piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 5


               - Nie patrzcie się tak! A tak w ogóle to po co ty wczoraj Isco byłeś na tym stadionie? - zapytałam zaciekawiona. Wskazał żebyśmy usiadły na kanapie w salonie. Po mału zaczynałam się bać.
- Więc. Dostałem ofertę pracy w dużo lepszym klubie i ...
- I co no mów wreszcie!
- Daj mi dokończyć. - westchnął - To jest w Dortmundzie i zaakceptowałem tą ofertę i za dwa tygodnie mamy się tam przeprowadzić. Każdy pracownik otrzymał dom i ja też go otrzymałem.
- O kur**! Czemu żeś od razu nie mówił. Taką tajemnice ukrywać przed największą fanką Borussi Dortmund?! Jak śmiesz? Hahahaha, nie no żartuję kocham Cie braciszku wiesz i teraz na pewno wiem, że będę częściej do Ciebie przyjeżdżać - A się rozgadałam.
- No ja myślę, zrobiłem to też dla Ciebie aniołku. - Ucałował mnie w czoło - To co idziemy na zakupy? - zaproponował
- Jasne! - odpowiedziałyśmy równo z Ali.
                    Dziewczyna szybko się ogarnęła i zjadła śniadanie, a ja czekałam na nią i brata w samochodzie. Moje myśli krążyły wokół " pszczółek ", meczu przyszłego, Marco i centrum handlowego. Zaraz Marco, skąd on się tu wziął? Mniejsza z nim jadę na zakupy. Mam zamiar dzisiaj jak nigdy zaszaleć z Albertą i Julio. Wreszcie wtargali się do samochodu. Jechaliśmy i jechaliśmy, końca drogi nie było widać no, ale cóż. W końcu ukazało się moim oczom wielkie centrum handlowe. No to się zaczyna. Jest 9.00 czyli mam dziesięć godzin do zamknięcia centrum. Najpierw oblukałyśmy sklepy z sukienkami. Wybrałam piękne dwie sukienki, a Ali żadnej, nie podobała się jej żadna. Następnie był sklep Victoria's Secret. Wszędzie bielizna, kostiumy kąpielowe itp. Kupiłam kilka zestawów bielizny i strój kąpielowy, dwuczęściowy. Albercie zajęło to dłuższą chwilę bo miała dylemat. Wyszłam ze sklepu i poprosiłam brata w końcu jest jej narzeczonym, aby pomógł jej wybrać. Minęło 10 minut i później kolejne dziesięć minut. W końcu raczyła wyjść ze sklepu z jednym kompletem. Następnie był New Yorker, Cropp, H&M, i Deichmann. Kupiłam kilka ciuszków, dwie pary szpilek i conversy. Zaszłam jeszcze do sklepu sportowego aby kupić nowe ciuchy do biegania. Marka Nike, nie inna. Wyszłam zaopatrzona w pełny zestaw i nawet kupiłam korki. Były zabawne, ponieważ jeden był różowy a drugi niebieski . Pochwaliłam się zdobyczą parze.
            - Hej. Może zajdziemy do spożywczaka, aby kupić coś na obiad. Ja dzisiaj gotuję!- odrzekła Alberta prowadząc nas do Kaufland'u. Kupiliśmy mnóstwo warzyw. Brokuł, szpinak, ziemniaki, buraki, pomidory, sałatę i nie zabrakło tony owoców. Jabłka, pomarańcze, truskawki, kiwi. Zrezygnowaliśmy z bananów oraz winogron, które nie popierają szczupłej sylwetki. Z mięsa poszłam w kurczaka, a z ryb w mintaja. Mmmmm... pyszna zdrowa rybka. Kupiłam wodę kokosową razy sześć i kilka butelek piwa. Zauważyłam gazety. Podeszłam i kupiłam Kicker'a. Uwielbiam czytać o sporcie, inni wolą o gwiazdeczkach itp. Obładowany koszyk i my szliśmy w stronę kasy. Wyszła nie mała suma. Dołożyłam się trochę mimo, że oni odmawiali. W końcu ja też mogę się sama utrzymać.               
                Załadowaliśmy zakupy do samochodu i jeszcze zajechaliśmy na stację paliw po czym dotarliśmy do domu. Rozpakowałam zakupy i pomogłam troszkę do obiadu. Ali wygoniła mnie z kuchni abym jej nie przeszkadzała. Sięgnęłam po laptopa i poszłam na taras obcykać fejsa, instagrama i inne strony. Wpadłam na pewnien pomysł. No tak Olśniło mnię.
- Iscuś! Możesz mi podać adres tego nowego domu w Dortmundzie? - Zapytałam słodkim głosikiem
- ChopinStraBe 11 - krzyknął z sypialni
- Dziękuję!
           Pooglądam sobie okolicę i ten przepiękny dom. Nie ma co. Ja już mogła bym się tam przeprowadzić. W końcu to moje wymarzone miejsce. Wokół cisza, spokój i nic się nie dzieje. Nie to co tu. Co chwila jakiś samochód jeździ. W sumie nie ma się co dziwić w końcu to niemałe osiedle. Niestety nie mogłam zobaczyć jak wygląda mieszkanie w środku. Nie było go na sprzedaż w internecie. A może do mieszkania BVB? W każdym razie. Niedaleko był SIP. Piętnaście minut drogi i można być już na miejscu. Wciąż nie wieże, że tam będę! Jeszce kilka dni! Postaram się jak najszybciej wypchnąć z tej dziury. Najbardziej przykuł moją uwagę park sportowy. W ogóle co w nim jest sportowego? Wzięłam oddech i odłożyłam laptopa. Doszło do mnie wołanie mojego imienia abym weszła na obiad.
- Co dziś dla nas dobrego przygotowałaś? - W tym momencie poczułam piękne zapachy.
- To przepis ze strony hpba.pl. Julio pomógł mi znaleźć coś ciekawego. Bo jak ci wiadomo ja nie potrafię polskiego.
- Omnomnom! Kocham te przepisy. Sama jestem uzależniona od dobrego odżywiania i sportu.
               Ja, Isco i Alberta zasiadaliśmy do stołu. Ogarnęłam co gdzie i jak należy spożyć. Mój wzrok nie opuszczał Julio, który " modlił " się nad miską. Podejrzewa, że nie przypada mu do gustu takie jedzenie. Sama gotowałam dla niego podobne rzeczy. Teraz to na pewno jadłby tylko pizze, fastfoody oraz słodycze. Może to ze mną jest coś nie tak? Dlaczego ja nie jadam takich rzeczy. Zgodnie z kulturą nikt nie zaczął jeść dopóki wszyscy nie mieli w rękach sztućców. Czekałam i czekałam. A on ani rusz. Wzięłam nóż do ręki i walnęłam nim o stół. Wiedziała, że Ali nie przejmie inicjatywy. Ona sama się nawet przestraszyła.
-Człowieku, weź to do buzi, a nie się modlisz jakbyś miała zaraz kaputnąć.
- Ale ja nie zjem czegoś takiego. Wezmę to do ust i wypluję! Albo jeszcze gorzej! - olśnił nas mój brat
- Masz otwórz buzię. Powiedz Aaa... - W tym momencie wzięłam trochę jedzenia na widelec i wepchnęłam mu do buzi - Pamiętaj! Z pełną buzią się nie gada. - Przeżuwał i przeżuwał i tak bez końca. Przełknął.
- Ty to nie jest wcale takie złe, daj jeszcze.
- Mówiłam! Dawaj musimy w końcu to zjeść zanim będzie zimne.
             Nastało to czego najmniej się spodziewałam. Mój braciak zjadł jako pierwszy i nawet wylizał talerz. Co więcej poszedł po dokładkę. Większość ludzi ocenia po wyglądzie a nie wnętrzu. Alberta i ja skończyłyśmy w tym samym czasie. Pomogłam jej pozmywać oraz posprzątać bałagan w salonie oraz kuchni. Pościerałam plamy z szafek i stołu. Wzięłam się za zmywanie sztućców. I nagle trach. Przejechałam sobie nożem po palcu. Oczywiście z czystego przypadku. Zaraz Isco przybiegł z apteczką, zdezynfekował i opatrzył ranę i ucałował moją ranę. Ali dokończyła za mnie, a ja poszłam wziąć prysznic ubrałam się i pobiegłam. Włączyłam tylko w telefonie zapamiętywanie trasy. W najbliższym parku porozciągałam się i napoiłam. Po trzech godzinach wracałam do domu. Mojej uwadze nie uszło brak lokatorów. Wiem, że klucze zawsze chowają w sztucznej doniczce. Otworzyłam drzwi i weszłam do kuchni po wodę. Na blacie leżała karteczka z informacją, że pojechali zamówić transport rzeczy z Kolonii do Dortmundu. Czyli wszystko zostało już postanowione. Niedługo witaj Dortmund! Tylko, że na dłużej. Jabłko wrzuciłam sobie na ząb i wzięłam zimny prysznic. Zmęczona dzisiejszym wysiłkiem przebrałam się już w piżamę i położyłam spać. Nie jestem jasnowidzem i nie przewidzę, o której wrócą. Pozostał jeszcze jeden dzień do wyjazdu na mecz BVB. Mam nadzieję, że minie to z prędkością światła. Wzięłam jeszcze telefon do ręki zobaczyłam, która godzina. 20.25. Pierwszy raz tak szybko poszłam spać.

* Next Day *
              Dziś obudził mnie dzwoniący telefon. Jak nic nie chciało mi się go odbierać, a tym bardziej z kimś gadać. Schowałam go pod poduszkę. Nastała głucha cisza. Wzięłam głęboki wdech i wtuliłam się w poduszkę. I znowu! Drrrrrryń...! - Cholera, kto normalny dzwoni o tej porze?! - zadawałam sobie to pytanie. Włączyłam głośnik i na przywitanie powiedziałam...
- Kimkolwiek jesteś, zabiję cię przy najbliższym spotkaniu! Ja zeszczę śpię. Która jest ósma rano czy szósta? - mówiłam przerażającym tonem
- Przepraszam, ale jest godzina jedenasta. Wczoraj podany numer sam chciał się do minie dodzwonić kilka razy. A raczej przyjaciółki nie zabijesz. - po głosie rozpoznałam Agnieszkę - Chcę Cię poinformować, że wyjeżdżam wraz z rodziną na drugi koniec Rosji. Ja otrzymałam propozycję i moja siostra żebyśmy pracowały jako dziennikarki w tamtejszym kraju. Więc teraz wątpię żebyśmy miały tak dobry kontakt. Właśnie jestem już na lotnisku i za godzinę wylatuję.
- Ale jak? W sumie ja życzę ci powodzenia i wszystkiego dobrego. Wiem, że jesteś najlepsza! Na pewno jeszcze będziemy do siebie dzwonić, już ja o to zadbam. Miłej podróży.
- Dziękuję i obiecuję, że będę dzwonić. Pa. - pożegnałyśmy się
                 Zastanawiałam się, dlaczego tak nagle wyjeżdża i być może na stałe. No cóż jej kariera, niech ją rozwija. Długo sobie z nią nie porozmawiałam. Wszystko jej wina. Było odebrać telefon wcześniej. Jedna przyjaciółka w Niemczech a druga w Rosji. Wspaniale! Nie jestem egoistką. Nie myślę tylko o sobie, ale szkoda, że żadnej nie będę widywała codziennie. Ja tymczasem zajmę się sobą i przyszłym Dortmundem. Ogarnęłam się z najwygodniejszego łóżka na świecie i ładnie ułożyłam pościel. Przeglądałam się w lustrze. - Nie chciałabym, żeby ktoś mnie zobaczył w takim stanie. Hahaha - Otworzyłam drzwi od szafy wyjęłam jakieś szorty i bluzkę i poszybowałam do łazienki. Szlak chciał, że była zajęta przez mojego brata. Miało mu to zająć jakieś pięć minut. Nawet naiwny człowiek w to nie uwierzy. Zawitałam do kuchni. Przyszykowałam dla wszystkich śniadanie.         
                 Płatki owsiane z jagodami. Rozłożyłam piękne miseczki na stole, gdy mój brat wyszedł z łazienki. - Śniadanie masz na stole - rzuciłam i pobiegłam do łazienki. Dziś postawiłam na wannę. Odkręciłam ciepłą wodę nalałam płynu i weszłam do wody. Relaks i relaks. Tylko tego było mi potrzeba. Oparła głowę o nagłówek i słyszałam tylko napływanie wody oraz własny oddech.                   
               Sięgnęłam po szampon i umyłam moje kłaki na głowie. Woda po godzinnej kompaninie zrobiła si chłodna. To oznaka, że trzba wychodzić. Sięgając suszarkę zwaliłam kilka rzeczy z szafki. Na szczęście nikt tego nie usłyszał. Ufff... Związałam włosy w koka i przebrałam się. Otwierałam drzwi od łazienki i ... Bum!
- Jejku, przepraszam Ali nic Ci się nie stało? - przez przypadek zafundowałam jej bliskie przywitanie z drzwiami.
- Nie wszystko w porządku. Właśnie szłam się powoli pakować do przeprowadzki. Zapakuję tylko potrzebne rzeczy. Meble zostaną w mieszkaniu. Sprzedajemy je. - oznajmiła
- Pytałam tylko czy z tobą wszystko dobrze. Ale oki XD. - Kiedy mamy zamiar się przenosić?
- Jak przyjedziesz z Dortmundu. Może tak za tydzień.
- W sumie nie opłaca mi się wracać, ale muszę wam pomóc z ogarnięciem.
               Za to, że poznała bliżej drzwi, pomogłam jej popakować różne babiloty. Wazony, ręczniki, pamiątki itp. Musiałam na chwilę opuścić dom aby kupić kartony na rzeczy. Raptem to dwudziestu minutach zawitałam z dziesięcioma kartonami. Mój brat jak zwykle wolał po leżakować. Trening miał dopiero na 13. Nie przepadałam za klubem z Kolonii. Nie fascynowała mnie ich dotychczasowa gra. Patrzyłam na nich z pogardą. Nagle wpadłam na pewien pomysł.
- Kochana, wiesz może czy jest w pobliżu jakieś jeziorko albo plaża. - zapytałam znienacka patrząc na niezidentyfikowaną twarz Alberty
- Parę kilometrów dalej. A co masz ochotę się tam ze mną wybrać?
- Jasne. W końcu dzisiaj ostatni trening Julio, więc pewnie będą świętować do świtu.
                  Zapakowałam jakieś jedzenie na drogę i kostium kąpielowy. Zgadałyśmy się, że ja prowadzę w drogę powrotną. Wsiadłyśmy do auta. Tym razem wzięłyśmy brykę mojego braciaka. Zapuściłam muzę w radiu. Akurat podła piosenka Beyonce Single Ladies. Pamiętam jak jeszcze wraz z Kate tańczyłyśmy to hitów Destiny Childs. Nasze nagranie trafiło do internetu. Patrząc na drogę przypominałam sobie dawne czasy z Rozalindą, która dawno ze mną nie rozmawiała. Służyłam jako nawigacja drogowa, kierując się znakami. Wjeżdżamy do... skręć w lewo... jedź prosto. Pół godziny później dotarłyśmy na miejsce. Zanim weszłyśmy na plażę, pobiegłam z Ali do przebieralni. Ja ubrałam dzień wcześniej kupiony strój i chustę. Projektantka natomiast założyła na siebie własnoręcznie zaprojektowany strój. Wyglądała olśniewająco. Sama chciałabym go mieć właśnie na sobie. Wynajęłyśmy wolne leżaki z zadaszeniem i rozkoszowałyśmy się chwilą.
Siostra wymknęła się, miała ochotę na lody w rożku i procenty. Ja dostałam loda miętowo-czekoladowego bez drinka, a towarzyszka wzięła cytrynowe i mohito. Szum fal, krzyczące dzieci i bijące ciepłem słońce. Sparzyłam się jak bym cały dzień leżała goła na słońcu. Potrzebowałam chłodu. Woda była kojąca, popływałam chwilę. Przystojni ratownicy, którzy nie uszli mojej uwadze. Wróciłam na wcześniej zajmowane miejsce i siedziałam w telefonie na fb. Projektantka siedząca obok mnie wstała tak gwałtownie, że mój telefon wylądował w piasku. Narzeczona mojego brata podniosła mój telefon.
- No, no, no. Ładne ty zdjęcia oglądasz. - patrzyła na mnie podejrzliwie. Nie rozumiałam o co jej chodzi. - Spokojnie, może kiedyś Ci się uda. - Dalej nie ogarniałam sytuacji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz