
- Hej. Co tam przeglądasz? - zapytałam siadając obok niej
- Szukam ciekawego przepisu na kolację, bo to co zrobił twój brat jest niejadalne! Mam ochotę na pizzę, a ty?
- No to mamy zwycięzcę dzisiejszego teleturnieju. A czumu go nie ma? I jaką zamawiamy? Może dla mnie owocową, a wy sobie wybierzecie? - Zaproponowałam przeglądając stronę pizzerii
- Zamówimy jedną ogromna owocowa bo też ją lubię, jest mało kaloryczna, i Isco pojechał na stadion bo go prezes wzywał czy coś takiego.- odrzekła i zamówiłyśmy pokarm.
- Już mówili, że będzie za godzinę, maja bardzo dużo zamówień na dziś. Zagramy w coś? Zabijemy przynajmniej nudę. Co ty na Just dance z karaoke?
- O to, to ja lubię dawaj, dawaj! - wstała natychmiast z kanapy i włączyła grę. Wybrałyśmy losowe piosenki. Czekałam tylko na Beauty And A Beat. Uwielbiam ta piosenkę słucham jej w kółko graniste. Niestety była ostatnia. Opadłyśmy z Alberta na podłogę ze zmenczenia. Ona była tak leniwa, że to ja musiałam się pofatygować po wodę do kuchni. Szukałam we wszystkich szafkach i znalazłam bopiero wodę w lodówce! Ulgaaaa... Podałam dziewczynie butelkę z wodą.
- Woda?! Żartujesz?! Wczoraj na imprezie nic nie piłam! Daj mi piwo, leży w ostatniej szafce na dole.
- Ok, ok. Proszę. - podałam jej procenty - Ja też mogę?
- Jasne dawaj! Ej, jeszcze jedna piosenka to nie była ostatnia.! One Direction! Jeee...! - mówiła szczęśliwie
I zaczęłyśmy tańczyć. Nie lubię 1D, ale no nic. Marudzić nie będę. Zabrakło nam dwóch osób. Ale to nic. Był akurat refren kiedy Isco wparował do domu i się przyłączył wraz z kolegą którego przyprowadził. Nie miałam czasu na przywitanie i zobaczenie gościa. Nabijałyśmy już piątą gwiazdkę i szkoda to zaprzepaścić! Skoki, śpiewy po swojemu oraz gleby tak toczyła się ta piosenka. Padłam z sił. Za długa to coś one direction. W końcu koniec. I każdy mógł przyjąć własną pozę. Mi coś nie wyszło i wylądowałam w rękach mężczyzny. Chyba na chwile zasłabłam bo widziałam tylko czarną dziurę i rozmowy. Ocknęłam się i dalej chłopak trzymał mnie w rękach. Nie ukrywam dziwne uczucie. Dlaczego tak się stało nie mam pojęcia.
- Siostra nie podrywaj mi przyjaciela on jest zajęty ma żonę. - przygasił mnie braciak
- I co z tego? - Nie wiedziałam co mówię. W końcu wstałam i przeprosiłam. - Przepraszam, ale poplątały mi się nogi. I ten... głupio wyszło Aaaaaa... Mats! Cholerka jak ja Cię dawno nie widziałam, oprócz w telewizji! - Tak to M.Hummels! Mój przyjaciel, którego dawno nie widziałam.
- Siemka młoda! Ja tak samo, wiesz jak tęskniłem? Ile to już minęło?! Z cztery lata? Ja Cię pamiętam jak byłaś jeszcze nastolatką. A teraz taka pannica, pewnie zajęta, ale cóż począć. - rozwinął się, ucałował mnie i przytulił.

- Nie mów tak. Czuję się jak bym gadała ze starym prykiem hahahaha... i co do chłopaka to się pomyliłeś. Jam wolna! Bosz nie wiesz jak się stęskniłam! - też go przytuliłam
- Dobra, koniec rozterek miłosnych! Ty jesteś za młoda - wskazał brat na mnie - A ty za stary dla niej i masz swoją kobietę. - pokazał na klubową piętnastkę - Idziemy jeść!
- Mats zostaniesz u nas. Po co masz się wracać do Dortmundu? A tak w temacie jedzenia to właśnie do nas jedzie, bo to co mój kochany zrobił nie jest jadalne - wtrąciła Ali
- Ja to słyszę! - odburknął Julio
- Oki, jeżeli nie będę przeszkadzał to prześpię się dzisiaj i jutro muszę wracać na trening - oznajmił Hummi
- Jeeej! - Krzyknęłam - Została mi jeszcze jedna walizka do rozpakowania zaraz wracam!
- Pomogę Ci - oznajmił Mats - Chodź z nami Ali, ten tu się obraził
Wszyscy powędrowaliśmy do mego tymczasowego pokoju. Pokazał im aby rozsiedli się gdzie tylko chcą. Wyjęłam ostatnia walizkę. Kurczę, dlaczego ona jest taka ciężka? Otworzyłam ją i zobaczyłam moje prezenty, które otrzymałam. Oni to wszystko spakowali? Jak?! No cóż wysypałam wszystkie prezenty na łóżko. Zaczęłam od największych.

- Patrz! Ten jest od niejakiej Agnieszki i Karoliny. - oznajmiła 15-tka - Hmmm... co my tu mamy? Wow! Wielki album ze zdjęciami wszystkich moich kolegów z drużyny. No przyznaj się, który ci się podoba?
- Łukasz! - odrzekła Alberta - Upsss...
- Piszczu?! Przecie on ma żonę i dziecko! - mówił groźnym tonem
- Nie! Nie, Piszczu! W każdym razie ona sobie to wmawia, a tak nie jest. A ty chodź tu zabiję Cię za wypaplanie! - złapałam poduszkę i chciałam uderzyć " siostrzyczkę ", ale zamiast jej oberwał Hummi.
- Jezu, przepraszam! Nic ci nie jest? - pytałam z obawą, ponieważ walnęłam z całej siły
- Nic, nic spooko. - oznajmił przeciągając.
- Ali chodź tu! Nie będę jak dziecko i ci nie przywalę.
Dokończyłyśmy oglądanie reszty prezentów. Od Karo i Agi otrzymałam już wcześniej mówiony album, perfumy NYC Beyonce oraz tonę słodyczy. A tak dokładnie to tort, który projektantka przyniosła po chwili. Od innych gości otrzymałam również bransoletkę i naszyjniki aczkolwiek kolorowe . Do tego Kilka płyt Beyonce, trzy bluzki i sukienki . Pominę kilka perfumów, kolejnych ciuchów i air max'ów. Zakończyłyśmy przeglądanie prezentów. Mats złapał jeszcze za jedną, której nie zauważyłam. Wyjął z niej jakiś liścik, a nie co dziwne kartki urodzinowej.
- Wszystkiego dobrego... bla, bla, bla... o! Wiem, że powonieniem ci to powiedzieć osobiście, ale po naszym przypadkowym spotkaniu nie mogę o Tobie zapomnieć ... i tu buziaczek ... Ale jesteś... - Chciałam mu wyrwać karteczkę z ręki, ale on był dożo wyższy.
- Daj mi to! To należy do mnie! - Odepchnął mnie na łóżko i podbiegła do niego Alberta i razem zaczęli czytać na głos.
- Jesteś piękna! Szaleję za tobą. Mam nadzieję, że nie zerwiemy ze sobą kontaktu. Łukasz! - Bezsilna leżałam na łóżku
- Olala! Ktoś tu ma adoratora! - odpowiedzieli równo - O i prezencik jest i to nie taki tani .
- Ładny! Ale niech na nic nie liczy ja jestem pewna, że nic do niego nie czuję. Mam jeden bezcenny już wisiorek - wskazałam na niego. - Więc o nic więcej nie pytajcie. Mam dość tego typa. - odpowiedziałam gdy zabrzmiał dzwonek do drzwi.
- Pizza! - Krzyknęłyśmy wraz z Ali
Wszyscy zasiedliśmy do stołu i zajadaliśmy przepyszną pizzę. Ja siedziałam na przeciwko Matsa. Zapadła cisz gdyż każdy się delektował. Zmierzyłam Hummiego wzrokiem. On już wiedział o co chodzi. Wojna na nie mruganie. Sąsiedzi przy stole przyglądali się nam z uwagą. Przypuszczam, że nie wiedzieli o co chodzi. Trzymałam, trzymałam i... przegrałam nie wytrzymałam ze śmiechu.
- Ha mam już zadanie!
- Mam się bać? - zapytałam
- Powiesz, który z chłopaków bvb jest najprzystojniejszy! - Przestraszyłam się gdyż on mnie mógł później tymi zeznaniami szantażować. Czemu się w to wpakowałam. Od zawsze mieliśmy zasadę. Przegrana = Wyzwanie.
- Mogę później? - pokiwał twierdząco głową
Wszyscy siedliśmy na kanapie i pykaliśmy w fife 13. Czekaliśmy najpierw jak szanowny pan Julio znajdzie czwartego pada, którego posiał. Sierota jedna, no sierota! Po kłótniach kto będzie kim, wyszło że ja gram Bayernem, Isco Madrytem, Mats Borussią, Ali Barcą. Oczywiści ja wygrałam! I do finału doszłam z Hummim.
- Więc, zanim zaczniemy, mówisz który jest najprzystojniejszy. Później ten kto przegra ma znów zadanie. - Zaproponował
- Zgoda! Ale więcej nie podkreślaj słowa ZNÓW, oki?
- Zgoda. Więc?! - dopytywał się Mats
- Marco Reus - odpowiedziałam wzdychając
- Hahaha wiedziałem, że któryś ci się podoba.! Od tak byś nie westchnęła. - pomruczał a ja nic nie odpowiedziałam
Jest! Strzeliłam pierwszą bramkę, potem już drugą, trzecią i spojenie! Cholera! Zaczęliśmy druga połowę Hummi nadrobił starty było 3 : 3. Wybraliśmy karne. Szliśmy łeb w łeb. Ja obroniłam to on obronił. Ja strzeliłam i on też strzelił. Miałam już dość odpuściłam! Koniec, koniec, koniec. Mówiłam w sobie
- Więc twoim zadaniem będzie wrzucić do torby Reusa, oczywiście jak będziesz miała okazję, karteczkę z informacją, że się w nim podkochujesz.
- Co?! Nie, nie zrobię tego! Zbłaźnię się!
- Ok, to ja mu puszczę to nagranie, co wcześniej mówiłaś.
- Jak? Kiedy? Gdzie? Boże, mów sobie, mam już dosyć tematów o chłopakach.
Poszłam do siebie do pokoju. Zamknęłam drzwi od środka. Założyłam słuchawki i rozmyślałam. Mam za długi jęzor. Boże. Dlaczego powiedziałam mu prawdę? Mogłam powiedzieć, że żaden. No, ale Vidal zabłysnęła inteligencją. Tylko czemu w tym momencie. Spojrzałam na otrzymany wisiorek od Gotard'a. Miałam gdzieś to co napisał. Dopiero teraz do mnie doszło, że ja do niego nic nie czuję i nie mam zamiaru. Straciłam przez niego bal. Patrzyłam w okno jak głupia leżąc na łóżku. Przysypiałam i odfrunęłam do krainy Morfeusza.
Jestem na Signal Iduna park. Co ja tu robię? Sama na pustym stadionie. Słyszę kroki. Coraz głośniej. Chciałam uciekać lecz ktoś mnie złapał za rękę.
- Tasha, nie bój się to ja Marco. Już spokojnie.
- Czemu tu jestem? Skąd się wzięłam?
- Jesteś tu dla mnie i dla nich. Nie pamiętasz? - wskazał siedzących na trybunach piłkarzy
- Ale dlaczego?
- Bo cię kocham! Słyszycie kocham ją!
- Zamknij się! Jak to mnie kochasz?
- Normalnie tak jak chłopak dziewczynę - odpowiedział - I zrobię tak jak robią inne pary, czyli pocałuje - Był coraz bliżej i bliżej, już milimetry... i
Poczułam jak ktoś siedzi koło mnie i patrzy na mnie wlepionymi oczyma. Przerwał mi najbardziej pożądany prze ze mnie sen od kilku lat. Nie no uduszę jak spotkam.
- Jeszcze raz, przerwiesz mi romantyczny sen o Reusie to zabije gołymi rękoma! - odburknęłam cały czas mając zamknięte oczy.
- Okej, ale on zaraz tu wpadnie.
- Co????!!!! Ałaaaa! Kur...czę. - i znowu spadłam z łóżka - Pogrzało cię, weź mnie więcej tak nie starasz bo na zawał padnę. Jezus!
- Czyli jednak reagujesz na niego? Powiedz w końcu, że Ci się podoba a nie!
- Dobra podoba mi się! Ulżyło?! Jak tak, to won bo muszę iść na śniadanie i się ogarnąć - powiedziałam prosto w twarz Hummels'owi
- No teraz mi pasuje. Tylko się pośpiesz bo zaraz wyjeżdżam. - ucałował mnie u czoło i wyszedł z pokoju.
Wyjęłam ciuchy i powędrowałam do łazienki aby nikt mi jej nie zajął. Wzięłam szybki prysznic, kulka dezodorant i ciuchy. Włosy wyprostowałam i zostawiłam rozpuszczone. Jeszcze tylko poranna toaleta. Wyszłam z łazienki po ciuchu aby nie przeszkodzić jeszcze śpiącej Albercie.
Dołączyłam do właśnie jedzących śniadanie Mats'a i Isco. Przywitałam się i życzyłam smacznego. Na stole leżały przeróżności. Ser, twarożek, przeróżne szynki itp. Niczym szwedzki stół. Hummi zjadł pierwszy i był gotowy do wyjazdu. Jak wielki on ma żołądek?
- No to na mnie już pora. Dziękuję za gościnę. I przepraszam was za moje nadbagaże i Ciebie Tasha, że nie dałem ci żadnego prezentu. Troszkę spóźniony, ale tutaj go masz i raczej ci się spodoba. - podał mi kopertę.
- Dziękuję bardzo, wystarczało mi, że przyjechałeś. Szkoda, że już jedziesz. Pozdrów tam Cathy i powodzenia w meczach - kopnęłam go z kolanka w pupę
- Ja też dziękuję i do zobaczenia stary. - powiedział Julio
Odprowadziliśmy go przed dom gdzie czekała już taksówka. Jeszcze raz się pożegnaliśmy i uściskaliśmy. Nie lubię takich pożegnań. Jak zawszę zaczęłam ryczeć. Julio przytulił mnie i weszliśmy do domu. Usiadłam na sofie i siedziałam z kulona. Smutek, że dopiero co przyjechał a już odjeżdża :(. Gdzieś intuicja mi podpowiada, że już niedługo się zobaczymy. Ale to tylko intuicja, która nie raz nawaliła. Isco przyszedł do mnie i położył mi torebkę na prezenty na kolana oraz kopertę którą otrzymałam od Hummiego.
- Przepraszam, ale nie mam humoru na nic - odpowiedziałam zawiedziona
- Proszę Cię otwórz, to na pewno poprawi Ci humor. - Nalegał i wtedy weszła do pokoju dos Santos. Otworzyłam torebkę i zauważyłam żółtą i czarną koszulkę. Wyjęłam i zauważyłam, że otrzymałam klubowe koszulki BVB z napisem Vidal i Hummels. Wyskoczyłam z kanapy i krzyczałam. Z czego Ali mały włos nie padła ze strachu.
- Tak, to od nas, na twoje urodziny, które były dwa dni temu. - Powiedziała narzeczona mojego brata zieeeeewając
- Ty wiesz, że zieeeeeeewanie jest zaraźliwe? - też ziewnęłam
- A co tam jeszcze masz?
- Prezent od Matsa, który przed chwileczką odjechał. Hmmm... co my tu mamy? Jakiś papierek? - wyjęłam ostrożnie z koperty papierek. To był bilet na lot i mecz do Dortmundu! - Jeeeeeej, jej, jej, jej! To na Mecz Borussii! Mojej Kochanej Borussii! - Krzyczałam i skakałam po kanapie, w ogóle po całym domu. Uściskałam obydwoje i zaczęłam się pakować, ponieważ mecz był za dwa dni i jadę na trzy dni. Zakochańcy stali w drzwiach i spoglądali z niedowierzaniem jak szybka być potrafię!
- Nie patrzcie się tak! A tak w ogóle to po co ty wczoraj Isco byłeś na tym stadionie? - zapytałam zaciekawiona. Wskazał żebyśmy usiadły na kanapie w salonie. Po mału zaczynałam się bać. Nie żeby od razu jakaś tragedia. Wiem jedno już nic nie zmieni mojego szczęścia. A jednak się myliłam. Stała się rzecz nie do opisania. Na pewno jej tak nie zostawię. Czy to nadszedł już czas...?
*************************************************************
I mamy czwórkę. Już niedługo ulubieńcy! Pojawił się już Mats. Teraz na kogo pora? Domysły jakieś?
Czy Tasha pożałuje otrzymanej informacji? Na pewno ją zmieni i to bardzo.
Spekulacje lub pytania? : ask.fm/ParkerBorussen
Udzielam odpowiedzi na temat rozdziałów. Może pytania do Tashy i innych pojawionych się już osób?
Jak zawsze kawałek następnego rozdziału:
- Jejku, przepraszam Ali nic Ci się nie stało? - przez przypadek zafundowałam jej bliskie przywitanie z drzwiami.
- Nie wszystko w porządku. Właśnie szłam się powoli pakować do przeprowadzki. Zapakuję tylko potrzebne rzeczy. Meble zostaną w mieszkaniu. Sprzedajemy je. - oznajmiła
- Pytałam tylko czy z tobą wszystko dobrze. Ale oki XD. - Kiedy mamy zamiar się przenosić?
Pozdrawiam i mam nadzieję, że niedługo nas więcej PB
Ja pierdole, czytając te wasze pierdoły, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze coraz głupsze pokolenie przejmuje internet XD
OdpowiedzUsuńNie pozdrawiamy, BZF.
http://beka-z-fanatyczek.blogspot.com/
Nie każdy wszystko lubi. Jeżeli jesteś utwierdzona w swoim przekonaniu to Ok. Ja kieruję się jedna zasadą. Mimo, że czegoś nie lubisz nie owijaj tego egoizmem :). Na pewno są takie osoby, które podzielą twoje zainteresowania. Nie ocenia się wszystkiego nie rozumiejąc przekazu.
Usuń