On naprawdę ma coś wspólnego z ta dziewczyną. Mimo, że się wypiera się uczuć co do niej. Ja za dobrze go znam. Potem znowu przysnąłem na chwilkę.
             Przebudziły mnie szmery. I to w najmniej odpowiednim momencie. Mario nieznacznie nachylił się nad Tashą. Ona najwidoczniej nie bała się tego, że ja pocałuje. W ręku trzymała cały czas ich zdjęcie. Co jak co pasują do siebie. Niestety wszystko zepsułem. Byli niecałe pięć centymetrów od siebie. Dziewczyna zauważyła, że mam otwarte jedno oko.
- Upsss... przepraszam już mnie nie ma. - urwałem i wygramoliłem się powoli z pokoju.
- Marco! Ale my nic nie...!

* Mario *
            W trakcie rozmowy czułem się jakbym znał ją już kilka lat. Okazało się, że chodziło jej o moją kuzynkę i pocałunek. Nie miałem jej go za złe. Nawet podobało mi się to. Miałem niezmiernie dobry pomysł z tym zdjęciem. Jednym kontem spostrzegłem, że mój blondasek już nie śpi i podpatruje co się dzieje. Pod koniec poważnej rozmowy wstaliśmy i  nastała głucha cisza. Patrzyliśmy sobie nawzajem w oczy. Zakochałem się w jej oczach. Impulsywnie schyliłem się na jej wysokość. Niemałą jest troszeczkę niższa ode mnie. Już prawie czułem smak jej ust. W ostatniej chwili dziewczyna zrozumiała, że jesteśmy podpatrywani. Spiorunowałem przyjaciela wzrokiem, a on po chwili wyfrunął. Dziewczyna krzyknęła do niego.
- Dziwna sytuacja, co nie?
- Taaak. Ale i tak jutro wyjeżdżam.
- Co? Gdzie?
- Do domu, do Kwidzyna.
- Znowu mnie zostawisz?
- Możesz mnie odwiedzać. Ale macie teraz Ligę Mistrzów.
- I ją wygramy!
- Jasne. Zawołamy go?
- Marco!
- Co już mogę wejść?
- Mogłeś zostać głuptasie. - uśmiechnęłam się do blondyna.
- Dobra, dobra młoda... Idź spać już dawno po dobranocce.
- Ja niedawno wstałam. Zaraz i tak wstanie reszta.
- Dobra. My już spadamy.
Odprowadziłam ich do drzwi wyjściowych
- Dobra Tasha. Do zobaczenia. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.  
  Tym razem nie uciekniesz mi.
- Jasne. Pa Mario. - Przytuliłam go długim niedźwiadkiem.
- No kochana. Może się nie znamy zbyt długo.
- Wiesz, ja czuję Marco, jakbym znała Cię całe wieki.
- Ja też. Pa młoda. - cmoknęłam go w policzek. Tak jakby bo wtedy zawołał go Mario czekający przy aucie, a ten się odwrócił i cmoknęłam go w kącik ust.
- Sorka.
- Nic się nie stało.
Nie mogę cały czas uwierzyć, że mam gotowy pokój. Zawsze chociaż na ten jeden dzień. Muszę im wynagrodzić ta ciężką pracę. A tym bardziej podziękować Julio i Albercie.
         Wzięłam szybki prysznic. Jedna myśl ciągle krążyła gdzieś wokół. Pocałunek z Mario. Pocałunek, którego nie było. Niewiele brakowało. Kilka chwil temu o podobnej sytuacji rozmawialiśmy i go przepraszałam. Teraz on chciał zrobić to samo. Nie wiem dlaczego nie uciekałem przed tym. Jeszcze rok temu uciekłabym do Japonii i jeszcze dalej. Teraz to nawet zrobiłam krok w przód. Co się ze mną dzieje?! Jeden mężczyzna i wszystko zmienia kąt sto osiemdziesiąt stopni. Oboje nic nas nie łączy, przecież gadaliśmy. Jestem też wdzięczna Marco, że zatrzymał to. Kolejny błąd? W sumie czy można nazwać to błędem?
          Jak się okazało brałam prysznic półtorej godziny. Wsmarowałam balsam w ciało. Owinęła się białym ręcznikiem. Gdzie ja mam ciuchy. Pewnie w tej szafie co stoi u mnie w pokoju. Otworzyłam i oniemiałam. To wcale nie szafa. To garderoba z moimi ciuchami! W końcu mój świat. Teraz to pokój. Przebierałam w ciuchach i zauważyłam dużego miśka. Był słodki. Z wyszytym brzuszkiem
" Dla najlepszej przyjaciółki świata. Mario "

Uwielbiam takie pluszaki. Ostatecznie przebrałam się w to. Dzisiaj ostatni dzień w Dortmundzie. Trzeba go jakoś wykorzystać. Może gdzieś się dzisiaj wszyscy wybierzemy? Wyjazd gdzieś nie jest złym pomysłem. Może jezioro, plaża, woda! Nie będę ich jeszcze budzić. Będą mieli później pretensje, jak wtedy z wodą. XD. Zrobiłam jakieś kanapki na później. Jeszcze za wcześnie na jedzenie. Wróciłam do pokoju. Jeszcze raz. Jest cudny! Dochodziła ósma. Trzeba śpiochów obudzić! W ogóle ja nie widziałam jak wygląda ich teraźniejsza sypialnia. Na razie widziałam tylko kuchnię, salon, korytarze i swój pokój. Uchyliłam lekko drzwi i... no właśnie zabrakło słów. Ich pokój też cudny. Ciepłe kolorki nadawały atmosfery. Wgramoliłam się powoli w środeczek łóżka. Oni przebudzili się. Jak zrobić, żeby od razu wstali? wiem.
- Wstawać śpiochy!
- Siostrzyczko kochana. Nie krzycz!
- I blondyneczko nie skacz po łóżku!
- Ale już jest późno!
- A która jest?
- Dobija się ósma.
- Cholera. Tasha! Czemu wcześniej mnie nie obudziłaź?
- A miałam?
- Miałam Ani przymiarkę zrobić.
- To leć do łazienki. Śniadanie macie na stole.
- To ja jeszcze poleżę. - oczywiście Vidal'owi nic się nie chciało.
- Przypominam Ci braciszku, że dzisiaj masz trening z Borussią i masz tylko pół godzinki.
- Co? Jak? Kiedy?!
- Zapomniałeś?
- Troszeczkę.
- Leć do mojej łazienki.
- Oki.
Zostałam sama w ich sypialni, ale nie na długo.
- Taaaaaaaaaashaaaaaa!
- Och. Czego?
- Ty nie masz łazienki!
- Zaraz, zaraz... Ty w ogóle byłeś po remoncie chłopaków w tym pokoju?
- Jakoś, takoś nie.
- Otwórz szafę. Wejdź do garderoby. W środku jest łazienka.
I już po chwili nie było mego brata. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Tuz po chwili dołączyli oboje. Jedli w pośpiechu. A już w ogóle to Julio. Dwie minuty, już nie było kanapek i jego w domu.
Przeglądałam jakieś portale modowe i fejsa. Napisała do mnie Aga. Jednak dostały dalszą robotę w Rosji.
- Siemka kochana, co przeglądasz?
- Nowości o modzie.
- O coś dla mnie.
- Nie masz na to teraz czasu.
- Osz ty wredoto.
- Wiesz. Ja. - i zaśmiałyśmy się po chwili.
- Jedziesz ze mną do Ani.
- Z chęcią. Pożegnam się.
- Słucham?
- No wyjeżdżam. Do domu jutro. Nie mówiłam wam?
- Mówiłaś... ale nie, że to tak szybko nastąpi.
- Oki. Przepraszam. Jedźmy już.
Przyszła bratowa zabrała jakieś materiały, projekty, miarówkę, i notatnik. Przeszłyśmy tylko kawałek. Przywitała nas " kura domowa ", która właśnie coś pichciła. Przerwała swoją czynność. Raczej wiedziała, że Ali przyjdzie z przymiarką. Zapoznałam obie kobiety ze sobą. Zaczęły robotę. Alberta mierzyła każdy zakątek jej figury i co chwila notowała. Ja bym już miała dosyć. Siostrzyczka właśnie wyjmowała jakieś projekty z teczki, a karateczka pobiegła na piętro mieszkania.
- Ali. Za to, że szyjesz dla mnie suknie..
- Nic za to nie chcę. - Uśmiechnęła się po chwili.
- Proszę... zaproszenie na ślub i wesele.
- Dziękuję. Na pewno przyjdziemy z Julio.
- Teraz powiedz, który projekty Ci przypadł do gustu?
- Hmmm... wiesz w tym jest ładny krój dołu, a z kolei w tej góra, a na dodatek w tej trzeciej są ładne dekoracje.
- To połączymy je w jedno.
Ania przeglądała z uwagą każdą z opcji. Zawsze coś nie tak. Nie dziwie się w końcu to jeden taki dzień w życiu. Może wyglądać wtedy jak księżniczka. W końcu coś wybrały. Projekt też mi się podobał.
- Tasha. Jeżeli można wiedzieć... w co przyjdziesz ubrana?
- Nie wiem czy będę.
- Nie masz z kim?
- Nie, nie... w sumie też.
- To o co chodzi? Jest tyle chłopaków wolnych w zespole.
- Aniu wyobraź sobie, że ona jutro wyjeżdża. - dodała za mnie Ali.
- Zwariowałaś?!
- Niestety nie. Z resztą sama mam się bawić?
- Przygarniesz kogoś z drużyny!
- No właśnie Tasha. Mario.
- Maz czy ja o czymś nie wiem? - zapytała szatynka
- Nie. Dlaczego?
Jeszcze jakiś czas gadałyśmy. Oczywiście ploteczki, rozmowy i śmiechy.
          Jakoś po trzynastej wróciłyśmy do domu. Iscuś wrócił już do domu. Ale i tak po chwili gdzieś wystrzelił. Chciałam już wcielić mój plan z dzisiejszym wyjazdem wraz z narzeczonymi.
- Kochana, pojedziemy gdzieś, teraz z Julio?
- Nie wiem kiedy wróci.
- Mówił, że niedługo.
- Jasne, gdzie?
- Jezioro!
-Oki. To ja idę wybrać kostium, olejki, kremy. I strój Twego brata.
- To ja też wybiorę strój dla siebie i przygotuję koce, parasole, parawan...
Co ja mam ubrać za kostium. Co prawda wybrałam jakiś strój. Zupełnie mi nie pasował. Wybrałam jakiś dawny kolorowy.
          Niecałe pół godziny później wrócił Julio. Uradowany i ucha chany jak nie wiem. Coś ćpał czy coś? Nawet Alberta go nie poznawała. Ucałowała go tylko.
- Jedziemy gdzieś kochane?
- Nad jezioro braciszku, nad jezioro. Co taki radosny.
- Zaraz zobaczycie.
- Mamy już wszystko gotowe..
Wyszłyśmy z domu. Ja stałam jak wryta. Ali w tym momencie. Zaraz sama do mnie dołączyła. Już wiedziałam czemu Isco był taki uradowany. Oznajmił nam, że ten oto samochód należy właśnie do niego. Trzeba się nim przejechać, a dzisiaj jest świetna okazja. Był piękny. Brązowy i połyskujący.
W drodze słuchałyśmy jak pracuje silnik. Meeeegaaaa!
         Byliśmy już na plaży. Wszyscy przebraliśmy się w stroje. Opalałam się, a zakochańcy taplali się w wodzie. Słodko na nich patrzeć. Takie dzieciaczki i końskie zaloty. Czy miłość aż tak potrafi zmienić? Plaża prywatna i strzeżona. Widziałam, że już wracają. rzuciłam im, że idę się przejść. Spacerowałam tal jakiś czas po brzegu plaży.
          Nagle ktoś mnie złapał i podniósł do góry. Nie wiedziałam kto to mógł być. Morderca, gwałciciel, oszust. Lub po prostu jak ja to mówię napadywacz. Przecież mogłam zginąć. Szczególnie jak już daleko się oddaliłam od miejsca leżakowania. Moje wątpliwości rozwiał wiatr gdy zobaczyłam Maritza. Chryste jak się wystraszyłam.
- Mo siemka. Poznałeś mnie?
- Jasne, że tak. A szczególnie po jego reakcji. - skazał na kolegę.
- O hej Gotze! Co tu robicie?
- Odpoczywamy.
- Tak jak ja. Ostatnie dni.
- Idę do baru tutaj zaraz wracam. Grzecznie mi tu!
- Oczywiście Mo!
- Pięknie wyglądasz.
- Bo jestem kobietą w kostiumie? - Uniósł znacząco brew.
- Być może.
- Zboczeniec!
- Może siądziemy?... - dodał po chwili
- Jasne.
- Głupio mi po wczorajszej sytuacji nadal. - odrzekł towarzysz.
- Oj tam...
- Może to dokończymy?
- Ale co bo ja nie pamiętam. - uwielbiam się droczyć.
- Przypomnieć Ci?
- Jakbyś mógł...
***************************************
No i mamy. Trochę dłuższy za niedodane wcześniej. Trochę pomieszam. Nie może być cały czas cudnie ; D <3 Szybko znudziło by się. Chciałabym wam pokazać kawałek nexta, ale za dużo zdradziło by! :-)
MAM PROŚBĘ...
polecajcie, dodawajcie komi, wiem, że jest was troszeczkę więcej niż dwóch czytelników!
Chyba aż tak dużo nie wymagam... XD
Następny dodam za kilka komentarzy.
Może zostawisz po sobie ślad?
Dawajcie opinie prosto z mostu np. jak pisze lub co wam się podoba, a co nie?
TERAZ JEST CORAZ MNIEJ WAKACJI! SAMA MAM MAŁO CZASU ZAKŁADAM NIEDŁUGO NOWEGO BLOGA O ZDROWYM ODŻYWIANIU I TRENINGACH!!!!! POTRZEBUJĘ WASZEGO WSPARCIA!

Zawsze oddana Parker.! ;********** <3
Możecie dodawać linki do swoich blogów! Chętnie zajrzę. Wiele już czytam! Dodam komentarz na pewno <333333 ;?) :***************





1 komentarz:

  1. Awww, genialny rozdział;)
    Już myślałam, że się pocałują, głupi Reus! :DD
    No ale może jeszcze poczekajmy na rozwój wydarzeń na plaży ^^ Mają to dokończyć! :DDD
    Ja też chcę żeby Marco i Mario mi wykończyli pokój! I chcę taki sam, tylko na zielono! :DD Bo jak na razie, to mój pokój stoi sobie taki szary i bez podłogi :D
    I jaki słodki misio! :DD
    Dlaczego Tasha wyjeżdża?! No nie no, tak nie może być! :DD
    Dawaj szybko kolejny rozdział! :DD
    Pozdrawiam i gorąco zapraszam na moje blogi:******

    OdpowiedzUsuń