To już dzisiaj. Dziś przeprowadzka do Dortmundu. Szkoda tego czasu tutaj. Tutejsi ludzie są naprawdę świetni. Jak ja mam tu zostawić Andre. Przez ten krótki czas bardzo się do niego zbliżyłam. Nie jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przeżywałam z nim beztroskie chwile. Codziennie przychodził i rozmawiał. Nie potrafiłam mu powiedzieć prosto w twarz: Sorry, już się nie będziemy spotykać bo wyjeżdżam. To byłoby chamskie. A do tego nie traktuję go jak przyjaciela tylko kogoś więcej. Sama kopałam sobie dołki. Nawet na myśl mi nie przeszło by o tym z nim pogadać. Dlaczego? Może zwykłe tchórzostwo. Tchórzostwo przez, które mogę kogoś zranić. Na szczęście od razu jak przyjadę do wielkiego Dortmundu będę musiała stamtąd wyjechać. Bilety zarezerwowane niedawno po przyjeździe tutaj. Chyba próbuję szukać tylko wyjaśnienia. A może to tylko ucieczka od problemów. Nie lepsze byłoby wyjechanie bez słowa pożegnania.
- Hej księżniczko. Wstawaj.
- Jeszcze chwilkę. Zaraz zejdę.
- Okej. Tylko nie spóźnij się na śniadanie.
Nie wspomniałam, że skoro to ostatni mój dzień tutaj, to zostałam na noc u Andre. Oglądaliśmy jakieś głupie filmiki na YT. Moje lenistwo mnie przerosło. Będę musiała nadrobić te kilka dni. Szybko przeprałam się w luźne ciuchy i w rozpuszczone włosy włożyłam moje okularki. Spojrzałam w lustro i było ok. Niestety nie wszystko. Zobaczyłam przestraszoną dziewczynę.

W myślach układałam sobie jak mam zacząć. " Powiedz mu, już ". Te słowa krążyły mi kółko w głowie. Jak przyszło co do czego wszystko zapomniałam. Sztuczny uśmiech i można iść.
- Hej. Już jestem.
- Hej. Proszę dla Ciebie świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy i
kanapki z awokado.
- Dziękuję. Robisz coś później?
- Nie. Właśnie miałem zapytać o to samo.
- Wyskoczymy gdzieś?
- Jasne.
- Pyszne! Która godzina?
- Dziesięć po dziewiątej.
- Cholera! Już?
- Tak. A co śpieszysz się?
- Tak jakby. Muszę już lecieć. Pa
- Do zobaczenia
- Zadzwonię!
Rzuciłam parę słów na pożegnanie, wzięłam torbę i wyszłam. Oczywiście. Będzie pogadanka. Miałam zawitać w domu o ósmej piętnaście. Tak szanowny pan " tata " Isco zadecydował. Kurczę! Se nagrabiłam. Raz, raz Tasha bo będzie jeszcze gorzej. Drzwi otworzyłam po cichu. Na szczęście nikt nic nie słyszał. Natomiast ja tak. Nie wiem czy głośno rozmawiali czy się kłócili. Zdjęłam po cichutku moje butki. Co jak co, ale kłamstwem byłoby stwierdzić, że spakowano mi mało butów. Torbę z ubraniami zostawiłam w korytarzu.
- Mówię Ci, że to źle się skończy!
- Przestań. Nic ich przecież nie łączy.
- Nie udawaj ślepej. Sama widzisz jak on traktuje dziewczyny. Jak ją skrzywdzi to...
- Nic jej nie zrobi.
Takie oto słowa kłótni kochanków. Teraz można stwierdzić, że się kłócili. Można się domyślić, że chodzi o mnie i Andre.
- Dzień dobry. O czym tak głośno gadacie jeśli można wiedzieć?
- Cześć skarbie. O niczym. - ucałował mnie brat
- Powiedzmy, że wierzę. Idę teraz się odświeżyć.
- Jasne.
Marzyłam tylko o gorącej kąpieli, pianie i niebieściutkiej wodzie. Według mnie to najlepiej myśli się w wanie albo w toalecie. Jeszcze mam troszeczkę czasu do wyjazdu, więc po co się śpieszyć? Wezmę jeszcze tylko telefon i zapuszczę muzykę w łazience. Jest tyle utworów a i tak nie mam co słuchać. Trzeba odświeżyć listę utworów.
Gorąca kąpiel daje wiele do myślenia. Teraz na pewno nie rozmyśle się by powiedzieć prawdę sąsiadowi. Kąpiel trwa tak z dwie godziny, a muzyka dalej leci. Jeszcze tylko chwilkę się odprężę i wyjdę z wanny. Spokoju jak to ja nie zaznam. Tym razem telefon.
- Słucham.
- Hej Tasha. Nie przeszkadzam?
- Jasne, że nie. Ty? Proszę cię, nie żartuj.
- Gdzie jesteś?
- W wannie. Kąpie się.
- Eeee... Bo próbuje się dodzwonić do Isco, ale nie mogę.
- Poczekaj zaraz go zawołam.
Usiadłam i wołałam
- Isco! Topie się!
- Co?! - słychać było, że podbiegł do drzwi.
- Żartowałam. Mats dzwoni i chce z Tobą pogadać. Otwórz drzwi i weź ten telefon.
- Są zamknięte.
- Dobrze wiem, że potrafisz je otworzyć. Właź jestem okryta pianą.
Wszedł i zabrał mi telefon. Współczuję Hummels'owi, że musiał tego wysłuchiwać. Wyszłam z wanny owinęłam się ręcznikiem i zrobiłam lekki makijaż. Musnęłam tylko rzęsy tuszem i usta błyszczykiem. Włosy od sauny w łazience same się kręciły więc związałam w koka. Wyszłam z łazienki i zaraz po mnie weszła Ali. Ja przysiadłam się na chwilę do brata. Tak, tylko na chwilę. Zaraz muszę się spakować jeżeli nie chcę tu zostać.
- Co chciał? - zaczęłam
- Pytał się o której będziemy.
- Aha.
Widać, że nie chciało mu się gadać.
- Kłóciliście się o mnie, co nie? - kontynuowałam.
- Nie. Bardziej o twoje...
- Nie martw się. Ja się z nim tylko kumpluję.
- Siostra, ja ci wieżę. Tylko nie rób nic głupiego. On nie traktuje dziewczyn poważnie.
- Rozumiem. Możesz być o mnie spokojny.
Nie rozumiem dlaczego ona aż się tak interesuje. Wiem, że ma na sercu moje bezpieczeństwo, ale bez przesady. Jak pożałuje to będę wiedzieć aby następnym razem tak nie postępować. Może miałabym jakieś szanse u niego? W każdym razie nie ma co się przejmować.
Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. A to dopiero równo w południe. Przejrzałam fejsa. Aga przysłała kilka zdjęć z Rosji. Kilka zdjęć naprawdę mnie zaciekawiło. W tym momencie ona sama wbijała do mnie na chat.

⦁ Hej kochana. Co tam u cb?
⦁ Nic specjalnie ciekawego. Widać, że u cb jest zupełnie inaczej.
⦁ No! Zarąbiście! Przez tą pracę poznałam wiele celebrytów.
⦁ Właśnie widzę. Zdjęcie z Iriną Shayk mówi samo za siebie. Uważaj bo sam Ronaldo będzie zazdrosny albo wręcz przeciwnie ; D
⦁ Właśnie! Fajna z niej dziewczyna. Mówiła sporo. Na szczęście dobrze znam ten język. Dużo się nasłuchałam o jej narzeczonym i wgl. A ty jeszcze nie w świecie BVB?
⦁ Daj spokój. Tylko pomagam im w przeprowadzce i zaraz wyjeżdżam. A co gorsza dowiedziała się o tym Alberta. Ugh... ;/
⦁ Oj tam. Zmieni się. Ja już to wiem. To kwestia czasu. Ja też czekałam długo na jedynego i wymarzonego. <3
⦁ Wiem. widziałam zdjęcia xd
Gadałyśmy tak bez końca. Przyjaciółce wszystko się udawało. Praca, dom, chłopak. To jest moje przeciwieństwo. Pro po jej pracy. Długo chyba tam nie popracuje. Miała umowę na okres próbny. Wygryzła ją sławna dziennikarka. To się nazywa bycie wrednym.
Wskazówki zegara wskazywały na 15.04. Czemu mnie to nie dziwi, że ten czas tak szybko leci? Napisałam do Andre, że mamy się spotkać o czwartej na deptaku przy restauracji Rose. Spakowałam moje tutejsze ciuchy do walizki. Prezenty, kosmetyki i buty. Szybko mi to zeszło. Była już 15: 27. Zarzuciłam na siebie bluzę i oznajmiłam domowników, że będę za dwadzieścia szósta spowrotem.
Wolnym krokiem szłam na miejsce. Nie da się ukryć, że jest tam kawałek drogi. Zostało mi jeszcze dziesięć minut. To teraz się ruszać trzeba szybciej. I masz Ci los chłopak był już na miejscu. Wyjęłam telefon i w ekranie poprawiłam swój wygląd. Andre już zajął stolik. Jestem dziewczyną więc spóźnić się mogę. Choć bardzo tego nie lubię. Przywitaliśmy się i zamówiliśmy coś do jedzenia. Nasz wzrok przykuł pijany facet który pomylił bar z restauracją. Na dodatek myślał, że jedna z kelnerek to jego żona. Biedna dziewczyna
. Minęło piętnaści minut i dostaliśmy zamówiony posiłek. Konsumowaliśmy go w ciszy. Miałam trochę czasu nad zastanowieniem się jak mu to powiem. Najlepiej prosto z mostu, czyli tak jak zawsze. Z zamyśleń wyrwał mnie właśnie jego temat. Najwidoczniej jakoś przymuliłam i się wyłączyłam.
Posiłek zjedzony. Ostatnia chwila z kumplem. Pokierowało nas na deptak. Starsza pani obok nas na ławeczce karmiła gołębie ze swoim mężem. To było takie urocze. Pogadaliśmy jeszcze chwilkę i mieliśmy zamiar iść już do domu kiedy zaczepiła nas jakaś panna. Rzuciła mu się na szyję i on ją pocałował. On ma dziewczynę? Dlaczego kłamał i ukrywał to przede mną? Moje oczy mimowolnie zaszły łzami. On jakby nic się nie stało przedstawił nas sobie. Po chwili ona powiedziała mu coś na ucho i odeszła żegnając się ze mną.

Myślałam, że mnie coś zaraz trafi! Jak najszybciej musieliśmy o tym pogadać. Lecz pozwoliłam mu zacząć.
- Muszę Ci coś ważnego powiedzieć.
- Ciekawe co?!
- Dasz dokończyć?! Wyjeżdżam za tydzień do Australii wraz z tatą.
- Fascynujące - prychnęłam.
- Coś Ci się nie podoba. Przecież Ci powiedziałem.
- A o dziewczynie to jakoś zapomniałeś?! Wiesz co mam dosyć Ciebie i tej laluni. Czekaj jak jej tam? Emma? Wiesz gdzie ją mam?
- Czy ty jesteś zazdrosna?
- Wiesz co? Tak jestem. Bo traktowałam cie bardziej niż przyjaciela. I teraz tego żałuję.
- Nie wiem co sobie ubzdurałaś w tej główce, ale ja nic do Ciebie nie czuję. Jakbym chciał bym już z tobą była. A jak widzisz tak nie jest.
- Szmaciarz! I wiesz co, bardzo dobrze. Bo ja wyjeżdżam i więcej się nie spotkamy nara!
Wolnym krokiem podążałam do domu. Jednak Isco miał racje. On jest cholernym dupkiem. Dlaczego zawsze jak już ktoś mi się spodoba to odchodzi. Z jednej strony jeśli miałabym z nim być na króko to jaki to ma sens. teraz to jedyne wrócić do domu i wyjechać z tąd jak najszybciejW domu zawitałam równo z czasem. Ani za wcześnie, ani za poźno. Domownicy byli już gotowi. Przykro było patrzeć na te buste szafy i szafki. Pożegnaliśmy się z domem. Chwilę później przyszedł nowy najemca. Ja schowałam się już w samochodzie. Co zabawniejsze mój brat sprzedał swój samochód temu samemu człowiekowi. Ma zamiar kupić nowy w Dortmundzie. Kilka minut później i oni wtargnęli do samochodu. Strasznie źle się czułam. Zawroty głowy i katar. Mam nadzieję, że nie grypa. Okropność. Przed nami godzina drogi czyli o dwudziestej powinniśmy być. Plus jeszcze znalezienie tej ulicy. Odpuściłam i zasnęłam.
Półtorej godziny później.
Obudził mnie szum wiatru i trzaskanie drzwiami samochodowymi. Oznaka, że jesteśmy już na miejscu. Dom rzeczywiście był taki jak na zdjęciu. Ogród był piękny. Aż z wrażenia wyszłam z auta. Wzięłam kilka walizek i odstawiłam je pod drzwi. Para wzięła jeszcze kilka drobiazgów z domu. Między innymi roślinki, naczynia, sztućce i ręczniki. Jak to się wszystko zmieściło do tego samochodu. Wszystko zostało wyjęte. Teraz należy to wszystko wnieść do domu. Otworzył drzwi. Przestrzeń niemała. Niemała bo nie ma nigdzie mebli!
- Hahahah. Dobra a gdzie są meble?-
- Nie ma. Zdecydowaliśmy, że sami je umeblujemy.
- No właśnie kochna siostrzyczko. A ty nam w tym pomożesz.
Pięknie! Czyli śpimy na podłodze. Julio wniósł moje walizki do góry. Ja pomogłam Ali przenieść kilka kartonów w kąt, aby nikomu nie zawadzały. Musiałam pozwiedzać każdy kąt w domu. Są trzy łazienki! Jedna dla nich, druga gościnna, a trzecia na dole dla nachodzących nasz dom. Zaraz jaki nasz. Ja tu nie mieszkam. Jeszcze na dodatek trzy pokoje, projektownia, mała siłownia i jedna wilka wspólna garderoba! Już mi się podoba. Może i łazienka nie jest wykończona, ale musiałam wziąć szybki prysznic i ubrać się w ciuchy do spania. Na szczęście dziewczyny spakowały mi mój ulubiony zestaw do spania. Pozostał jeszcze tył domu do obcykania. Temperatura jest ciepła więc jeszcze zdążę. Schodziłam po schodach gdy ktoś pukał do drzwi. Z dołu nikt nie raczył otworzyć drzwi. Sama musiałam się pofatygować. Za drzwiami stali Hummi i klubowa jedenastka.
- A wam nie za zimno?
- Nie dlaczego?
- Bo wam chyba mózgi zamarzły.
- A czyli, że ...
- Wcześniej sie nie dało przyjść?
- Nie. - I wparował Mats do środka. Drugi natomiast wiedział co to kultura.
- Wejdź :) nie będziesz tak stał. - i otworzyłam szerzej drzwi.
- Hej. Jestem Marco.
- Cześć. Tasha. Znajomi mówią na mnie Maz. - podaliśmy sibie ręce.
Hummi rozglądał sie po domu jakby czegoś szukał. Zapewne mebli. Moi kochani współlokatorzy n apisali mi esa, że pojechali coś kupić do jedzenia. Wyjęłam jakieś szklanki i talerzyki z kartonu. Rozłożyłam składany stół i zrobiłam herbatę.
- To teraz tak mieszkacie?
- Oni ja nie. Sami będziemy użadzać to mieszkanko. - o chwili dostałam kolejnego esa.
" Materace są w niebieskim kartonie"
- No bynajmniej mamy materace. Przepraszam, że nie mam wam co zaoferować.
- Nic się nie stało. Mats jakoś przeżyje.
- Nie czekaj! Mam kanapki!
Pogadaliśmy trochę. Bardziej z Marco. Nie znaliśmy się wcześniej. On słyszał o mnie jedynie z opowieści Matsa. Było całkiem fajnie. Graliśmy nawet w " Moje oko widzi ". Ciąfle odpowiedzią była ściana xd. Nic nie poradzisz na puste mieszkanie. Chłopaki pomogli mi nadmuchać materac. Męczyli się niemiłosiernie. A mi się tylko śmiać chciało. Chciałam coś powiedzieć, ale oni niechcieli słuchać mojego sprzeciwu.
- Och wy moi znajomi. Wiecie, że ja miałam elektryczną pompkę.
- Żartujesz? Czemu żeś od razu nie powiedziała?!
- Nie pozwalaliście mi się odzywać.
- Żądamy jakiejś nagordy - poparła go klubowa jedenastka
Co ja im mogę dać? przecież w tym domu nic nie ma. Przecież to faceci wiadomo o co chodzi. Potwierdza to wzrok Hummels'a
- Buziak wystarczy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz