piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 7

              Mam nadzieję, że ta ciemnota odbierze telefon. Nie mam zamiaru sterczeć tu cały dzień. Tak jak przypuszczałam. Abonent jest poza zasięgiem. No cóż pozostaje mi tu sterczeć i próbować się do niego dodzwonić. Pociągnęłam walizki i zaszłam do najbliższej restauracji. Menu nie było zbyt wyszukane. Zgrzeszyłam zamawiając ciastko i kawę na pobudzenie. Wyjęłam z torebki telefon i napisałam SMS-a to Hummsa. Przy okazji opublikowałam status na Facebooku o treści: " Dortmund Wita! - pod jarana ^o^ ". Po chwili jeden lajki, drugi, trzeci i tak leci. Miałam dość tego czekania. Zapłaciłam rachunek i wyszłam z restauracji. Kierowałam się w stronę wyjścia z lotniska. W pewnym momencie o mały włos nie padłam na zawał. Nieznajomy złapał mnie za rękę.
           - Przepraszam, czy ty jesteś Tasha Vidal? - Zapytał zdyszany Lewy. Tak Robert Lewandowski. No tak i wszystko jasne. Hummi przysłał Lewego, a nie klubową jedenastkę. Czy on ma problemy z odróżnianiem?!
- Tak, tak. Właśnie wybieram się do domu Hummels'a
- No tak jakby, ja mam Cię tam zawieźć. Szukałem Cię po całym lotnisku. Miałem właśnie zamiar zadzwonić do tego mondzioła, że nie mogę cię nigdzie znaleźć. - mówił już spokojniej
- A oki, jeśli nie będę przeszkadzać chętnie się zabiorę. I nie masz po co tracić czasu na dodzwonienie się do niego. Nie odbierze za chiny i dalej. Masz. - Podałam mu butelkę z wodą aby się napił.
- Dziękuję, a teraz chodźmy. A i tu masz klucze od jego domu. - Schowałam klucze do domu i skierowałam się za lewym. Jego auto było najlepsze! Najlepsze, bo sportowe. Wziął ode mnie walizki i schował je do bagażnika. Wsiadłam do samochodu na tylne siedzenia i zapięłam pas. Zauważyłam osobę siedzącą na miejscu przednim pasażera. Wyciągnęłam w tamta stronę rękę i przedstawiłam się.
- Cześć! Jestem Tasha przyjaciółka Matsa.
- Hej. Mów mi Ania. Narzeczona Roberta. Miło cię poznać. - Chciałam rozluźnić sytuacje w samochodzie.
- Kurczę, zajęty. Niech to szlak. - Nie wytrzymałam z powagi i obie zaczęłyśmy się śmiać i wygłupiać. Miałyśmy wiele wspólnych tematów. I ja i Anna byłyśmy uzależnione od sportu i zdrowego odżywiania. Wymieniłyśmy również przepisy za przepyszne posiłki. Zaprosiłam ją również na trening zumby, a ona na karate. Matko w co ja się wplątałam? Jak ja tam przeżyję to będzie cud. Co prawda troszeczkę wiedziałam jak się tym zająć. W końcu też się tym interesowałam. Kilka chwil później byliśmy już pod domem. Pożegnałam się z Anią, Robert podał mi walizki i skierowałam się stronę domu. Był przepiękny. Z zewnątrz zapraszał do domu. Nie wiedziałam co zrobić. Zostać na dworze i poczekać aż zjawi się któryś z domowników czy wejść, jak to ja określam, z buta. W tym momencie również wróciła Cathy. Jeszcze nie miałyśmy się okazji poznać, więc przestraszyła się widząc mnie stojącą u nich w ogrodzie.
- Dzień dobry. Nie musi się mnie pani bać. Jestem przyjaciółką Matsa, Tasha Vidal. - Podeszłam do niej i wyciągnęłam rękę na skutek poznania.
- Hej. Nie żadna Pani. Jestem Cathy. Zupełne zapomniałam, że dzisiaj przyjeżdżasz. Co prawda Hummi dzwonił do mnie, ale nie wiedziałam kiedy się zjawisz. - Chwyciła moją rękę i tak jak robią dziewczyny pocałowała mnie w policzek - Wchodź, zapraszam do środka.- Tak jak powiedziała tak uczyniłam. Zaraz przy wejściu zdjęłam buty i postawiłam tak aby nikomu nie przeszkadzały. Pani domu powędrowała  do kuchni i zaparzyła herbatę dla mnie i dla siebie. W tym czasie ja podziwiałam salon. Tysiące ich wspólnych zdjęć oraz jedno moje z Julio i Hummsem. Widok z okna sam zachwycał. Piękny taras z bujną roślinnością, basen obok grill, i altanka. Zasiadłam na kanapie z Cathy, gadałyśmy i popijałam herbatę przegryzając ciastkami. Obie opowiadałyśmy jak poznałyśmy się z Matsem. Z chęciom wysłuchiwałam jak opowiada. Bardzo miło się jej słuch i z nią rozmawia.
                Pokazała mi mój pokój. Był prześliczny i duży. Otrzymałam również piękną łazienkę. W końcu własna łazienka. Nie będzie już przepychanek kto pierwszy. Prezenterka dała mi jeszcze parę ręczników, pościel itp. Rozpakowałam się i zeszłam do kuchni gdzie Fischer przyżądzała jedzenie.
- O mogłabyś mi pomóc? Trochę tego mam do zrobienia - poprosiła dziewczyna. Nie potrafię nikomu odmówić.
- Jasne, właśnie chciałam sama bez pytania Ci pomóc. Mats do wojska się szykuje, że tyle tego przyrządzasz? - śmiałam się razem z kuchareczką
- Nie, jeszcze nie. Hahaha. Dzisiaj urządzamy grilla. Ty tez jesteś zaproszona. Będą chłopaki z drużyny i niektóre Wag's. - oznajmiła
- A oki. To ja będę grillować. Zawsze dobrze opiekam. Hahaha. - Nie mogłyśmy się opanować ze śmiechu. Przygotowałyśmy ponad trzydzieści plastrów karkówki oraz kilkanaście szaszłyków. Cathy ułożyła wszystko ładnie na tacy i poszła po piwo do piwnicy. Wiedziałam, że sama sobie nie poradzi, dlatego zeszłam jej pomóc. Wtargałyśmy dwie skrzynki mało alkoholowego piwa. Osobiście lubię piwo, ale nie wypije nigdy sama całego.
                 Przed imprezą postanowiłam się jeszcze wykąpać i przebrać. Włosy wyprostowane związałam w kitkę i wyszłam z łazienki. Nie chciałam leniuchować. Zaproponowałam współlokatorce małą zumbę. Dziewczyna na początku nie wiedziała co to jest. Pokazałam jej dokładnie na czym to polega. Od razu się jej to spodobało. Trochę się pobawiłyśmy zumbą.
- Skąd wiesz jak dobrze to prowadzić?
-Wiesz, jestem trenerką. Sama się nauczyłam. Mam dużo wspólnych cech z Anią.
                  Dochodziła Piętnasta. Prezenterka poinformowała mnie, że zaraz wszyscy się zbiorą. Przygotowałam siedzenia w ogrodzie, stoliki i ławeczki. Miałam tylko problem z rozpaleniem grilla. Poprosiłam o pomoc narzeczoną Matsa.
- Cathy! Możesz mi pomóc? Mam problem z grillem. - Przyszła próbując sama go rozpalić.
- Wiesz może węgiel jest za mokry. W garażu jest nowy, drewienko oraz rozpałka. Raczej dalej wiesz jak zrobić, a ja otworzę w tym czasie bramę.- Jak powiedziała tak zrobiłam. Przyniosłam wszystkie potrzebne rzeczy do rozpalenia ognia i poszło dalej z górki. Wróciła Cathy, która przyniosła mięso to pieczenia. Rozłożyłam je tak aby każde było dopieczone.

* Mats *

             Dzisiejszy trening był masakrą. Myślami byłem już w domu na grillu z piwem w ręku. Jurgen dał nam dzisiaj solidny wycisk. Pojechał po wszystkich bez wyjątku. Każdy miał obok siebie butelkę wody. Zostało jeszcze pół godziny. Rozegraliśmy krótki meczyk. Lewy, Marco, Kehl, Langerak i ja to drużyna w żółtych, a Mario, Hoffman, GroBkreutz, Weidenfeller, Subotić to drużyna w niebieskich. Pozostali woleli zrobić kółeczka wokół boiska. Pierwsze piętnaście minut przegrywaliśmy 0:1. W drugiej połowie zakończyło się na remisie 3:3. Trener nas jeszcze wezwał na rozmowę motywującą dotyczącą dzisiejszego treningu. Kazał za kare, za dzisiejsze obijanie zrobić pięć kółeczek. Miałem dość padłem na murawę i tak leżałem wraz z innymi. Pięć kółek zrobili tylko Mario, Marco i Lewy. Posprzątaliśmy piłeczki do siatek, bramki schowaliśmy do kantorka i powędrowaliśmy pod prysznice. Jako pierwszy umyłem się i ubrałem w ciuchy codzienne.      
            Poczekałem jeszcze na chłopaków.
- Słuchajcie! Teraz wszyscy do mnie na grilla i piwo! - krzyczałem na całe gardło.
- A to jakaś specjalna okazja? - zapytał zainteresowany Gotze
- Tak, twój ślub tumanie...- odpowiedziałem sarkazm tycznie
- Fajnie wiedzieć. A z kim? - Walnąłem face palma i już nic nie komentowałem. Wsiadłem do samochodu i czekałem na chłopaków, którzy się ze mną zabrali. Większość miała swoje samochody.              
             Ruszyłem z piskiem opon do domu. droga zajęła piętnaście minut. Zaparkowałem w garażu, a reszta na podwórku. Otwierałem drzwi kiedy wszyscy zaczęli się przepychać. Było cholernie ciasno w wielkich drzwiach. Zwijałem się ze śmiechu kiedy Hoffman wylądował na posadce. Zaraz na nim znalazł się Lewy, Kevin, Mo udając, że robią kanapkę. Idioci. Weszłem do salonu i zauważyłem, że Tasha już jest i zajmuje ogród.
- Ty stary, kto to jest? Bo raczej to nie Cathy? - Zapytał dziwnym tonem Mario.
- Cathy jest tu! - Krzyknęła narzeczona z góry
- To Moja przyjaciółka i...
- I grzeczność wymaga aby się przywitać - przerwał i Mario. I znów kto pierwszy ten lepszy się przeciśnie w drzwiach. Ja byłem mądrzejszy i otworzyłem drugą część drzwi. Podszedłem do śmiejącej się dziewczyny i przywitałem.

* Tasha *

                 - Hej Tash! Miło, że już jesteś. Nie jesteś na mnie zła, za ten wybryk z odebraniem Cię z lotniska? - pytał zatroskany i po chwili dodał mi na ucho - Reusa nie chciałaś, to sprowadziłem lewego. - Kurczę co Mats sobie wymyśla w tej główce?
- Nie, spokojnie, nie mam o co być zła - oznajmiłam z entuzjazmem.
- Tak więc, poznaj tych przypałów - przedstawił mi ich wszystkich osobiście. Myślałam, że padnę tam na zawał. Ale jakoś wytrzymałam. Na końcu zostali mi Mario i Moritz
- Hej! Mario. Miło cię poznać i zawitać w naszym gronie. - oznajmił i cmoknął mnie w policzek czułam jak się czerwienię.
- Hej. Tasha. I wzajemnie. - uśmiechnęłam się
- Cześć, Moritz - podał mi rękę co odwzajemniłam.
                Wszyscy zajęli sobie miejsca, rozpalili również ognisko przy, którym śpiewali przeróżne piosenki. Czasami się dołączałam. Zaśpiewałam nawet solówkę. Otrzymałam gromkie brawa.           Ja wróciłam do grilla. Śmiałam się tylko z głupot jakie gadali. Nie ogarniam tych ich żartów. Później wrzucili do basenu Lewego. Tego króla przypałów. Sam się o to prosił od początku przyjścia do tego domu. Nudziło mnie strasznie stanie i przewijanie tego mięsa. Cathy zajęta była swoją pracą. Niedługo ma dostać awans, dlatego tak bardzo się stara. Ktoś w tym momencie oparł się o moje ramie.
- Widać już masz dość stania przy tym grillu? - Zapytał przez ramię Gotze
- Nudzi mi się. :/
- Daj to, pomogę. - wziął delikatnie z mojej ręki szpachelkę.- Możesz w tym czsie przynieść talerzyki i sztućce. Oni wszystko zjedzą. - Pobiegłam do kuchni po papierowe talerzyki i plastikowe sztućce oraz dwa bochenki chleba. Pieczywo odłożyłam na stolik. Na talerzyki nakładałam po jednym kawłku mięsa a Mario serwował je gością. Jedli jakby ich nie karmiono przez conajmniej rok. Na popitkę zaserwowałam każdemu po piwie, a później mieli brać sobie sami.
- Widzisz duet kucharski z nas świetny. Hahahahaha - Zaśmiała się klubowa dziesiątka
- Jasne. Dobra nie gadaj tylko podaj mi kolejną tace z mięsem dla tych żarłoków.
                Zaczełam piec mięso na zmianę razem z klubową dziesiątką. Moje ręce były całe w marynacie. Wołałam Mario, który na chwilę gdzieś mnie opuścił. Teraz się wkurzyłam i krzyknęłam na cały głos.
            - Maaaaaaaar... - i nie dokończyłam, ponieważ chłopak stał już za mną. Ja i moje brudne łapy wylądowały na jego śnieżno-białej bluzce. - Ugh. Ciapa ze mnie już biegnę po ręczniki, poczekaj. - Sprintem pobiegłam do Cathy zapytać się gdzie trzyma ręczniki papierowe. Hmmm. W szafce pod umywalką w łazience gościnnej. Ha! Bingo! Zbiegłam na dół i wręczyłam papier piłkarzowi
- Wiesz papier nic tu nie pomoże. - oznajmiłam - Daj, przepiorę ją a dam ci koszulkę Matsa.
- Okej sama tego chciałaś. - i zaczął zdejmować koszulkę kiedy...
- Czekaj! Nie tutaj, idź do łazienki. - spojrzeliśmy na siebie z powagą i po chwili wybuchnęliśmy śmiechem, kiedy się na nas spojrzeli. Miałam to w nosie. Nie wiem co by mi odwaliło jak bym go zobaczyła bez koszulki. Co prawda nie należę do tych napalonych fanek, które zaczynają piszczeć i płakać ze szczęścia. Co prawda spotkałam swoich idoli, ale poza udawanym zawałem nic mi się na mózg nie rzuciło. Kultura wymagała zapytać o wejście do pokoju narzeczonych, jednego z nich. Skoro dziewczyna była zajęta przyczłapałam się do Matsa...
                Ten już nie ogarniał sytuacji, po cholerę była mi jakaś jego bluzka. Tak w kółko powtarzał pod nosem. Krzesło obok było wolnę zgaduję, że to miejsce Mario. Usiadłam i zaczęłam mu wszystko tłumaczyć od początku do końca. Po którymś razie zaczaił i udzielił mi informacji gdzie ma odzież i pozwolenia wejścia do pokoju. Schody pokonałam w szybkim tempie i dotarłam do pokoju. Hulała w nim ciepła i romantyczna atmosfera. Z szafy zaczęłam wyjmować koszulki. - Nie, nie, nie, być może, nie jednak nie - komentowałam pod nosem każdą z bluzek. Intuicja podpowiadała, że ktoś mnie obserwuje. Nie myliłam się. O framugę drzwi opierał się szatyn, uśmiechający się od ucha do ucha. Udawałam, że go nie zauważyłam.
- Halo, moja pani stylistko! - Wymachiwał rękoma. - Nie muszę wyglądać aż tak pięknie. - rzucił w moją stronę
- Co za skromność Panie Gotze. O ta jest good, proszę. - Podałam mu koszulkę. On jak by nigdy nic stał sobie z nagim torsem. Strasznie skrępowało mnie to. Z nieśmiałości nie powiem mu: weź idź mi  stąd, ponieważ mnie krępujesz. Założył koszulkę i swoje okularki. Śmialiśmy się z sytuacji. Wyszedł z pokoju. Ten bałagan, który zrobiłam, złożyłam i włożyłam z powrotem do szafy. Skrzypiące lekko drzwi zamknęłam powoli. Gotze stał oparty o ścianę. Nie zwracałam na niego uwagi i postanowiłam wyminąć chłopaka. Jak na idiotę przystało, nie przepuścił mnie. Oznaczało to tylko jedno. Wojna! Tak jak on, zaczęłam przedrzeźniać. Piorunowałam go wzrokiem co chwilę. Oboje staliśmy, staliśmy i staliśmy. Czas mijał nieubłaganie. Jaką część dnia stracić na wojnie? O nie, nie. Obronię swój honor.! Siły w nogach mi spadały. Podłoga posłużyła jako siedzenie, a ściana oparcie. Klubowa dziesiątka poszła w moje ślady. Przerwaliśmy głuchą ciszę rozmową. Jak zwykle, rozmowa o wszystkim i o niczym. Po piłkę nożną, informacje o sobie, muzykę, naukę i miłość. Co jak co, ale nawet nie starałam się pominąć tego ostatniego. Dziwne. Mario był jedną z niewielu osób, z którymi mogłam pogadać od serca. I pomyśleć, że znamy się tylko kilka godzin. Natura wzywała mnie do łazienki. Skorzystałam z tej górnej i wróciłam do pozycji stojącej na korytarzu. Chciałam sprawdzić czy cały czas jest "aktywny".

* Mario *

              Trener Klopp, wymęczył dzisiaj każdego bez wyjątku. Jedynie Hummels myślał trzeźwo. Zaprosił nas na grilla. Bez wahania zgodziłem się. Jedyne o czym teraz marzę to prysznic i relaks. Zaraz, zaraz jeszcze papu i coś na popitkę. Wykonałem powyższe czynności i pofatygowałem się do samochodu. Czekałem jeszcze na resztę pasażerów. Po chwili wparowali Lewy, Mo, Kuba i Sven. Marco, mój najlepszy przyjaciel nie mógł wziąć udziału w imprezie. Wjazd na chatę zrobiła mu rodzinka.
               Zakupiony niedawno przeze mnie samochód wypadało przetestować. Drogi były opustoszałe, więc piąteczka i ... Kilka minut później dojechaliśmy na miejsce. Już przy wejściu zaczęli odpierdzielać. Jeden z drugim się przepychali w wejściu. Na kogoś nieszczęście, upadł na ziemię. Spoglądałem na Matsa, który rozglądał się po mieszkaniu jakby czegoś szukał. Mój wzrok zatrzymał się na drzwiach wyjściowych na ogród. Za szybą ujzałem zjawiskową dziewczynę. Cathy?! Nie to ni Cathy. Za drobna. Zapytałem przyjaciela kto kto jest, ale nim skonczył szybkim krokiem kierowałem się w stronę ogrodu. Niestety te czopy mnie staranowały i sami zaczęli się przepychać w dzrzwiach. Najmądrzejszy z nich okazał się Hummels, który otworzył sobie drugie drzwi. Otrzepnąłem się z ziemi i zawitałem do ogrodu. Oczywiście reszta zaczęła się witać, a na mnie padło na końcu. Dziewczyna, jak wcześniej wspomniałem była zjawiskowa, piękna ... Mhm. Jej uroda zachwycała. Słodka i miła twarz, sylwetka nienaganna i mam nadzieję, że harakter taki sam jak reszta. Jak dżentelmenowi wypadało podałem jej rękę i cmoknąłem w policzek. Dziewczyna niejednoznacznie zarumieniła się. Nie powiem, że nie schlebiało mi to. Na ławce zasiadłem wraz z kolegami i rozmawialiśmy o jutrzejszym meczu z Herth'ą Berlin. Większość chłopaków nie obawiała się meczu, ja osobiście wiedziałem, że wygramy. Zaczęliśmy wszyscy śpiewać klubowy hymn. Następnie gospodarz poprosił aby dziewczyna pochwaliła się głosem. Cudny! Jak anielski głos. Ustąpiłem kolegom i opuściłem ich na chwilę. 
              Tasha, znane mi już jej imię, widocznie miała już dość obracania mięsa. Ustałem za nią i pomogłem jej w smażeniu pożywienia. Na chwilę ją opuściłem, ponieważ dzwonił do mnie Reus. Kolega poinformował mnie, że nie zagra meczu z powodu przeziębienia. No cóż, jak pech to pech. Doszły mnie słuchy wołania mojego imienia. Wracałem na miejsce grilla. Najwyraźniej przestraszyłem ją, wylądowała na mojej klacie, brudząc przy okazji koszulkę. Nakazała mi ją przebrać, i wymienić na koszulkę pożyczoną od Matsa. Pobiegła na górę i wybierała mi koszulkę.
               Zdjąłem poplamioną koszulkę. Oparłem się o drzwi i przyglądałem się jej. W końcu raczyła mi dać jedną z nich. Za to, że musiałem trochę poczekać na ubranie, po przedrzeźniałem się troszeczkę z nią. Nie przepuszczałem jej ani na chwilkę. Miło spędzony czas. Trochę tak siedzieliśmy i gadaliśmy z kilkanaście minut. Jej uśmiech był piękny.
- Co ty na to, aby zagrać w szczerość?

- W sensie co?
- Pytanie i szczera odpowiedź. - posłałem jej miły uśmiech.
- Dobra, ale ty zaczynasz?
- Lubisz Bayern?
- Nie, ale mam do niego szacunek. Uważasz siebie za dziewiąty cud świata?
- Dziewiąty?!
- Bo ósmym jestem ja. Haha. - zaśmialiśmy się
- Być może. Masz kogoś na oku?
- Nie, a ty?
- Tak można powiedzieć. Zajęta?
- Nie. A twój stan?
- Tak samo.
- A Ann Vida?
- Nic. Koniec z nami. Wolała karierę i swoich ludzi.

- Współczuję. - uśmiechnęła się
Uwielbiam uśmiechające się kobiety.
- Ej, nie całujcie się tam! Zaraz? Co wy tam robicie?! - Zapytała poirytowana klubowa piętnastka, wlepiając swój wzrok na korytarzyk przy schodach prowadzących na piętro.
- Cicho! Jest woja i ja zamierzam ją wygrać! - Krzyczała wychodząc z łazienki Vidal
- Śnisz, dziewczynko! - I zaczęliśmy się kłócić.
- Jak skończycie to zejdźcie na dół. - No brawo! A co on myśli, że ja robię. Chcę pić i jeść z nimi a nie. Lecz nie poddałem się i z powrotem usiadłem na podłodze. Dziewczyna klapnęła tak samo, ale usiadła obok mnie. Proponowałem co jakiś czas rozejm, lecz ona była uparta i miała swoją dumę i honor. W domu słyszeliśmy tylko tykanie zegara. Z nudów zaczęliśmy śpiewać ulubione piosenki. Oczywiście po ciuchu. Cathy już spała. Skoro już spała to która godzina?! Hmm... 23.15. Kiedy?! Powoli znajomi opuszczali mieszkanie, a ja pożegnałem się z nimi zwykłym na razie. Hummels przeszedł obok nas patrząc jak na idiotów. Sam wziął prysznic i kimnął. Po woli coraz bardziej chciało nam się spać. Ona padła szybciej. Oparła swoją głowę na moim ramieniu i zasnęłam. Po chwili i mnie złapał za sen Morfeusz i zaciągnął do swojej krainy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz