niedziela, 14 września 2014

Rozdział 22

Tyle godzin jazdy i co? Wszystko na nic. Od dwóch godzin stoję w korku. Co gorsza przed samym miejscem docelowym. Znam jeden jedyny skrót, który mi Ali niegdyś pokazała. Rzec można, że to bezdroża, ale pożyczyłam samochód moich rodziców, który nadaje się na takie drogi. Niestety będę musiała go zwrócić. W prawdzie nie ja tylko Isco, który ze ślubu Ani pojedzie do rodziców, a ja wraz z jego narzeczoną pojedziemy do Dortmundu.
Może i mnie trochę pogrzało z tą przeprowadzką. Nie mam tam mieszkania, pracy. Na razie zaoszczędzone pieniądze i te które dostałam od rodziców wystarczą. Ale co później. Może ta oferta od Kate jako trenerka jest nadal aktualna. W starej mojej pracy złożyłam wypowiedzenie. Najgorsze było rozstanie ze wszystkimi, bo to są na prawdę świetni ludzie.
Skierowałam się na pustą dróżkę omijając pięciokilometrowy korek(?!). Następnym celem jest dom brata. Tylko błagam aby był w domu. Gdzie się wtedy skieruję. Niecałe 10 minut i będę nam miescu.
Pamiętam doskonale to miejsce. Jak ja to określam willę Isco oraz kochanych sąsiadów państwa Lewandowskich. Nie mogę uwierzyć, że oni są moimi sąsiadami. Haha. Zaparkowałam pod bramą i weszłam na posesję. Głucha cisza powodowała dreszcze na mojej skórze. Drzwi zostały przeze mnie odpukane, ale na nic. Nikt nie raczył otworzyć. Muszę się sama ugościć. Jedyne miejsce, w którym mój brat chowa klucze to kratka w basenie. Wystarczy zamoczyć rękę, przekręcić i włala XD. Największy od drzwi wejściowych.
Kilka minut temu skończyłam przenosić moje graty do garderoby. Auto prze parkowałam do tylnego zakątka domu. Usiadłam na łóżku, oglądałam tv i odpłynęłam.

Tym razem co dziwne nie obudziły mnie ptaki, słońce lub burza. Tym razem odgłosy wchodzących do domu właścicieli. Zrobię im niespodziankę. Pokarzę się wtedy dopiero jak wejdą tutaj do pokoju. Będą mieli niespodziankę. Supraśl!
- Skarbie gdzie są białe kartki?
- Powinny być w pokoju twojej siostry! - krzyczała do Julio
- Okej.
Jego kroki na schodach były coraz bardziej słyszalne. Wzięłam pierwszą lepszą książkę do ręki i udawałam, że czytam. Wtedy wszedł mój brat.
- Ups Przeprasza. - i zamknął za sobą drzwi po czym je otworzył
- Aaaaaaaaa... Aliiiii! Ali, Ali. - Wybiegł z pokoju niczym strzała. Słyszała, że coś leci ze schodów najwyraźniej on.
- Boże co się dzieje? - ja w tym momencie schowałam się w głąb ciuchów w garderobie.

* Isco *

- Aaaaaaaaa... Aliiiii! Ali, Ali. - krzyczałem schodząc po schodach, jednak w pewnym momencie się potknąłem i zleciałem w dół. Otrzepałem się i szedłem dalej
- Boże co się dzieje?
- Tasha jest u siebie w pokoju! - mówiłem zdyszany.
- Co Ty pieprzysz. Nie może jej tutaj być bo niby jak?
- No, ale jest. Chodź!
Pociągnąłem blondynkę na górę i wpuściłem do środka, a ja postanowiłem nawet tam nie wchodzić.
- Tu nikogo nie ma.
- Jak to nie?! A pod łóżkiem sprawdzałaś?
- Wszędzie. W łazience i garderobie też. - Patrzyła na mnie jak na wariata
Nie to nie możliwe. Przywidziało mi się? A może po prostu mi już jej brakuje? Brakuje tak, że sobie ją wyobrażam. Ale przecież powiedziała mi cześć! Spokój Julio opanuj się...

* Kilka godzin później 15:12 *
Nie mogłem nadal się opamiętać bo niby jak? No jak?! Wyszedłem z naszej sypialni kierując się na dół, gdzie pichciła coś moja ukochana. Dołączyłem do niej.
Zasiadaliśmy przy stole zajadając krem z pietruszki. To dobrze mieć przy sobie taki skarb. Nie chodzi o potencjalną kurę domową, ale o wierną miłość.
- Za cztery dni ślub Ani. - zaczęła.
- Wiem, pamiętam. Wiesz w co się ubierzesz?
- Jasne. Mam nadzieję, że Ania nie będzie marudzić na suknię.
- Żartujesz?! Przecież jak ona ją zobaczyła to oniemiała!
- W sumie racja.
- No, smacznego.
- Wzajemnie.
- Hejka kochani. Ja wychodzę, wrócę nie wiem kiedy!

* Tasha *
- Cholera jasna! Tasha? Co ty tutaj robisz?! - Odpowiedzieli w równym tempie.
- Więc. W Kwidzynie, nie mam przyjaciół, rodzice ciągle zapracowani, nudzi mi się tam. Z życiem stałam tam w miejscu. Tutaj chcę rozpocząć drugie życie. Studia, praca itp. Więc się przeprowadziłam do was. Nie przeszkadzam wam? - powiedziałam na jednym wdechu po czym zrobili miny jakby ducha widzieli.
- Jasne, że nie, ale jak...
- Możemy później pogadać? Chcę się wybrać do centrum.
- Jasne jedź. - odpowiedziała moja bratowa.
Jeszcze raz przejrzałam się w lusterku i powędrowałam do samochodu. Rzuciłam Torebkę na drugie siedzenie i odpaliłam silnik.
Jakiś czas później znalazłam się w największym centrum. Znajdowało się tuż obok SIP. Czyli shopping czas zacząć.
Niby tyle tych sklepów, ale i tak prawie nie ma nic dla mnie. Uwielbiam nosić takie luźne oraz zabawne ciuchy. Nie mam na myśli oczywiście przebrania klauna tylko np. bluzkę z uśmieszkami. A propo tej bluzki znalazłam właśnie taką na wystawie. Myślę, że wygląda super! Mam tendencję do zbierania butów i różnych dodatków. Tym razem też nie pogardziłam. Kupiłam czarną sukienkę, buty i białą kopertówkę.
Ten czas szybko leci. Jestem już tu około dwie i pół godziny. Mój organizm nalegał na jakieś dożywienie. Kupiłam mały lunch box i zjadłam go ze smakiem. Wracając do samochodu zakupiłam jeszcze koktajl z buraka. Idąc zaczepiła mnie znajoma twarz.
- O, Tasha hej!
- Siemka Erik. Co tam?
- To ja powinienem zapytać. Co Cię tu sprowadza?
- Życie. Przyjechałam po prostu. - posłałam ciepły uśmiech.
- Dobrze. Czyli będziesz na imprezie u Matsa?
- Jakiej imprezie? Nic nie wiem.
- Nie zaprosił Cię? A to św...
- Nie, nie. Nikt nie wie, że tu jestem oprócz brata i teraz Ciebie.
- A! Chyba, że. To co będziesz?
- Mogę wpaść, ale nie na długo.
- Zmieniłaś się. Fajny kolorek. I schudłaś. - oglądał mnie z dołu do góry.
- Dziękuję. Haha. Co Cię tu sprowadziło?
- Buty. Dokładniej korki odebrałem.
- Zmiana?
- Można tak powiedzieć. To co przyjść po Ciebie o 19.00?
- Wiesz gdzie mieszkam?
- Obok Lewego?
-  Taaaa... Dobra lecę muszę się jakoś ogarnąć.
- Jasne. Paa
- Hejka.
Pomaszerowałam do samochodu z kilkoma siatkami w ręku. To ładnie zaczynam. Przyjechałam i od razu wparuję na imprezę. Jak wiadomo zabawa u Matsa nie kończy się trzeźwo.
Wróciłam do domu. Panowała napięta atmosfera. Nie wiem dlaczego, ale znając życie zaraz się dowiem.
- Wróciłam! - nic cisza - Halo! - zobaczyłam brata załamanego - Boże Julio! Co się stało?!
- Ali, ona... ona
- No co Ona?! Mów!
- Dostała ofertę.
- Jaką ofertę?
- Znalazł ją taki Manager.
- Co z tym faktem? - spytałam nic nie rozumiejąc.
- Jest Managerem kolekcji ubrań takich jak H&M i podobnych. No i ona teraz pojechała na rozmowę. Obawiam się, że ją przyjmie.
- Czemu się obawiasz? To dobrze. Ona się rozwinie i ty też.
- Nic nie rozumiesz!- Wstał krzycząc na mnie
- Jak na mnie będziesz krzyczał to na pewno nic nie zrozumiem!
- Przepraszam. - zakrył twarz w dłoniach. - Ta praca jest w Chicago! Rozumiesz teraz?
- O cholera! To jeszcze nic pewnego. Połóż się spać i uspokój. Okey?
- Masz rację. Na razie.
- Pa.
Jezu! Boję się, że jego obawy się spełnią. Najgorsza, że ona jest osoba ambitną. Cholernie ambitną. Zrobi wszystko, a szczególnie dla kariery. I co wtedy? Zostawi nas? Albo ja zostanę sama, a oni wyjadą. I co i znów bez rodziny. Tak myśląc zachowuje się jak zwykła egoistka! Przecież ona ma większe problemy. Jego miłość będzie gdzieś na drugim końcu " świata ". Nie będzie jej, to tak jakby nie było połowy jego. Też na razie nie powinnam się przejmować. Bo prawdą jest, że to jeszcze nic pewnego.
Zostało mi jeszcze sześćdziesiąt minut do przyjazdu Erika. Trzeba się odświeżyć. Weszłam szybko pod prysznic i umyłam ciało kokosowym masłem do ciała. Owinęłam się ręcznikiem i wyjęłam kosmetyczkę. Zrobiłam makijaż idealny na imprezę i wzięłam moją sukienkę. Ubrałam teraz te buty co kupiłam i również tę kopertówkę. Bo najważniejsze to nosić w sobie radość i uśmiech na twarzy.
Schodziłam gotowa po schodach i usłyszałam dzwonek. Poprawiłam włosy i otworzyłam drzwi.
- Dobry wieczorek. Wjedź ja muszę jeszcze coś zrobić.
- Jasne. Dzięki.
Napisałam jeszcze na kolorowej karteczce gdzie jestem żeby się nie bali i że nie wiem kiedy wrócę. Przyczepiłam na lodówkę i wyszłam z towarzyszem zamykając drzwi na klucz. Jak ja wcześniej zadecydowałam szliśmy do Hummelsa z buta. Może i kawałek drogi jest, ale mniejsza. Zimno nie jest, a księżyc pojawia się nieco później. Z resztą drogi są puste. W każdym razie te, którymi my szliśmy.
Dotarliśmy tak o 19:40. Otworzyła nam dziewczyna Romana, z którą nie miałam jeszcze się okazji poznać. Musiałam iść za potrzebą. Dobrze wiedziałam gdzie jest łazienka w końcu ja tu byłam przez jakiś czas. Wychodząc z łazienki gościnnej wpadłam na jakąś parę. To co zobaczyłam mnie w pewnej części zabiło. Otóż Mario, tak ten Mario wparował z jakąś laską na tą imprezę. Normalnie się we mnie gotowało. Nie z zazdrości tylko po prostu wiedziałam już, że ta laska będzie działała mi na nerwy. Ominęłam ich obojga. Nie zauważyli mnie. Weszłam do kuchni gdzie nikogo nie było i nalałam sobie troszeczkę wody do plastikowego kubeczka. Kiedy przyszła ona. Świetnie jeszcze jej tutaj brakowało. I przypadkiem strąciła mój kupek prosto na moje stopy. Miałam je całe mokre świetnie nie?
- Co Ty wyrabiasz?! - krzyczałam na nią
- Przepraszam, nie zrobiłam tego specjalnie. - podała mi szmatkę
- Ta jasne. Wiesz co po prostu odejdź. Wyjdź!
- Nie będziesz mną pomiatać!
- Słucham.
- To co słyszysz. Księżniczko.
- Pomyliło Ci się coś?! Przeprasza?!
- To co słyszałaś. - po prostu wybuchnęłam. Walnęłam jej z liścia w twarz, a ta się za nią złapała.



* Mario *
Szykowała się niezła impreza u Hummiego. Dziewczyny też miały być. Oczywiście zaszyją się gdzieś w kącie i będą każdego z nas obgadywały. Tego razu postanowiłem zabrać ze sobą towarzyszkę. jest moją koleżanką ze starych lat szkolnych. Myślę, że przypadnie dziewczyną do gustu. Rita bo tak miała na imię czekała już na mnie. Trochę się spóźniłem, ale mniejsza.
Dotarliśmy na miejsce. Rita poszła do łazienki, a zaraz potem gdzieś zniknęła. Zawitałem do chłopaków, którzy już znaleźli sobie temat do obgadywania.
- Siemka chłopaki.
- Mario. W końcu!
- O czym tam plotkujecie.
- o to wyobraź sobie, że Erik przyszedł z dziewczyną. - Wtrącił Mats.
- Osz kurczę. A ładna chociaż?
- Nie wiem jeszcze dokładniej nic nie widzieliśmy.
- Wy też słyszycie te krzyki z kuchni? - zapytałem.
- Chodźmy lepiej sprawdzić co się tam dzieje.
Coraz bardziej słyszalne były krzyki. Słychać było, że to kobiety. Co oznacza, że to nie dobrze. Weszliśmy kiedy Jedna z nich przyłożyła drugiej w twarz. I tą, która odebrała atak była Rita. Cholera! Wiem, że ona potrafi sprowokować, ale że aż tak? Druga stała tyłem więc nie widziałem kto to. Zaraz potem atakującą odciągnął Marco gdzieś na ubocze chyba do łazienki.
Masakra.
Rita stwierdziła, że nie pasuje do towarzystwa i lepiej będzie jeżeli pójdzie. Chciałem ją odprowadzić, ale olała mnie. Dziewczyny no nie oszukujmy się też jej nie polubiły. Kiedyś raz się spotkały i nic z tego dobrego nie wyszło.

* Tasha *
Suka, po prostu suka! Nikt nie będzie mnie obrażał. Jedynie czemu jej jeszcze raz nie przyłożyłam to Marco. On odciągnął mnie od niej i zaprowadził do łazienki. Tam ochłonęłam i poprawiłam sukienkę i fryzurę.
- Kurde dziewczyno co Cię wzięło?! - Spojrzałam na niego dzisiaj po raz pierwszy. - Vidal?
- Tak, to ja, wróciłam zadowolony?
- Jasne. To świetnie.
- Nie dla wszystkich.
- Nie przejmuj się nią ona jest taka problemowa. - poinformował mnie po fakcie.
- Nie będzie mnie obrażała. Jędza.
- Dobra chodź już.
Wróciłam do salonu gdzie była większość chłopaków. Chciałam iść na taras gdzie było żeńskie towarzystwo. Uniemożliwił mi to Erik kiedy złapał mnie za biodra i objął jedną ręką.

* Mario *
Po incydencie wróciłem do towarzystwa wraz z resztą. Dalej toczyły się plotki na temat Erika i panny, którą przyprowadził.
- No to jak Erik, która to? - Zapytał zaciekawiony Kevin
- Co która?
- No z kim przyszedłeś deklu! - Trzasnął go w czoło Marcel
- A! No to ta! Chwilka!
Złapał jakąś dziewczynę przechodząca, akurat przez salon. To ta sama co się kłóciła z Ritą. Czyżby byli razem. Zaraz. Tasha! Tak to Tasha! Moja Tasha! Boże nie wierzę. Radość rosła w środku mnie. Rozpierała od środka. Jak? Co ona tu?!
- Tasha. Dziewczyno. Gdzieś Ty się podziewała? - Pytał każdy z osobna
Tasha wpatrywała się we mnie z przerażeniem i nawzajem. Pytanie pod tytułem Dlaczego.?

_____________________________________________________
Dzisiaj miałam taką wenę i postanowiłam coś dodać. Wiem trochę szybko, ale co tam.
Może niektórych zaskoczyłam może nie, ale mniejsza. Tasha musiała siebie bronić. Ale czy w sumie tylko siebie? Mam nadzieję, że się podoba :D




2 komentarze:

  1. Ale genialny rozdział:D
    Kocham Cię za to, że piszesz to opowiadanie:)
    Mogłabym cię tutaj chwalić, wielbić i jeszcze wiele rzeczy, ale ty to wszystko dobrze wiesz:D
    Pisz mi tutaj szybko nowy rozdział :***
    + Nominowałam Cię do Liebster Award :***
    http://kazda-wolnosc-jest-inna.blogspot.com/2014/09/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku dziękuję za te ciepłe słowa.! *.*
      Na duszy lepiej.
      Dziękuje za nominację :****** :D

      Usuń