czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 2

* Następny dzień*

           Przez moje okna wbijały się promienie słoneczne. Niechętnie wstałam. Po omacku szukałam telefonu i trzask. Wziął i spadł na podłogę. Kurcze dlaczego mnie to akurat spotyka - mówiłam sama do siebie. Miałam gdzieś, że telefon dotyka ziemi i leżałam tak przez dłuższy czas. Tak, leżałam, bo obudziła mnie komórka. Włączyłam głośnik
- Dzień dobry, księżniczko. Zamawiałaś budzenie.
- A idź do diabła kimkolwiek jesteś! - odburknęłam
- Okey. To idę. - i się rozłączyła osoba po drugiej stronie...
Nastała głucha cisza. Leżałam na tym łóżku i rozmyślałam. Raz o urodzinach, a raz o wakacjach. O chłopakach i przyjaciółkach. Może i wyobraźnia mnie ponosi, ale ja cały czas gdzieś jestem jeszcze dzieckiem. Zamknęłam oczy i ... jeb.! Wszystko oczywiście to sprawa mojej przyjaciółki.
- Wstawaj, wstawaj! A nie śpisz na podłodze. Jak już, to normalni ludzie śpią na łóżkach! - Krzyczała Aga i jednocześnie zwijała się ze śmiechu na podłodze.
- Kobieto, co cie tu przywiało o tej porze? A w ogóle, która godzina? I ja jestem normalna, tylko mam nienormalnych przyjaciół!
- Aha, więc... Jestem tu bo kazałaś mi iść do diabła, jest 9.00 i racja :).
- Ty psychiczna jesteś! Jesteś w pokoju obok, a dzwonisz by mnie obudzić i zwaliłaś mnie z łóżka! - wydarłam się na nią i przywaliłam poduszką i się rozpoczęła wojna. - Weź wyjdź, zrób śniadanie a ja się pójdę przebrać.
            Jak powiedziałam tak zrobiłyśmy. Zrobiłam z mojej łazienki totalny burdel. Jezu jaki tak syf. Będzie trzeba posprzątać. Założyłam na razie luźne ciuchy. Śniadanie czekało już na stole. Mmmmm... ekologiczne naleśniki do tego woda z kokosa. Rozmawiałyśmy o dzisiejszym dniu. Jeszcze nie znalazłam prezentu od mojej przyjaciółki w żadnej szafie, nawet u niej w domu. Party zaczynają się o 17.40. Mam kilka godzin na przygotowania jedzenia, muzyki, i siebie oczywiście. Jako gwóźdź programu. Kogo ja chcę oszukać przecież ja jestem za skromna na wielką balangę i skąpy ubiór. Gotowa zaczęłam ustawiać meble tak aby nikomu nie zawadzały. Sprawdziłam wszystkie łazienki
czy są w " dobrym " stanie. No cóż zostało mi jeszcze dużo czasu i nie mam co robić. Siedziałam na kanapie kiedy Aga wparowała wraz z niedawno za witaną do mojego domu jej siostrą do salonu i oznajmiły, że mnie gdzieś zabierają. W końcu nic innego nie miała do roboty, więc ruszyłam pupę w troki i wio. Wywiozły mnie do spa. Najpierw masaż. Był tak kojący jak by się wypiło kilka litrów wódki i czuje się rozluźnienie. Później, sauna, kąpiel w błocie. Fuuuuuuj... to ostatni raz kiedy byłam w błocie. Zdecydowanie wolę czekoladę. Wraz z dziewczynami wlazłyśmy pod prysznice i zmyłyśmy całe to ohydztwo.
- Dziękuję, za ten prezent urodzinowy. - odrzekłam
- Ale to wcale nie był prezent i idziemy jeszcze do fryzjera i kosmetyczki. I o nic więcej nie pytaj, proszę. - dostosowałam się do ich reguł mimo, że nie lubię być sponsorowana.
          Kilka godzin później, opuściłyśmy salon i podreptałyśmy do domu. Czułam się jakbym była szykowana do spotkania z Obamą. Hoho... Cudna fryzura na imprezę i uwodzicielsko, piękny makijaż. Jeżeli chciały sprawić bym poczuła się jak księżniczka, to udało im się. W mym domu zaczęło się wsypywanie do misek chipsów, żelków oczywiście zielonych oraz cukierków. Karolina rozlewała szampana do kieliszków i każdemu kto będzie wchodził wręczy kieliszek. W między czasie zdążyłam zderzyć się z Agą, która niosła dla mnie i dla siebie wino tak na rozluźnienie. I pech chciał, że moje ciuchy powędrowały do pralki. W prędkości światła poszłam się przeprać w wcześniej przygotowaną sukienkę ( ta różowa ). Na dodatek wysokie szpilki, które otrzymałam w prezencie od Ali. Były po prostu perfekcyjne. W lustrze wszystko było ok. Pozostawało mi tylko czekać aż wszyscy się zjawią i zejść na dół.

* Karolina *
- Aga! Dzwoniłaś do Alberty czy wszystko wypali?
- Karolinko, ty się nie martw o to tylko idź z tymi kieliszeczkami ustań przy drzwiach, już idą pierwsi goście. - mówiła do mnie pokazując na okno. - Teraz możesz mi poprawić moje odzienie. - poprawiłam jej zwiewną sukienkę. Lepiej aby nie wychodziła na zewnątrz.
- Jak impreza, to nigdy się nie spóźniają, a nawet przychodzą za wcześnie! - warknęłam
- Każdy by tak zareagował. A ty po prostu jesteś za młoda i jeszcze nie ogarniasz, młoda.
Poprawiłam swoją sukienkę. I Ustawiłam się.
       Stałam jak słup przy drzwiach i  w kółko powtarzałam - Hej, Cześć, Witajcie weźcie kieliszek szampana na początek i zapraszam do środka. Na końcu wyczekiwaliśmy tylko głównego gościa. Tak gościa nie solenizantkę, która zaraz powinna schodzić. Wszyscy goście są. Już chciałam iść po solenizantkę, ale ta akurat schodziła po schodach a my zaczęliśmy jej śpiewać sto lat tak głośno, żeby nas miasto usłyszało. Najwidoczniej przeraziła się. Lecz to będzie nic w poruwnaniu do szykowanej niespodzianki.

* Tash *
          I nastała oczekiwana chwila. Miałam właśnie wychodzić z góry kiedy objął mnie strach. Będą na mnie patrzeć z dołu kilkanaście par oczu. Ohh... poczuję się jak bym była na wybiegu. Zadzwonił mój telefon. Julio, no przecież wszyscy maja doskonałe wyczucie momentu. Podeszłam do telefonu i odebrałam...
- Hej, kochana siostro! W dniu twoich urodzin, życzę Ci wszystkiego dobrego, a szczególnie szczęścia, miłości, a jak miłości to i chłopaka, zdrowia, kasy, wielu przyjaciół, dobrej pracy, wielkiego domu, dzieci, psa, męża i czego sobie życzysz. - a się rozgadał.
- Aha, dzięki za dojście do słowa... Hej i dziękuje za te słowa dodały mi skrzydeł. Mam nadzieję, że to już niedługo.
- Oj na pewno, na pewno. Ja jakoś mam kogoś i ...
- Ale ja wcale nie mam na myśli chłop... - przerwałam mu i oni mi też
- Dobra, już wierzę...hahahaha... dobra miłej zabawy cię nie zatrzymuję. Pa, siostrzyczko. Do szybkiego zobaczenia.
              Rozłączyłam się i otworzyłam drzwi. Schodziłam po schodach kiedy o mały włos nie padłam na zawał kiedy zaczęli mi śpiewać super, głośne sto lat! Przywitałam się, zapuściłam muzę no i najmniej komfortowa część imprezy. Przyjmowanie prezentów, buziaczki i życzonka. Trochę tego było. Nie no nawet dużo.
- Sto lat kochana. Masz tu prezent ode mnie. I w końcu sobie chłopa znajdź stara babo. - Ugryzła się po chwili w język Aga.
- No to teraz ja. Wiem mało prawdopodobne, że się spodziewałaś, że będę na tej imprezie. Miałem ogromny problem z prezentem więc nie miej mi za złe jak nie będzie Ci się podobał. Sto lat i jednego wymarzonego - puścił mi oczko Łukasz, którego co prawda się tu nie spodziewałam.
- Maz! Tu masz prezenta, ale nie zapominaj o życzeniach. Zdrowia, Urody, szczęścia i chłopa ci nie będę życzyć, ponieważ wszyscy ci to powtarzają - Rozgadała się Karo.
- Dziękuję, chociaż ty jedna normalna. - Ucałowałam ją w policzek
            Więc.! Chop, siup zaczynamy imprezę. Najpierw musiałam potańczyć z każdym gościem. W chwilach przerwy pomiędzy tańcami zapraszałam gości na przygotowany wcześniej poczęstunek m.in. kurczak, szaszłyki, drinki itp. Nie skorzystałam z takiego jedzenia. Jadam tylko zdrowe posiłki. Osobiście uwielbiam alkohol, ale dzisiaj nie miałam na niego ochoty, mimo że mam urodziny. Wraz z Agusią wypiłyśmy około dwa drinki. Za to reszta za nas nadrobiła. Wszędzie walały się baloniki, serpentyny, chusteczki i tak dalej. Za chwilę północ. Zgodnie z tradycją na każdych urodzinach o tej porze grało się w gry. Trafiło na butelkę. I jak pech to pech, trafiło na mnie. Wybrałam pytanie...
- Czy przygotowałaś tort na te urodziny? - Autorem tego pytania musiał być nieźle wypity człowiek
- Oczywiście, że... NIE! Cholera Aga wiedziałam, że o czymś zapomniałyśmy - krzyczałam
- Ty chyba wypiłaś jednak więcej. odwróć się!
          Odwróciłam się i nic. O co im chodziło? Co myśmy kupiły za alkohol. Ale Jadnak nie widzieli dobrze, bo właśnie został wieziony mój wymarzony tort. Byłam w siódmym niebie... a może i dalej.! Poczułam ciepło w środku. Na moich przyjaciół, można zawszę liczyć. Są nie do zastąpienia. Moim oczom ukazał się niesamowity widok.
- Aliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!!! - Krzyczałam biegnąc w jej stronę - Jezu co ty tu robisz. Przecież ja jeszcze wczoraj albo nawet dzisiaj z tobą rozmawiałam.
- Puść mnie bo zaraz padnę. - puściłam ją - Dziękuję. Cześć wszystkim!. Ja przywiozłam ci tort prosto z Niemiec. I prezent. Proszę - wręczyła mi małą torebeczkę.
- Dzięki. Chodź siadaj!
              Projektantka zapaliła świeczki. Równe dwadzieścia. Myślałam czego sobie życzyć. Nagle mnie olśniło... Niestety życzeń się nie zdradza. Przyjaciele roznosili ciasto po ludziach z imprezy a ja je kroiłam. Alberta dołączyła do naszej szalonej zabawy. Uwielbiam tą kobietę zawszę zaskakuję. Dowiedziałam się również, że to był pomysł moich przyjaciółek i Julio. Muszę im serdecznie podziękować. Impreza się rozkręcała mimo późnej pory. Przenieśliśmy się nad basen gdzie większość wylądowała w wodzie. Chłopaki ganiali dziewczyny, wrzucali jakby nigdy nic do wody. Ja wraz z Ali i Karo schowałyśmy się w krzakach i czekaliśmy aż im to się nie znudzi.
Tak jak przypuszczałam. Usiedli na leżakach. Ja i reszta dziewczyn popchnęłyśmy leżaki w stronę basenu i chlup.! Mają nauczę. Dochodziła 3.00 dałam ręczniki i powoli wszyscy się zwijali. Jedyną zaginioną była Agnieszka, której nie widziałam spory czas. Wraz z Albertą i Karoliną szukałyśmy po całym domu. Po półgodzinnych poszukiwaniach znalazłyśmy ją w altance. A co dziwniejsze przytuloną do Łukasza. Hmmm... czyżby jakiś romans? Karolina zrobiła fotkę w razie czego będzie miała haka na starszą siostrę. Obudziłyśmy śpiochów i wszyscy rozeszli się do domów. Nie ominęło Agnieszki tłumaczenie zaistniałej sytuacji. Już Alberta ubierał buty kiedy ją zatrzymałam.
- A ty gdzie? Chcesz mnie samą zostawić?
- Nie, jasne że nie. Będę w hotelu w centrum. Nie martw się.
- Idiot. Idź na górę spać! Ale już dzieci o tej porze dawno śpią. - powiedziałam sarkazm tycznie.
- A może najpierw ogarniemy chałupę? Chwila moment i posprzątane.
          Tak, szkoda było patrzeć na ten bałagan. W salonie pokruszone chipsy, wysypane żelki, rozlane picie. Ja zabrałam się za butelki krzątające się po podłodze. Chwyciłam worek przy okazji licząc ile butelek poszło. Jedna, druga...piętnasta. Z czego trzy whisky. Jak oni jutro mają zamiar wstać - powtarzałam sobie pod nosem. W całym mieszkaniu było czuć opary alkoholu. Pootwierałam wszystkie możliwe drzwi i okna. Można było się zhaftować na miejscu. Alberta wzięła miotłę i pozamiatała okruchy i rozdeptane jedzenie oraz pobite naczynia. Wyniosłam śmieci i wróciłam do domu. Tam już na kanapie klapnęła Ali. Zagoniłam ją z powrotem do roboty. Ja zmywałam, a ona wycierała. Naczyń było nie mało. Wypiłam jeszcze  butelkę wina. Jak my się jutro otrząśniemy? Tak, hahahaha wcale, w każdym razie ja nie ona wypiła z dwa kieliszki wina. Przygotowałam jej pokój i łazienkę. Sama powędrowałam zamknąć okna i drzwi.
Do chlastałam się do mojej łazienki, wzięłam szybki prysznic oraz klapłam na łóżko i zasnęłam błogi sen....
          W nocy obudził mnie huk. I to ogromy. Pierwsze wrażenie to, że ktoś się włamał. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że Ali zagląda do lodówki i wyjmując jedzenie wpadła na śmietnik ze szkłem. Ja pokładałam się ze śmiechu na podłodze. Pobiegłam na górę po telefon i kręciłam ją. Będziemy miały co wspominać. Zrobiłam też kilka zdjęć jak trzyma się za nogę.
- Dobra już ból przeszedł idź się kłaść. - Zażądała
- Ja teraz mam iść spać? hahahahah! Kobieto teraz mi się nie chce. - mówiłam cały czas się śmiejąc i filmując.
- Skończ nagrywać, a ja ci wyjawię tajemnicę.! - Zaszantażowała
- Szantaż? Idę na to! - Wyłączyłam nagrywanie i usiadłyśmy na kanapie
- Więc, o co chodzi? - Zapytałam ciągnąc moją wypowiedź
- Zabieram Cię jutro do mnie do domu. Spędzisz tam wakacje. Już rozmawiałam z twoimi rodzicami oraz Isco. Ani jedna ani druga strona nie mają nic przeciwko temu. Należało Ci się za ten pracowity rok. Wiedziałam jak serce przykładasz do swojej roli dla innych ludzi. - Wysłuchiwałam ją z uwagą
- Żartujesz?!
- Nie, mówię całkiem poważnie. Jutro jedziesz do mnie i twojego brata.- odrzekła. Patrzyłam na nią z wzrokiem. " Co ty walisz? ". Ocknęłam się po kilku sekundach.
- To ja idę się pakować. Dobranoc - Ale nic z mojego planu, ponieważ ukazał mi już zapakowane walizki.
- Wszystko opanowane, spokojnie. - uśmiechnęła się - Teraz opowiadaj jak się przed chwilą bawiłaś.? Mieliśmy dobry pomysł?
- Kpisz ze mnie? Najlepsze urodziny od dwudziestu lat. Hahaha. - tak tłumaczyłam jej. Gadałyśmy jeszcze o innych sprawach. I zaczęłam wariować na każdą myśl o wyjeździe. Jeeeeejku!
          Zostawało i tylko czekać do jutra. Do ogromnego jutra. ogromnego szmatu drogi i wyjazdu o 11.00, a jest 5.00. Oglądałyśmy jeszcze jakiś durny film, po którym zasnęłyśmy obie na kanapie.





*************************************************************
I koniec! ... drugiego rozdziału. Każdy ma swoje wzloty i upadki. Ja zaczynam.
Na razie mało nas, ale jest gdzieś nadzieja, że będzie więcej.
Im więcej tym rozdziały szybciej, ciekawiej i dłużej.
Czekam na komentarze. Zostawisz po sobie ślad?
Mam nadzieję. Następne rozdziały przysporzą wiele uczuć i emocji.
A już w następnym:

-Halo?! Słucham?
- Hej Julio. Tutaj prezes. Mam ważną wiadomość dotyczącą kariery dla Ciebie, jak byś mógł to przyjedź na stadion i ubierz garniak. Szybko! Do zobaczenia!-
- Dobrze, do zobaczenia. - odpowiedziałem lecz ktoś już się rozłączył.
- Kochanie, kto dzwonił? - Zapytała moja narzeczona.
- Prezes, muszę szybko być na stadionie w garniaku. - wyjaśniłem


Zaciekawiło? Jakie będą dalsze losy? Już w następnym rozdziale.
1 komentarz = możliwość szybszego dodania rozdziału.

Komentujcie. Pzdr ;****



ask.fm/ParkerBorussen - pytania do bohaterów, a może do mnie? PYTAJ. :D

2 komentarze:

  1. Super!! CZEKAM NA NN!;)
    a kiedy pojawi się Mario ? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz że już kawałeczek tylko został ;). Ale pojawi się szybciej jak będzie więcej kom. <3

      Usuń