piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 13


                  Co ja im mogę dać? przecież w tym domu nic nie ma. Ohhhh... Vidal ty głupia jesteś! Przecież to faceci wiadomo o co chodzi. Potwierdza to wzrok Hummels'a
- Buziak wystarczy?
- Jasne
Czemu mnie to nie dziwi? Sama się dałam w to wrobić. Mats to pół biedy. Z nim zawsze po przyjacielsku. Nie ma się co krępować. Za to Marco? Ja go wcale nie znam. No oczywiście wiem tylko, że jest graczem Dortmundu i inne bzdety. Dobra raz dwa i po sprawie. Raz Mats. Nie mogłam tak po prostu cmoknąć Reus'a
- Mogę?
- Jasne. Nie krępuj się - wyszczerzył ząbki. Jego uśmiech naprawdę powala. Jezu! Naprawdę muszę być zmęczona. Co miałam zrobić? No dałam mu tego buziaka.
                  Matko. Spać i tylko spać. Nawet nie chciało mi się przenosić tego materaca do pokoju. Położyłam się, a oni patrzyli na mnie z politowaniem. Oni coś knuli. Widziałam to po ich uśmieszkach do siebie. Pfff... co jeszcze?! Podnieśli materac razem ze mną
- Boże! Wy nienormalni jesteście!
- A właśnie wręcz przeciwnie.
- Nie, nie ni... - zanim dokończyłam byłam w powietrzu wraz z materacem
- Trzymaj się. Wchodzimy na schody.
- Doobraaaaaaaa...- Oczywiście do Hummi przypadkiem upuścił.
- Mam Cię. - i wylądowałam w ramionach blondyna.
- Życie mi ratujesz - dalej mnie trzymał w rękach. Moja twarz była dziesięć centymetrów od jego twarzy. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Czułam jak się zatapiam... Ten wzrok mówił tylko jedno słowo. " Pocałuj ". Chciałam, ale nie... Nie chcę popełnić kolejnego głupstwa. Wyratował mnie z tego przyjaciel
- Ekhm, ekhm... Nie romansować mi tam!
- Sorka
- Nic się nie stało. To ja przepraszam
- Vidal i Reus! Ogarnąć się! Biorę materac, a ty ją. Raz, raz
- Co? Nieeee...
Chłopak przerzucił mnie sobie przez ramie.
- Zostaw mnie! Reus ciołku!
- Okej.
- Nie!
- Masz szczęście, że pod tobą był materac wybawca.
- No... inaczej podłoga - zaczęli się śmiać.
- A idźta wy!
- Ja idę, bo muszę do toalety.
- Zaraz po lewej. -rzekłam a brunet wyszedł z pokoju. Po chwili dostałam wiadomość na komórkę. Nie chciało mi się odbierać. Położyłam telefon na podłodze. Marco opowiadał co tam się działo u nich na treningu. Wraz z klubową piętnastką założyli się kto strzeli więcej okienek. Oczywiście wygrał blondyn. Hummels za przegraną musiał wybiec ze stadionu bez koszulki i umówić się z pierwszą lepszą kobietą jaką spotka. Hahahaha. Najzabawniejsze było to, że przechodziła akurat jakaś staruszka. Szkoda, że nie widziałam całej tej akcji. Cały czas pokładałam się ze śmiechu. Znów mój telefon wydał dźwięk. No namolny człowiek po prostu.

Chyba czegoś słońce zapomniałaś. :) Andre :*

 Znowu on? Dlaczego los mnie tak każe. Nie mam zamiaru odpisywać temu idiocie. Miałam zamiar spokojnie pogadać, ale to on zachował się jak ostatni dupek.
- Maz... Coś się stało?
- Nie dlaczego?
- Posmutniałaś
- Wydaje Ci się.
- Chłopak?
- Tak, ale nie chcę o tym gadać.
- Jasne. Rozumiem.
Blondyn na pocieszenie rozłożył ramiona i mnie przytulił. Poczułam się od razu lepiej. Mogłabym tak zostać gdyby nie mój ukochany Mats nie wrócił. A co więcej ubrany.
- Reus spadamy. Mario czeka.
- Okej.
- Pozdrówcie go ode mnie.
- Oki. Pa.
- Do zobaczenia. Miło było Cię poznać.
- Hej. Miłego powrotu. - pomachałam i opuścili dom.
Przy bramie minęli się z naszą zakochaną parą nastolatków. Hahahaha. Dobre. Gdzie oni takie zakupy zrobili? Przecież która to już godzina. Wpuściłam ich do domu i wzięłam kilka siatek od tymczasowej współlokatorki.
- Długo was nie było.
- A co aż tak Cię zirytowali?
- Nie braciszku ani trochę.
- Głodna?
- Nie dziękuję. Jadłam kanapki z podróży. Pójdę już się położyć. Dobranoc
- Miłego spania
               Ten dzień niemiłosiernie się dłużył. Jedyne o czym teraz mażę to wygodne wielkie łóżko. Niektóre marzenia się spełniają. Niestety to teraźniejsze jakoś na razie stoi w miejscu. Dobrze, że mam bynajmniej teraz ten materac. Może i go mam lecz nie mam pościeli. Cholera! Naprawdę jestem zmęczona. Wstałam ponownie i wyszłam z pokoju.
- O hej. Właśnie niosłam Ci Pościel.
- A ja właśnie po nią miałam zamiar iść. Dzięki.
Mmmm... ciepło. Co prawda zimno na dworze nie jest. A wręcz przeciwnie. Być może to od pustych pomieszczeń bije chłodem. Jak to mi nie dane było się położyć spać. Znów mój telefon.
******
" Dziękuję za miłe pozdrowienia :) "
" Oooo... Mario skąd masz mój numer? :D "
" Od takiego jednego ;* "
" A też go znam xd. Nie ma za co xd "
" Co u Ciebie? "
" Ciekawość pierwszy stopień do piekła "
" Myślałem, że do odkrycia prawdy ;* "
" Też prawda. :D Dużo by opowiadać ;* "
" To może się spotkamy? "
" Kusisz XD. Nie wiem kiedy za bardzo "
" Dlaczego? :( "
" Przeprowadziłam się i muszę pomóc bratu w remoncie "
" A no chyba, że. Nie męczę Cię już. Dobranoc :*** "
" Dobranoc :******** "
*...Minęło pół godziny....*
" Mario śpisz? "
" Właśnie jakoś nie mogę ;/ "
" Ja też nie XD "

                     Sama tego chciałam gadaliśmy jakąś część nocy. Zasnęłam chyba jakoś o drugiej. Pamiętałam tylko ostatni obraz. Spojrzenie na zegarek 01:53. Jejku długo nam zeszło. Miło się gada. Koniec tych rozmyśleń. Przez tą przeprowadzkę jakoś się jeszcze nie zaaklimatyzowałam. Dlaczego? Właśnie wstałam przez grzejące totalnie słońce. Wygramoliłam się z sypialni i powędrowałam do łazienki. Mój wygląd mnie przerażał. Roztrzepane włosy niczym na czarownicę. Trzeba się ogarnąć. Odkręciłam prysznic, umyłam dokładnie włosy. Owinęłam się ręcznikiem, wyszłam po ciuchy i wysuszyłam włosy. Mój żołądek od jakiegoś czasu domagał się papu. Zawitałam do kuchni. W sumie nie można nazwać tego kuchnia. Zrobiłam sobie kanapki. Ładna pogoda. Szkoda byłoby ją zmarnować. Poszłam jeszcze raz do walizki i wyjęłam sportowe ubranie. Fiku mik i ubrana w inny ciuch. Telefon, telefon gdzie ja go położyłam? Nienawidzę tak małych urządzeń. Wiem! Na podłodze u mnie w pokoju.
                 Schowałam telefon do kieszeni i na słuchawkach puściłam muzykę. Aby dorośli domownicy się nie martwili zostawiłam im kartkę. Jeszcze tylko zerknęłam w neta gdzie jest najbliższy park. A to ten który oglądałam. W sam raz.
                  Biorę udział w akcji " Pomoc mierzona kilometrami " więc chociaż mały dystans się liczy. Każdy potrzebuje pomocy. W bieganiu czuję się jakbym uciekała przed czymś. Sprawia to niesamowite uczucie! Rzeczywiście park nie był tak daleko. Mnóstwo bawiących się dzieci. Miło popatrzeć.
                  Zrobiłam kilka kółeczek wokół parku. Szkoda było wracać. Spojrzałam jeszcze na zegarek. 08:56. O cholera! Trzeba się zwijać. I znów " uciekałam " do domu.
- Ałaaaaaaa! - zderzyłam się z jakimś ciołkiem.
- Jezu, przepraszam! Nic ci nie jest?... Tasha! Siema.
- Sorry, ale ja... Mario!
Świetnie wtedy kiedy się najmniej go spodziewałam.
- To ja. Ty widać też długo nie pospałaś. - oczywiście walnął ze mną niedźwiadka.
- Racja. To przez Ciebie!
- Może... gdzie tak uciekasz?
- Śpieszę się do domu.
- To jeśli Ci to nie przeszkadza mogę się pośpieszyć z tobą.- Jego uśmiechowi nie da się odmówić
- Spoko. Chyba telefon Ci dzwoni.
- Biegniemy dalej, a ja odbiorę... Halo?
- Mario Siema!
- Siema Marco. Co tam?
- Robisz coś dzisiaj?
- Nie. A coś się stało?
- Nie nic. Pogramy w fife?
- Jasne. O której mam wpaść?
- Ty biegniesz czy co?
- No tak, masz rację.
- To dawaj teraz!
- Nie mogę. Biegam przecież z koleżanką.
- Koleżanką powiadasz?
- Weź się ogarnij człowieku!
- Dobra wpadnę za dwie godziny. oki?
- Spoko. Nara
- Nara
                Skończyli gadać, a my dalej biegliśmy. Jeszcze został tylko kawałek. Ze względu, że biegliśmy truchcikiem wpadłam na pewien pomysł. Wyprzedziłam go i to dużo. On chyba naprawdę nie ma na nic ochoty. Spojrzałam za siebie, a on był coraz bliżej.
- Nie uciekniesz mi!
- Kpisz chłopczyku!
Uciekałam tak szybko jak mogłam. Sił już miałam coraz mniej. Jeszcze tylko kawałek do bramy wejściowej. W ostatniej chwili mnie złapał. Kurczę przytulał od tyłu i nie chciał puścić.
- Mówiłem Ci, że złapie.
- Dobra to możesz teraz puścić.
Obrócił mnie w swoją stronę. Znów ten niezręczny moment. Z jego oczu można było odczytać taką troskę i miłość. Jak idioci patrzyliśmy sobie w oczy. W pewnym momencie zbliżył się. Za blisko! Odskoczyłam z całych sił. On podszedł i coś powiedział.
 - Do zobacznia.
- Hej. - rzekłam i weszłam do domu.
Zamknęłam drzwi i opadłam przy nich na podłogę. Schowałam twarz w ręce. Co by się stało gdybym nie odskoczyła? Skończyło się by to pocałunkiem? Kolejnym? I kolejna rozmowa. Jak nawet pierwszej nie było. Nie powiem chciałabym aby się tak stało. Co ja plotę! Wychodzi na to, że niby coś do niego czuję? Sama nie wiem. Ma super charakter, wygląd i ... no właśnie nic więcej. Nie, na pewno nic do niego nie czuję. Jestem tego pewna!
              Właśnie wparowała Ali na korytarzyk. Spojrzała się dziwnie na mnie. Widziała? Może.
- A ty co miejsce spania zmieniłaś?
- Nie, no co ty. Biegałam. Zmęczyłam się i dalej nie chce mi się iść.
- Wstawaj jedziemy do Ikei. Trzeba zrobić coś z tym mieszkaniem
No dobra jak trzeba, to trzeba. Wgramoliłam się do łazienki wraz z wybranymi ciuchami i wzięłam szybki prysznic. Ogarnięcie się zajęło mi jakieś piętnaście minut. Makijaż lekki. Włosy w kok. Zeszłam gotowa na dół. Widać, że trochę na mnie czekali. Wsiadłam do samochodu. Mówili, że droga zajmie pół godziny. W tym czasie otrzymałam sms'a o treści " Przepraszam " od Mario. Przez chwilę o tym nie myślałam, ale on znów sprawił mi te myśli do głowy!
- Tasha jesteśmy. Wysiadaj!
- A... już, już.
Wow! Ikea była ogromna! Największa jaką widziałam. Pierwsze co weszliśmy do sypialni. Piękne były. Narzeczeni wybierali wspólnie nawet najmniejsze elementy. Od mebli np. łóżka po jakieś świeczki. W końcu po jakiś piętnastu minutach zdecydowali się. Już wyobrażam sobie ich sypialnie.
            Następna padła kuchnia. Mój świat. Uwielbiam gotować. Nie zawsze tak mówię. Jak mam nie taki humor to potrafię powiedzieć, że tego nienawidzę. meble były cudne. Pełne prostoty i nowoczesności. Postawiłyśmy na białe meble. W ostatniej chwili pomyślałam, że mogą szybko wyżółknąć i będą okropne! Jeszcze chwilę temu Isco wlókł się po sklepie, a teraz gdzieś znikł.
Mniejsza o niego. Wybierałyśmy tak z godzinę może więcej. Później przeszłyśmy do łazienek.

* Isco *
              Coś czuję, że cały dzień spędzimy dzisiaj na mieście. W samej Ikei trochę pobędziemy. Pomysł na sypialnie już mieliśmy gotów. Teraz dziewczyny poszły do działu z kuchniami. Wolałem się nie wtrącać. Z reszta gotowanie nie jest moją mocną stroną. Postałem tak z piętnaście minut i opuściłem je.
              Na przeciwko był salon z samochodami. Audi. Raz twa przeszedłem kładką na drugą stronę i zawitałem do środka. Samochody były cudne. Tak jak i ich ceny. Kłamstwem byłoby stwierdzić, że mnie na to nie stać. Wraz z Albertą zarabiamy dosyć dużo. Jeszcze na dodatek gdy sprzedałem stary samochód. Szkoda mi go było, ale co tam.
- Witam. Pomóc w czymś?
- Dzień Dobry. Szukam jakiegoś szybkiego samochodu. Najlepiej pięcio osobowego.
- Może ten. Mondeo. Bardzo dobry.
- Dziękuję. Pozwoli Pani, że oglądnę.
Cudny. Ładny kolorek taki brąz jak i nie brąz. Wnętrze też piękne. Chyba znalazłam właśnie swoje auto.
- Przepraszam...
- Tak? Zdecydował się Pan?
- Zależy od ceny.
- Cena wynosi 18011.94 Euro. Ale mamy przeceny i to duże więc teraz 14 929,69 Euro.
- Można zapisać...
- Jasne, nazwisko?
- Julio Vidal.
- Numer...
- 639...
- Dziękuję jak będzie gotowy zadzwonimy.
- Dziękuję wzajemnie. Do widzenia.
Na razie nie będę nic mówił ani Albercie, ani Tashy. Pewnie moja dziewczyna zabiłaby mnie na miejscu gdyby się dowiedziała o nowym samochodzie. Moim! *.*  Te auto jest naprawdę zarąbiste. Po drodze spotkałem przyjaciela.
- Siema Julio! Co Cię tu sprowadza.
- Simka Mats. Oglądałem samochody. Wiesz, stary sprzedałem.
- Wybrałeś już jakiś?
- Żartujesz. Ja już zamówiłem.
- Fajny chociaż?
- Boski. Hahaha.
- Jurgen kazał ci przekazać, że jutro już możesz poprowadzić trochę chłopaków.
- Szybko. Przekaż mu jak możesz, że będę z samego rana.
- Spoko. Jak tam nowe mieszkanie.
- Właśnie dziewczyny krzątają się po Ikei.
- Może pomożemy. Wezmę kilu chłopaków i pomożemy. Szybciej pójdzie.
- Nie dzięki nie trzeba.
- I tak wiesz dobrze, że i tak to zrobię.
- Wiem, wiem.
- Dobra spadam. Cathy już mi macha.
- Okej pozdrów ją. Do zoba.
    Wróciłem do dziewczyn, które były już na roślinkach. Czyli teraz jedziemy do RTV/AGD, a później do łazienkowego. Trzeba dobrać kafelki, farby, kuchenki, wanny itp.

2 komentarze:

  1. Rozdział cudny, jak zawsze:***
    I przepraszam, że nie komentowałam ostatnio, ale byłam na 2-tygodniowych wakacjach, gdzie nie było internetu i nie mogłam:/ strasznie przepraszam:***
    Już wszystko nadrobiłam :)
    No i jest zajebiście, wreszcie Tasha w Dortmundzie! <3. Tylko głupi ten Andre:/ świnia jedna:/
    A i tą akcja z Marco *.* *.* a potem Mario ^^ Tylko żeby nie było przez to kłopotów. :3
    No , to pisz szybko kolejnego:** pozdrawiam gorąco i zapraszam do siebie <3<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam nic za złe ^^
    Dziękuję, że bynajmniej Ty to czytasz : D
    Zawsze miło się czyta Twoje Komentarze :)
    Też pozdrawiam ;* <3

    OdpowiedzUsuń