Uciekałam spory kawałek drogi przed tym łamagą. Zaraz za nami biegli
chłopaki, którzy jak tylko zauważyli plac zabaw nie omieszkali się na
nim pobawić. Kuba huśtał Mo, a Marco zjeżdżał na ślizgawce razem z
Lewym. Ja biegłam za nimi na ten plac. Wbiegając do piachu nie
zauważyłam wystającej belki i się o nią potknęłam co równało się z
twarzą w piachu. Mario w tym samym miejscu się potknął i leżał na mnie.
- Chłopaki! Sandwich!. - Krzyczał Lewy, a zaraz na mnie leżał Mario, Marco, Lewy, Kuba, Mo i reszta.
- Złaźcie jeśli jeszcze chcecie mnie zobaczyć!
- Dobra chłopaki złaźcie! Ona ma jeszcze żyć. - wspomniała klubowa dziesiątka
Wstałam resztkami sił i otrząsałam się. Nie wspomnę już o nadmiarze piachu w moich włosach. Matko jak ja tego nienawidzę. Normalnie mam ochotę każdego z nich sypnąć piaskiem.
Szliśmy tak przez jakiś kawałek w ciszy. Cały czas wytrzepywałam swoje włosy. Chłopaki tylko mi dokuczali czochrając je jeszcze bardziej.
- Maz pamiętasz może koko? - zapytał nagle lewy
- Pytasz?! Mam to na telefonie!
- To puszczaj.
Zapuściłam piosenkę Euro 2012 z telefonu. Wraz z chłopakami naszymi polskimi śpiewaliśmy na cały głos.
- Koko euro spoko!
- Piłka leci chem wysoko!
- Wszyscy razem zaśpiewajmy!
- Naszym doping dajmy!
- No, no. Słyszałem tą piosenkę, ale tak jak ją ktoś teraz śpiewa to nie. - mówił ze śmiechem Moritz
- W ogóle na długo zostajesz?
- Że ja? - zapytałam. Pokiwali twierdząco głowami.
- Na razie na czas nieokreślony.
- Kłamiesz. - stwierdził Mario
- Nie. Na prawdę. Muszę tylko znaleźć pracę.
- Masz jakąś zapewnioną?
- Wiesz lewusku... Przyjaciółka mówiła, że mogę pracować jako trenerka zumby.
- Wyobrażam już to sobie.
- Ania Ci nie mówiła jak razem ćwiczyłyśmy?
- Wspominała. -dodał
- No to koniec tematu. Macie jutro trening?
- Niestety. Nom. Nie wspominaj nawet - dodawał każdy z nich oprócz Mario
- A ty Mario? Czemu nie marudzisz?
- Mam motywację. - odparł z uśmiechem na twarzy
- Jak motywacja ma na imię? - uwielbiam jak Marco dokucza przyjacielowi.
- W ogóle nie wiem o co Ci chodzi.
- Dobra, dobra. Nie męczę Cię
- Sorka chłopaki muszę już wracać. - odparłam
- Już?
- Tak.
- Czekaj jesteśmy sąsiadami idę z Tobą.
- Dziękuję. Pa do zobaczenia.
Przytuliłam każdego z nich. Ponad trzy niedźwiadki z większymi od Ciebie to masakra. Czujesz się jak dżem w rogalikach z ciasta francuskiego.
Powrót do domu z Lewym się strasznie dłuży! Ale pozytywnie. Cały czas się śmialiśmy. W końcu mogę pogadać z kimś w Niemczech po Polsku. Oczywiście mam brata z którym się porozumiewam w ojczystym języku tylko gdy nie ma w domu Ali. Trochę to nie fair wobec niej.
- Ej przypomniało mi się, że jest wolna posada na stanowisku fotografa w klubie.
- Więc?
- Możesz złożyć podanie. Zdjęcia raczej umiesz robić?
- Tak. To ja napiszę podanie i dam Ci. Mógłbyś to zostawić u niech w biurze?
- Pojedziesz ze mną.
- Mogę?
- Jasne.
- Oki to ja już wracam do domu. O której mam przyjść?
- Wpół do ósmej?
- O matko jak wcześnie. Będę na sto procent. Pa
- Pa
Wygląda, że sama będę w domu. Nie ma samochodu Isco i Alberty. Cała chata dla mnie! Czyli zaczynamy after party! Wyjęłam jakieś owoce, jogurt płatki i położyłam wszystko na stoliku przy altance i puściłam muzykę. Skoro być może niedługo rozpocznę pracę jako trenerka to trzeba przypomnieć sobie kilka choreografii. Obok mam Lewandowskich, a po drugiej stronie dom jest pusty więc mogę pod głośnić na maksa. Słuchałam akurat Rihanna Pour it up. Bo przypadek chciał, że zadzwonił telefon. Rozi
- Hej Tasha! Kiedy znów będziesz w Dortmundzie?
- Jestem.
- Słucham?
- No jestem w Dortmundzie!
- Jezu! I nic nie mówiłaś? Zaraz będę u Ciebie! Wyślij mi adres komórką. Pa!
Ja nawet nie zdążyłam się pożegnać a nawet nic powiedzieć. On a po prostu się od razu rozłączyła.
Niecałe dziesięć minut później przyjechała samochodem.
- Tasha! Kochana!
- Rozi jak ja się za Tobą stęskniłam!
- Ćwiczysz? Mogę dołączyć?
- Jasne. Chodź!
Najpierw trochę się porozciągałyśmy, później pogadałyśmy i przeszłyśmy do rzeczy. Próbowałyśmy przypomnieć sobie naszą starą choreografie. O dziwo udało się. Zmęczyłyśmy się do cna! Masakra. Uwielbiam w ogóle sport, ale nie wiem sama czemu się tak zmęczyłam. Opadając z sił zauważyłam, że ktoś nam się przygląda. Byli to dwaj przyjaciele.
- Chłopaki długo tu już tak stoicie?
- Przechodziliśmy. Mieliśmy iść do Lewego.
- I tak przypadkiem tu się zatrzymaliście? - dodała moja przyjaciółka
- A tak w ogóle to jest Kate. Kate Mario. Marco już znasz.
- Tak Hej. - podali sobie ręce.
- Boże Tasha już tak późno ja zaraz zaczynam trening. Spadam Pa! Do pracy przyjdź pojutrze.
- Pa. - pomachałam jej na pożegnanie. - Co tak patrzycie?
- Ja zwracam honor. Nie wiedziałem, że tak dobrze tańczysz. - dodał Mario.
- Oj uwierz ona umie.
- Co masz na myśli.
- Ej spóźnię się do Lewego. Wy chyba macie do pogadania. - pobiegł w stronę furtki.
Opadłam na ławkę przy oczku wodnym, a Mario zrobił to samo. Byłam zdyszana. Tak bardzo mi się chciało pić, a tak bardzo nie chce mi się iść.
- Wody?
- Jasne. Daj. - upiłam spory łyk z jego butelki - Masz butelkę przy sobie?
- Idąc zachciało mi się pić. - westchnął - Słuchaj przepraszam...
- Nie to ja zachowałam się jak samolub. To ja powinnam Cię przeprosić. Więc... Przepraszam
- Przyjaciele?
- Przyjaciele. - uścisnęliśmy dłonie.
- Więc
- Więc...
__________________________________
Przepraszam za krótki rozdział, ale dodałam go na szybko. Cały czas jestem zajęta.
A to nagrywanie, robienie okładki, opieka nad bratanicą i choroba przez którą jestem już uziemiona drugi tydzień! Masakraaa....
Postaram się dodać coś nowego i CIEKAWSZEGO niedługo. Oj dużo się wydarzy!
Teraz szykuję się do mojej imprezy urodzinowej. Niestety wszyscy się starzejemy XD
Pozdrawiam wszystkich czytających.
Fajny rozdział, tak lekko się go czyta :)
OdpowiedzUsuńReus, kocham cię za to, że ich tam zostawiłeś razem *.*
Pisz mi szybko następny rozdział, bo nie mogę się doczekać co się tam wydarzy! :)
Jestem pełna nadziei :DD już dobrze wiesz, jakiej ;33
A więc udanej imprezy życzę i wszystkiego najlepszego kochana! <3
Pozdrawaim gorąco, buźki;**
P.S. zapraszam na mojego nowego bloga! :)
http://miniatury-pilkarskie.blogspot.com/