- Kurczę. Vidal. Wow. Ładnie wyglądasz!
- Dziękuję Marco. Piękne kwiaty.
- Sam wybierałem.
- To co jedziemy?
- Jasne.

Przez nasze spóźnienie(!) wchodząc do kościoła wszyscy się na nas patrzyli. Ale przecież każdy ma prawo się spóźnić. Szczerze wręcz tego nienawidzę. Jak tylko wrócimy do hotelu nie ręczę za siebie.
W kościele nudno no bo jak inaczej. Blondyn miał jeszcze gorzej. Nie rozumiał większości słów. Znalazł sobie zajęcie bawienia się moimi włosami. Uwielbiam jak ktoś smyra po włosach :D. Jakoś po niecałej godzinie (?!) wszystko się skończyło. Gościa ustawili się w tunelu i wyczekiwali młodych. Zostali przywitani deszczem ryżu i obsypani prezentami.
- Honorata! Wszystkiego dobrego wam na nowej drodze życia. Wielu dzieci, szczęścia zdrowia i pieniędzy! - krzyczałam do niej przez rozmowy innych.
- Dziękuję. I wzajemnie na przyszłość.
Odeszłam od pchającego się tłumu. Matko tyle gości.
Wszyscy zwinęli się do samochodów i jechali na miejsce przyjęcia.

Małżeństwo zostało przywitane chlebem i solą. Mało brakowało a bym dostała w twarz kieliszkiem, ale na szczęście Marco pociągnął mnie za rękę. Znając moje szczęście skończyło by się to szpitalem i szwami na twarzy. Ugh...
Wesele jak wesele. Pierwszy taniec, tańce na sole. Na początku nie chciałam brać w tym udziału, ale sam klimat imprezy zachęcał. O zgrozo nawet moja osoba towarzysząca też się włączyła i zachęcała mnie podając rękę. Inni już trochę wstawieni spadali. Ja piłam można rzec, że prawie wcale. Marco też naprawdę mało. Chociaż prowadzi, ale do rana wytrzeźwieje.
Wybiła dwunasta czas na oczepiny. Szczerze? Jestem pełna i nic mi się nie chce. Dostałam taki kawałek tortu, ze dość!
- Tasha, no chodź proszę.
- Nie Rozi, nie.
- Zobacz no nawet Marco bierze udział.
- To życzę mu powodzenia.
- O nie, tak tego nie zostawię. - Odeszła i za chwile krzyknęła- Woody!!
Po chwili przybiegł z uśmieszkiem na twarzy.
- Co się dzieje?
- Ta oto dziewuszka nie chce brać udziału w zabawie.
- Co to to nie! Idziesz ze mną. - przerzucił mnie sobie na ramię
- Nie! Reus! Zostaw mnie.
- Mam imię. - oburzył się
- Proszę odstaw mnie na ziemię.
- Teraz już mogę. - dodał po chwili kiedy już byłam w kółeczku kobiet czekających na rzucenie welonu. Cholera! Idiota no idiota. Takich jakby światu brakowało.
Chodziłyśmy w kółko. I... nie ja! nie ja! złapała inna dziewczyna po drugiej stronie. Z jednej stronie spoko, ponieważ nie ulegnę tysiącom wzroków xd. Z drugiej beka by była jakbym to ja złapała welon.
Choroba mnie po prostu rozkłada. Katar, chrypa w gardle i ból głowy. Zmuszona zostałam wrócić do stoliczka to chusteczki. Jak padło na kobiecą torebkę nic nie można znaleźć. O zgrozo.
Hahahah wróciłam do zabawy i co widzę ? Blondyna! Ten ćwok złapał muszkę. Hahaha. To się chłopak wpakował w tarapaty. Teraz musi zatańczyć w płetwach do rock and roll'a. Boki zrywać.
Następnie była zabawa, którą zapamiętam do końca życia.
Tworzymy dwa zespoły po 4 osoby. Zbierzcie zespoły ze strony Pana Młodego i Panny Młodej by zaostrzyć rywalizację. W takim zestawieniu dużo łatwiej o doping dla uczestników zabawy weselnej.
Zespoły siadają naprzeciwko siebie (dwa rzędy po cztery krzesła). Wygrywa zespół, który pierwszy wykona zadanie. Zadania wykonywane są po kolei przez każdego z członków drużyny. Po wykonaniu zadania osoba daje sygnał koledze z drużyny, że ta może już zacząć swoje zadanie (klepiąc ją po plecach). Oto zadania:
- Pierwsza osoba z każdej drużyny je banana. Gdy wykonana zadanie klepię osobę nr 2
- Gość weselny nr 2 zjada 2 kawałki dużego ciasta
- Gość weselny nr 3 pompuje balon tak, aby pękł
- Gość weselny nr 4 ma oczywiście najtrudniejsze i najśmieszniejsze zadanie. Musi zjeść pół szklanki bułki tartej, a następnie...zagwizdać sto lat młodej parze. Pozornie zadanie wygląda na banalne, ale takie wcale nie jest. Dobra zabawa gwarantowana. Bułka tarta wysusza ślinę i przez około 2-3 minuty żaden mężczyzna nie będzie dał rady zagwizdać! Ważną rolę odgrywa prowadzący, który może wykorzystać pełen wachlarz komentarzy w stosunku do dorosłego pana, który nawet nie potrafi zagwizdać...
Następna była zabawa w kółeczku. Panie tańczyły w środkowym kółeczku. Panowie w kółku zewnętrznym zwróceni plecami do nas. I tak jak się domyślacie tańczymy z tym na kogo trafimy.
Los chciał, że trafiłam na klubową jedenastkę. Tylko czemu akurat wolny?
Muzyka dobiegła końca. Ja mam misję specjalną.
- Marco zaraz wracam.

* Marco *
Gdzie ona się wybiera? Chyba nie zamierza mi teraz uciec.
Przyłączyłem się do gadających na parkiecie Manuela i Rozalindy.
- Siemka.
- Siemka, i jak podoba się na polskim ślubie?
- Zabawa przednia. Wiecie gdzie poszła Tasha?
- O cholera to już?!
- Co już? Kate o co chodzi. - Mówiłem nie wiadomo po co bo jej przyjaciółka też gdzieś uciekła.
- Co te kobiety?
- Nie wiem jestem z nią już wystarczająco, ale jeszcze nie wszystko w niej ogarniam.
- Panie i Panowie! Teraz niespodzianka dla pary młodej. Zapraszamy wszystkich na parkiet i prosimy o zrobienie miejsca. Muzyka! Oto grupa taneczna... której nazwy nie znam.
Wszyscy wpadli w śmiech po ostatnich słowach prowadzącego. Światła zgasły. Było widać tylko jakieś wejście i reflektor pokazany w tym miejscu. Będzie coś ciekawego. Trzeba to nagrać. Szkoda tylko, że moja towarzyszka mnie opuściła.

Po chwili rozbrzmiała muzyka i zobaczyłem jak tańczą. Cholera!
Przecież tam jest Tasha i Roz. To dlatego uciekły. Kuźwa nie źle jej poszło na szczególnie jej solówka. Każdemu facetowi by się to spodobało.
* kilka dni później *
No cóż po poprawinach i ślubie. Pamiętam jak jeszcze niedawno bolały mnie nogi od tańca. A ten dekiel śmiał się ze mnie zamiast mi współczuć. Najsmutniejsze było nasze pożegnanie. Co prawda minęło już kilka dni, ale cały czas mam pustkę. Przez te kilka dni zdążyłam się do niego przyzwyczaić.
Czy coś się zmieniło od tego czasu? Tak bardzo dużo. Między innymi zdecydowałam, że wyjeżdżam. Pora skończyć z samotnością w tym mieście. Brak przyjaciół i rodzina, którą rzadko widuję.
Kilka minut temu spakowałam walizki. Do kartonów pochowałam wszystkie babi loty jak i resztę ciuchów. Tam mam wielu przyjaciół i rodzinę, która zawsze będzie mnie wspierać. Mam zamiar się rozwijać poznawać świat, a nie stać w miejscu.
Za pół godziny ruszam w drogę. Nikt nie wie o moim przyjeździe. Taka niespodzianka dla wszystkich. Nawet Marco i brat nic nie wiedzą. Można rzec, że to taki spontan. Ale i tak niedługo wracam na ślub państwa Lewandowskich. Więc na pewno nie stęsknię się za domem. Tymczasem Dortmund Wita!
____________________________________
Zaskoczyłam? Mam nadzieję. Tak jak podejrzewam, że chcieliście Tasha wyjechała. Na stałe? Nigdy nie wiadomo. Już niedługo wiele się wydarzy. Dziś rozdział tak na spontanie mam nadzieję, że się podoba?
Oczywiście, że się podoba:*
OdpowiedzUsuńPrzepraszam kochana, że mnie tu trochę nie było, ale przez ostatni miesiąc nic nie komentowałam i nie dodawałam. Mam nadzieję, że wybaczysz? :)
Rozdział genialny. Fajne oczepiny ! :)
Nie mogę się doczekać co wydarzy się w Dortmundzie, po powrocie Tashy :D
Na pewno będzie ciekawie ;D
Czekam z niecierpliwoscią i pozdrawiam ;**