wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 8

                  Obudziłam się na twardym łożu. No tak. Wczorajsza wojna z Mario. O dziwo wyspałam się jak nigdy, wcześniej miałam nadzieję, że wyśpię się w swojej tymczasowej sypialni, a nie korytarzu. Powoli ruszyłam się z miejsca nie chcąc budzić chłopaka. Rozciągnęłam się i ziewnęłam. Cichutko otworzyłam drzwi od swojego pokoju. Z pod łóżka wyciągnęłam walizkę i szukałam ciuchów na dzisiejszy dzień. Jak na pech posiałam gdzieś otrzymane wcześniej ręczniki od Cathy. Jedna szafka, druga szafka i nic. Zapewne są tam gdzie się najmniej spodziewam. Czyli w łazience. Wzięłam pod rękę wcześniej wybrane ciuchy i otworzyłam drzwi od mojej łazienki. No i miałam racje. Ręczniki leżały na koszu z ubraniami. Brawo Tash Jesteś genialna. Odkręciłam letnią wodę i leciała do wanny. Zdjęłam odzienie, zamknęłam drzwi i weszłam do wody. Słyszałam tylko nalewającą się wodę i własny oddech. Przymknęłam na chwile oczy i rozmyślałam. Złapał mnie napad śmiechu, gdy myśli zatrzymały się na wojnie. Jak to się stało, że zasnęłam będąc tak blisko niego. Jest przystojny, zabawny mamy wiele wspólnych tematów, ale nic poza tym.
                    Dzisiaj mecz. Barussia Dortmund przeciwko Hertha Berlin. W duchu wiem, że dzisiaj to dortmundczycy wygrają. W końcu wierni kibice zawsze widzą wygraną. Włączyłam w wannie hydromasaż i poczułam takie rozluźnienie jak nigdy. Po dłuższym przebywaniu w wannie, opuściłam ja i owinęłam się ręcznikiem. Na myśl przyszło mi iść pobiegać. Otworzyłam drzwi i wymieniłam ciuchy na sportowe. Wysuszyłam wcześniej umyte włosy i zaczesałam w kitkę. Makijaż nie zawitał na mojej twarzy, bo i tak się spocę i rozmażę. Widok łazienki przerażał. Ogarnęłam ją i sypialnię. Tablet zabrany z domu wzięłam w swoje ręce i przejrzałam fb i inne strony. Wiadomości od groma. Czyżby nie było mnie aż tak długo? Kilka zaproszeń od starych znajomych. W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Kazałam otworzyć i wpadł Mario.
- Dzień dobry. Jak się spało? Mam nadzieję, że dobrze? - Zapytał zaciekawiony Gotze, po czym ucałował mnie w policzek. Temperatura ciała gwałtownie podskoczyła. Czy to jakieś oznaki.
- Cześć. Masz całkiem wygodne ramię. Głodny? Właśnie idę zjeść śniadanie i biegać.
- Zjem wszystko co przygotujesz. Może naleśniki? Później pomogę ci je spalić. - uśmiechnął się
- Czyli, co? Koniec wojny? - Wyciągnęłam rękę na co on ja złapał.
- Wiesz... mogliśmy spać tutaj a nie na korytarzu.
- Coś sugerujesz?
- Wojnę mogliśmy przenieść tutaj. Ja bym zasnęła wtedy na łóżku.
- Kuszące... nie powiem.
- Zboczeniec! - i oberwał w bok.
- Ale bynajmniej nie mam nic do ukrycia.
- Kogo ja poznałam?
                     Szczerze? Miałam już po dziurki w nosie tej wojny. Odłożyłam tablet i wraz z Mario zeszliśmy do kuchni. Tak, zadanie numer jeden: Ogarnąć co i gdzie leży w szafkach. Wyjęłam najpierw miskę, jajka, mleko i inne potrzebne składniki. Naleśniki zrobię na czuja. Rzadko kiedy jadałam je w domu. Zadaniem klubowej dziesiątki to znaleźć robot kuchenny i patelnię do naleśników. Wsypałam mąkę, wlałam wodę, jajka, szczyptę soli. W tym momencie zjawił się z robotem. Przesypałam wszystkie składniki do miski od robota i go włączyłam. Na wolnych obrotach miksera, trzeba było trochę poczekać. Z nudów oparłam się o blat i śpiewam. Mam Czinkłaczento w holenderskim gazie, siadaj na kanapie, jak nie no to na razie. Wiesz o tym bejbe ! - Chłopak patrzył się na mnie jak na jakiegoś idiotę. No pewnie, przecież on nie rozumie polskiego i zapewne zrozumiał tylko to ostatnie.
- Wokal to ty masz ładny, ale czy gotować potrafisz?
- Spróbujesz naleśników to więcej się o to nie zapytasz. Gwarantuję Ci to... - Odpowiedziałam puszczając oczko.
- Zamknij na chwile oczy. Proszę - Patrzył tak słodko tymi paczałkami.
- Ale po co?! Mam się bać?
- Nie, ale mi możesz zaufać bezgranicznie. - Znów się tak spojrzał.
                       Grr... nie potrafię odmówić jego oczom, uśmiechowi, charakterowi.... cholera Vidal wróć na ziemię! Przygotuj się na wszystko co się zaraz wydarzy. Zamknęłam oczy, wzięłam wdech i czekałam nie wiem sama na co. Czułam tylko lekkie muśnięcia mojej twarzy. Raz, dwa nadal nie otwierałam oczu. Wstrzymałam oddech, a on nie przestawał. Oczy, usta, policzki, czoło. Wszystko to jest dotykane. Jak czułości anioła.

* Mario *
                Tak budzić się to ja bym mógł codziennie. Po imprezie bez bólu głowy. Bez kaca. Z motywacją i dziewczyną obok. Za każdym razem czułem łaskotki jak o niej myślę, ale czy to miłość? Nieee... ja i miłość? Co, to to nie. Udawałem, że śpię, a dziewczyna wymknęła się do swojego pokoju. Słyszałem krzątanie i szukanie czegoś. Nie chciałam jej przeszkadzać. W łazience na dole uregulowałem potrzebę fizjologiczną i zasiadłem w salonie. Jest 6.20, czyli trening dopiero za dwie i pół godziny. Co ja mam robić przez ten czas? Zasiadłem na kanapie i oglądałem telewizję. Powtórka fc frajernu z Borussia Mönchengladbach. Tak dawny klub Marco. No właśnie, a pro po niego jeszcze go nie obudziłem. Wybrałem numer do blondyna i sygnał...
- Abonent czasowo niedostępny... zostaw wiadomość po usłyszeeeeeeeniu sygnału. - mówił przyjaciel. Myślał, że się nabiorę?
- Od kiedy sekretarki są chłopami i od kiedy ziewają przy nagraniu? Co ty do T-mobile przeszedłeś? Hahaha - Parchnęłem śmiechem do słuchawki
- Sekretarki są chłopami i ziewają od czasu kiedy świnie się śmieją do telefonu.
- Też Cię kocham. Dobra wstawaj już zostały tylko dwie godziny do treningu a ty jeszcze w łóżku.
- Co?! Tylko dwieeee... - i słyszałem jak ktoś chyba walnął w drzwi.
- A no tak. Do zob. - I momentalnie się rozłączyłem. Wróciłem do ponowionej czynności, czyli tv. Po kilkunastu minutach byłem już pewny, że dziewczyna skończyła brać prysznic. Skąd wiem, że brała prysznic? Szum wody i śpiew syreni. Zapukałem do jej pokoju, za co ona mnie wpuściła i zaproponowała śniadanie. Moją branżą było znaleźć robota kuchennego i patelnię. Z pewnością za dużo mają tych szafek w kuchni. A o spiżarni nie wspomnę. Gdybym był Cathy gdzie bym schował robota? Nie wiem! Nie jestem babą. Zadzwoniłem do niej. Nie miała za bardzo czasu rozmawiać więc długo nie zawracałem jej głowy.
- Hej. Tak na szybko. Gdzie chowasz robota kuchennego?
- W piwniczce, bo nie mam miejsca. Ale zaraz po co .... - i rozłączyłem się. Skoro nie ma czasu to pech ;}. Ciemno, ciemno i jeszcze raz ciemno. Pająki i pewnie myszy. Chwyciłem jak najszybciej robota i spieprzałem stamtąd. Fuuuuuuj! Wróciłem do Tashy. Dziewczyna przerzuciła wszystko do robota i oparła się o blat. Bardzo podobała mi się piosenka, którą zanuciła. Wpadłem na pomysł. W sumie impuls. Dawaj Mario! Zrób to! Słyszałem tylko to w głowie. Poprosiłem aby zamknęła oczy. O dziwo zgodziła się bez żadnych układów. Zbliżyłem się nieznacznie do niej. Wziąłem w rękę trochę mąki i zrobiłem lekki makijaż. Ona chyba myślała o czymś innym bo ani nie drgnęła. Cień do powiek, puder na twarz i gotowe.
- Teraz cały czas nie otwieraj oczu. - wyjąłem telefon i zrobiłem słodka fotkę z uśmiechem. - Gotowe, teraz chodź. Daj rękę. - Cały czas ją trzymałem i prowadziłem do lustra.
- Osz ty mendo! Jak ja teraz wyglądam?
- Jeszcze piękniej niż zwykle. - oznajmiłem, posyłając szczery uśmiech.
- A czy ty byś chciał żeby twoja dziewczyna tak wyglądała? - zabrzmiało jednoznacznie.
- A czyli jesteś moją dziewczyną? - spojrzałem się na nią zabójczym wzrokiem popijając wodę.
- CO?! Zaraz, Nie! - krzyknęła motając się w swoich słowach.
- Haha, dałaś się! Czyli, że jesteśmy parą. No, no szybko dosyć. - Skwitowałem
- Nie wyobrażaj sobie za dużo Gotze! - i zaczęła mnie ganiać po całym domu. Od pokoju gospodarzy po ogród. Stamtąd uciekłem z powrotem do kuchni. Momentalnie odwróciłem się i dziewczyna wpadła mi w ramiona. Przytuliłem ją jakby nigdy nic z całej siły. Kocham się przytulać. Niedźwiadki!.
- Ostrzegam Cię, puść mnie! Mam w zanadrzu broń. - mówiła poważnym tonem, a ja i tak nic sobie z tego nie robiłem. Jedną swą rękę zdołała wydrzeć z mojego uścisku i sypnęła mi garścią mąki w twarz.
- No i teraz ja jestem piękny. - Uśmiechnąłem się i znów walnąłem jej mąką w twarz.
- Aaaaaaaaaa! Osz ty!Zgiń! - i się zaczęła wojna. Mąka była wszędzie. Nawet tam gdzie nie powinna się znajdować xd. Ale nic jak woja to woja. Nasza druga z kolei. Nie szczędziłem mąki. Było jej aż nad dużo. Dziesięć kilo. Kuchnia jakby jacyś projektanci wnętrz zaczęli remont i sypał się tynk. Dziewczyna złapała się za twarz. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Zaczęła płakać.
- Ej, co jest?
- Nic, po prostu coś wpadło mi do oka. - mówiła zachrypniętym głosem.
- Coś czy ktoś? - Spiorunowała mnie wzrokiem. - Na poważnie, pokarz. - Przez tą mgłę mąki nic nie widziałem i jeszcze byłem cały biały. Schyliłem się i zbliżyłem swą twarz do jej. Zwykła rzęsa. Poinformowałem ja aby nie mrugnęła i wyjąłem ją. Patrzyliśmy tak sobie w oczy kiedy... usłyszałem chrząkanie.
                      - Matko Boska! Co tu się stało?! - Tak wróciła Cathy w najmniej odpowiednim momencie nie chodziło o brudną kuchnie lecz o co innego.
- No...bo...ten...my...śniadanie...i - wraz z dziewczyną plątałem się w zeznaniach. Narzeczona Hummelsa patrzyła na nas jakby nas w łóżku znalazła.
- Zamknąć się! Oboje! Ja weszłam tylko po torbę, ale jak wrócę z pracy dom ma lśnić, nie tylko kuchnia, ale cały dom! Zrozumiano? A śniadanie macie w lodówce - powiedziała zrezygnowana.
- Tak jest! - odpowiedzieliśmy jak żołnierze, po czym kobieta wyszła.
- To ładnie. Z naleśników nici. Ciasto za rzadkie i nie ma już czasu. - Tasha wyjęła przygotowana wcześniej śniadanie. Kanapki z warzywami, jajkiem i wędliną oraz serem. Ja nalałem soku.     
              Zjedliśmy w ciszy na stojąco w kuchni. Głupio by było gdybyśmy przenieśli brud jeszcze dalej. Ona pozmywała, ja z odkurzaczem szorowałem po podłodze. Oczyściłem również swoje skarpetki. Posadziłem dziewczynę na blacie i podniosłem jej stopę. Też oczyściłem jej skarpetki po czym ona zaczęła się śmiać. No tak zostało nam pół godziny. Jeszcze Hummels poinformował, że nie wziął kanapek i Tasha ma je przynieść. Dziewczyna udostępniła mi swoją łazienkę i pożyczyła ciuchy Matsa. Sama skorzystała z łazienki narzeczonych.
                Po dziesięciu minutach czyści i uczesani wyszliśmy pobiegać. Torbę z czystym ubraniem na trening miałem przy sobie po wczorajszym. Dziewczyna w sportowym stroju świetnie prezentowała swoje atuty kobiecości. Piętnaście minut biegliśmy pod SIP. Otrzymałem od dziewczyny kanapki, które miałem podać Humm'iemu oraz skromne podziękowania.
- Haha. Więc dziękuję za pomoc w posprzątaniu. - Uśmiechnęła się
- Nie ma za co, w końcu to ja zawiniłem. - taki tam skromny uśmieszek - A ja dziękuję za miłe towarzystwo. - Chciałem jej w inny sposób podziękować, ale usłyszałem trzaskające drzwi i chłopaków. Ostatecznie dałem jej soczystego buziaka w policzek. - Pa i miłego dnia
- Pa. - Ze swej uprzejmości posłała mi buziaka w powietrzu.
               Stałem tak i patrzyłem jak odchodzi i zostawia mnie samego. Zbliżali się chłopaki. To oznacza, że jestem równo albo nawet przed czasem. Odwróciłem się w ich stronę.
- Gratuluję stary. -gratulował Moritz
- No, no stary. - Przybił piątkę Marco.
- Ale o co wam chodzi? - Nie rozumiałem ich do końca.
- W końcu znalazłeś sobie odpowiednią dziewczynę. I nawet śniadanko dostałeś, chudzielcu. - kontynuował MR11 i tykał mnie w brzuch.
                Wywróciłem z uśmiechem oczami i pośpieszyłem do szatni. Nawet te cymbały nie nadążały. Dziewczynę? Jaką dziewczynę?! Przecież znam ją tylko i prawie dwa dni. Z pozoru jest świetna, ale nie znam jej do końca. Mats był już w szatni, wręczyłem mu kanapki. Do szatni wpadli zadyszeni Marco z Mo. Mają za swoje docinki. Przebrałem się w strój i zawitałem na murawę. Trener dziś nam troszeczkę, ale tylko drobinkę oszczędził sił. Przecież dzisiaj mecz a on takie coś?! Najpierw kółeczka. Ruszyliśmy wszyscy z jednego punktu. Oczywiście Robert z Marco robili sobie jaja i zamiast biec naprzód biegli w drugą stronę. Za to trener nas cofał do startu. W końcu się ogarnęli, ale tylko na chwilę, bo później lewy się podłożył pod nogi Reusa, a ten fiknął. O dziwo wszyscy mnie wyprzedzali. To oni zaczęli mieć torpedy w tyłkach czy ja zaciągam ręczny? No i padło na mnie po słowach Jurgena. Później mecz 11x11. Oczywiście ja w drużynie z przypałami i resztą polaków i innymi. Nie wykorzystałem żadnej szansy do pierwszej połowy. Zeszliśmy do szatni.
- No to mamy 3:0. Przegrywa drużyna Kehl'a. - oznajmił Subotić
- Mario, coś ty dzisiaj taki mało korzystny jesteś? - zapytał Lewy, ja nie miałem ochoty, najmniejszej ochoty z nikim rozmawiać.
- Bo nasz Mario się zakochał, a co więcej ma dziewczynę. - No tak Marco, on i jego podejrzenia.                
                     Przecież ja nie mam dziewczyny, a co do tego pierwszego nie chcę udzielać komentarz. Mimowolnie zacząłem się uśmiechać, co koledzy ewidentnie zauważyli.
- Uhuhu... czyli jednak prawda, bo Gotze się uśmiecha, a to zdradza wszystko.
- Po pierwsze nie mam dziewczyny. Po drugie lubię się uśmiechać, a po trzecie nic wam do tego. A co do zakochania to się nie udzielam. - Powiedziałem stanowczo i wyszedłem z szatni. Takie szczęście to mało kto.

* Tasha *
             Opuściłam w spokoju Mario i biegałam dalej. W głowie miałam cały czas tamten moment. Przybliżył się i chyba chciał się jakoś inaczej, tak lepiej pożegnać, ale usłyszał kolegów i cmoknął w policzek. Zrobił to z takim uczuciem. Wstąpiłam jeszcze po wodę do sklepu. I z powrotem pobiegłam Na Idunę z nadzieją, że jeszcze mają trening. I nie myliłam się tylko, że akurat mieli chyba przerwę. 
               Chwilkę ustałam przy drzwiach słuchając o czym rozmawiali. Doszły mnie takie słowa. "Bo nasz Mario się zakochał, a co więcej ma dziewczynę". Oooo... rozmawialiśmy nawet na takie tematy a on mi tego nie powiedział?! Trochę zabolały mnie te słowa. Ale przecież ja od niego nic nie oczekuję, a już nic do nie czuję. Nagle ktoś złapał mnie za biodra i odwrócił w swoją stronę.
- Cholera! Mats. Człowieku weź bo mnie do grobu wprowadzisz. - Zaśmiałam się.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać. Mamy zaraz koniec przerwy więc zmykaj a trybuny i możesz pooglądać jak gramy. - Jak powiedział tak zrobiłam. Wyjęłam telefon i usiadłam na trybunach. Zaraz z brzegu abym była mało widoczna. Po chwili wyszli chłopacy. Ustawili się w kręgu. Zauważyłam, że Matsowi wystaje ogromna metka od spodenek. Wyglądał jak mały ogonek. Aby oszczędzić mu skompromitować się. Wzięłam kamyczek i rzuciłam w jego stronę. Zbyt dobrze znałam moje szczęście, a raczej pech. Trafiłam w głowę Marco. Ten zauważył mnie, ale nie czego od niego mogę chcieć. W sumie jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać, nie wszystkich jeszcze poznałam tak osobiście. Gestem wskazałam aby szturchnął kolegę i wskazał na mnie. Szczęście zrozumiał. Lecz zamiast Matsa szturchnął Gotze, który był obok niego i Hummelsa. Odwrócił się i na jego twarzy zawitał uśmiech. Pokazałam ten sam gest co to Marco. No i dotarło w końcu do adresata. Pokazałam mu tylną część ciała po czym skojarzył o co mi chodzi. Niestety wiedziała i już cała drużyna wraz z trenerem. Jurgen Klopp nakazał mi zejść na duł.
- Dzień dobry i cześć - powitałam wszystkich na co odpowiedzieli hurtem.
- Dzień dobry. Jurgen miło mi poznać. Kim jest ta owa osoba.
- Tasha Viadal, przyjaciółka wieczna Matsa oraz... - i mi przerwano.
- Oraz dziewczyna Mario - dokończyli za mnie Marco I Moritz. Chociaż nie tak chciałam to dokończyć.
- Dobra dosyć chłopaki kończymy ten mecz. Raz,raz. - Rozkazał Kloppo
- Ale... - i znów nie dokończyłam
- Już, już na siedzenia panno Gotze, możesz usiąść obok mnie na rezerwach. - No i pięknie teraz wszyscy mnie wezmą za dziewczynę klubowej dziesiątki. Ale to nie prawda. Jestem zła na siebie za tą sytuacje przed stadionem. Ludzka wyobraźnia jest nie do wyobrażenia. Usiadłam obok Jurgena i pogadaliśmy sobie o piłce nożnej. Nawet ode mnie otrzymał wiele dobrych porad.
- Przepraszam, że nie na temat, ale... - Kurczę czy da mi ktoś kiedyś coś dokończyć?!
- Nie jesteś dziewczyną Mario. Tak wiem. A oni są młodsi i nie rozumieją.
- Dokładnie. Tylko irytuje mnie to, że wszyscy mnie za nią biorą. - posmutniałam. I padł gol i jak zawsze po golu cieszynka. Strzelcem był Mario, który pokazał mało widoczne serce i po chwili pokazał na mnie. O cholera! On chyba się we mnie nie zakochał. A co jeśli...? Nie nie chcę. Ja do niego nic nie czuję, a jeśli on do mnie tak to już jego problem. Po chwili podszedł skulony lewy w prośbą o chwilkę przerwy.
- To jak w meczu mamy zmianę. Vidal wchodzisz za Lewego! - Lewy zamienił się już z Kubą drużynami.
- Co? Ja? Dziękuję. Naprawdę?! - pytałam zdziwiona
- Tak, tak, ale mają być gole! - teraz jestem w drużynie przeciwko Mario i jego przyjaciołom.   
                 Zdjęłam bluzę i wbiegłam na murawę. Jeszcze na chwilę wróciłam z prośbą o korki. Lewy oznajmił, że w samochodzie jest torba Ani i ona ma tam korki. Rzucił mi kluczyki z oznaką, że mogę pożyczyć, a ona nie będzie miała nic przeciwko. Leżały idealnie i były prześliczne! Wbiegłam na boisko z powrotem. Niestety oni mieli koszulki a ja stanik sportowy. No dobra pora zemścić się na    " moim chłopaku ". Trenowałam jak byłam mała karate i piłkę nożną. To jakby Ania i Robert w jednym. Łoooooooo... strzeliłam pierwszego gola z asysty Sahina. I oczywiście cieszynka przytulas z asystującym.. Przeciwnicy niby mają już pewną wygraną, ale ja mam nadzieję. Podszedł do mnie Mario i wyszeptał na ucho, o zakładzie ze mną. Jak przegram mam powiedzieć mu jakąś tajemnice. Czyli to samo co z Matsem? A jak ja wygram on odda mi swoją koszulkę. Iiiiiiiii... drugi gol strzelam ja!. Już nie nadążałam za piłką. Jeszcze jest nadzieja! I nadzieją nie kieruję. Do bramki drużyny Gotze wpełznął szczurek. No to mamy już 3:3. Jeszcze tylko jedna. Licznik: jeszcze 3 minuty.  
             Próbowałam jak najczęściej odbierać piłki i przyjmować je z główki. Niestety, niefortunny traf padł na Marco. Zderzyłam się z nim, ale zapewiniał że nic mu nie jest więc kontynuowaliśmy. Trzydzieści sekund. Odebrałam chamsko piłkę Mario i posłałam buziaka w powietrzu przez co się rozkojarzył. Biegłam ile sił na bramkę. Kopnęłam piłkę w strone bramki z taką siłą jak nigdy. Niestety/ stety ktoś ucierpiał z tego powodu i znów to był Reus. Tym razem on chcąc bronić rezultatu wyrusł z murawy jak mur. Piłka przeleciałą pomiędzy jego nogami i wleciała do bramki. Chłopak skulony leżał na murawie.
- Boże, nic Ci nie jest? Wezwać kogoś? - pytałam zaniepokojona jego widokiem.
- Nic mi nie jest. Nie raz już obrywałem w takie miejsca. - odpowiedział śmiejąc się
- Masz rację. Daj rękę pomogę wstać. - Schwytał moją rękę i wstał aczkolwiek powoli.
- Coś ty się tak na mnie uwzięła?
- Nie przepraszam, nie chciałam. Po prostu nie chciałam dać takiej satysfakcji Mario. - I akurat wlazł Mario, który złapał mnie od tyłu i powiedział tak jakby na ucho, ale głośno.
- Trochę zmień kierunek piłki następnym razem kochanie i będzie perfekcyjnie. - Po czym cmoknął mnie w policzek. Ja pier****. Kochanie? A może on coś zgrywa? Scenkę przy kumplach. A raz się żyje też się pobawię.
- To wy jesteście razem? - zapytał zaciekawiony Marco pokazując na nas palcem i obok kilku stojących kolegów. Nic nie odpowiedzieliśmy. Też go cmoknęłam, ale tym razem w usta. To było takie zwykłe chwilowe. Ćwierć sekundy i po wszystkim. To nie był pocałunek pomiędzy chłopakiem, a dziewczyną. Po czym nastało głośne Uuuu. Poczekałam na Matsa przy jego samochodzie i pojechaliśmy do domu.



*************************************************************
Kolejny rozdział skończony. Nie wiem czy ktoś to czyta. Więc następny rozdział zostanie dodany dzięki bynajmniej trzem komentarzom. a tu kawałek nexta.


- Możesz mi powiedzieć o co chodzi? - zapytała mnie, ja pokręciłam głową w sensie "nie" - Okej, jak będziesz gotowa to sama powiesz. Zapomniałabym Ci podziękować, że ładnie ogarnęliście dom z Mario - i znów w ryk. Dlaczego ona musiała to imię teraz powiedzieć. Prezenterka bez namysłów przytuliła mnie do siebie. - Om, to już wiem o co się rozchodzi - Opowiedziałam jej całą historie począwszy od wczoraj. W niektórych momentach śmiałyśmy sie z całej sytuacji, ale na  końcu nie było do śmiechu. Powiedziałam jej wszystko z tym nawet jak się z tą sytuacją czuję.




1 komentarz:

  1. Genialny rozdział!
    Mario i Vidal! *.* *.*
    Chciałabym zobaczyć Mario w kuchni całego w mące ! :DDD
    Świetnie wszystko napisane :)
    Czekam na next :*
    I zapraszam do mnie :
    http://kazda-wolnosc-jest-inna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń