- Przytulić cię?
- Nie trzeba.
Chłopak i tak to zrobił, a ja zasnęłam od razu.
*Nazajutrz*
Obudziły mnie szmery z parteru. Niechętnie otworzyłam oczy. Rozciągnęłam się i porozglądałam po pokoju. Dzień jak co dzień. Gorąco! Pufff... jedynie o czym teraz marzę to chłodny prysznic. Szczerze się trochę spociłam podczas spania. Może mi się coś śniło i jakieś emocje nawiązały. Zwaliłam kołdrę i wstałam. Zapomniałam, że po wczorajszym filmie Marco położył się ze mną. Wiem dziwnie do brzmi. Ale jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nie wyobrażam sobie czegoś innego. Co do kołdry jak ją tylko zdjęłam to blondasek zaczął marudzić. Marudzić w sumie mruczeć. Podeszłam do okna i odsłoniłam rolety z zasłonkami. Teraz to już w ogóle marudził.
- Tasha. Wyłącz słońce guzikiem drzemka!- nakazł
- Już mi się śpieszy.
- Dasz pięć minut? - cały czas miał twarz schowaną w poduszkę więc mało co zrozumiałam
- Co ty tam mruczysz?- walnęłam się z powrotem na łóżko o bok Marco.
- To...!- o

- Weź puść mnie!
-...
- Marco!
- No proszę jeszcze pięć minut.
- Okej.
I znów zasnęliśmy, ale nie na długo. Ciągle słyszałam jakieś głosy. Czy to moja wyobraźnia płata mi figle? Lekko odsunęłam rękę Reusa i wstałam. Po cichu podeszłam do drzwi.
- Co ty robisz?
- Ciiii. - i pokazałam palec na ustach.
Głucha cisza. Czyli musiało mi się zdawać. Nie zaraz tam faktycznie ktoś chodzi i rozmawia. Cholera! Jeśli to włamywacze! Nie zaraz to rodzice! Jeszcze gorzej.
- Marco, Marco wstawaj do diabła! - trząchałam nim na wszystkie strony
- Co je? Pali się?
- Gorzej. Rodzice wrócili!
- Słucham?!- pytał zdziwiony i jednocześnie speszony tym co usłyszał.
- Jezu! To co słyszałeś!
- To ja się ubiorę. Pójdę do łazienki.
- Nie! zauważą Cię!
- To gdzie mam iść.
- Odwrócę się w strunę drzwi, a Ty się ubierz. - podeszłam do drzwi i odwróciłam się plecami do klubowej jedenastki. W sumie jak miała zamiar się przebrać? Przecież miał na sobie tylko bokserki. Założyć tylko spodnie i bluzkę i good!
- Już możesz się odwrócić.
- Dobra zróbmy tak jakby nic się nie stało. Leż na łóżku, a ja usiądę na krześle przy biurku.
Ogarnęłam szybko łóżko i siebie, a towarzysz przeczesał tylko włosy dłonią. Tak jak przewidziałam. Zaraz wparowała mam z tysiącami pytań na raz. Czy nie jestem głodna, chora czy coś tam. Szczerze wyłączyłam się po słowie dzień dobry. Marco też się przywitał.
- Mamo...Hej Ciebie tez miło widzieć. Co tak wcześnie? - powiedziałam akcentując ostatnie słowo.
- Dziadkowie pojechali już do Honoraty, dlatego. Pogadamy później. Kto to?
- To Marco mój kolega. Przyjechał w odwiedziny.
- Dzień dobry, Marco, jeszcze raz. Miło mi Panią poznać. Tasha dużo opowiadała. - teraz gadał po angielsku, wcześniej wspominałam mu, że moja mama inaczej nie potrafi.
- Dzień dobry. Ciebie też miło poznać. Adelina.
- Idę już do taty. - dodała po chwili i opuściła pokój.
Zapanowała cisza, którą przerwał.
- Miła kobieta.
- Do czasu. Głodny?
- Nie za bardzo, ale jak ty coś przygotujesz to zjem.
- Ależ słodzisz. Ale najpierw idziemy do łazienki.
- Razem. - uśmiechnął się łobuzerko.
- Tak...ale ty do mojej, a ja do drugiej.
- Pfff...
Oboje śmialiśmy się z całej sytuacji. Czasami głupie skojarzenia mogą powalić człowieka na podłogę ze śmiechu. No bo zobaczyć. My z Marco często żartujemy na różne tematy. Nawet na takie przez które większość dziewczyn by się obraziła. A ja? Mnie to nie rusza. Przyzwyczaiłam się do niego. I pomyśleć, że znamy się tak krótko. Fajny z niego kumpel. Mam nadzieję, że tak pozostanie na zawsze. Wiemy o sobie dosyć dużo. Nawet te najbardziej krępujące rzeczy. Oprócz mojej tajemnicy. Tajemnicy z Moritzem. Zdążyłam już o tym zapomnieć.
Wzięłam szybki chłodny prysznic. Umyłam się kokosowym mydłem i nałożyłam balsam. Owinięta ręcznikiem wróciłam do swojego pokoju po ciuchy. Na łóżku czekał już na mnie Marco.
- Już skończyłeś? - spytałam wyraźnie zdziwiona
- Tak i czekam na Ciebie.
- Oki to jeszcze chwilka. Makijaż, fryzura i ciuchy.
- Jasne. Nie śpiesz się.
Wróciłam i jak najszybciej się ubrałam. Myślę, że taki strój zapewnia mi wygodę i swobodę. Mam zamiar dzisiaj gdzieś wyjść a jest bardzo, bardzo gorąco. Zajęło mi to mało czasu jakieś dziesięć minutek. W takim czasie lekko podkręciłam włosy i zrobiłam makijaż. Gotowa zawitałam do chłopaka i zeszliśmy do kuchni przygotować sobie śniadanie. Co prawda kazałam mu usiąść w salonie, a ja jak skończę to zawołam. O dziwo posłuchał o.O Jeszcze lepiej, ponieważ siedzi tam mój tata i ogląda jakiś mecz. Oni to się akurat dogadają mój tata świetnie umie niemiecki. Ja zajmowałam kuchnię wraz z mamą robiąc śniadanie. Trochę późne bo jest już po dziesiątej. Zdecydowałyśmy na kanapki z awokado, zieloną kawę i świeże owoce. Nie obeszło się bez rozmów.
- No to co jest pomiędzy wami?

Jej szczerość mnie powala. Hahaha jak walić to prosto z mostu. Cała moja mama. Gada to co jej ślina na język przyniesie. Co mam jej powiedzieć jak powiem, że nic to ta i tak będzie sobie wmawiała. Z drugiej strony jak jej coś powiem to będzie się wtrącać. Najgorsze było to, że zapytała się wtedy kiedy ja piłam wodę. Na pewno musiałam głupio wyglądać, bo nawet Reus się spojrzał na mnie jak na idiotkę. Serio wyglądało to dosyć komicznie. W geście uśmiechnęłam się tylko to mojej przyjacielskiej lamy i gadałam znów z mamą.
- Mówiłam to tylko przyjaciel. Nie chcę się na razie z nikim wiązać.
- Dziewczyno! Później będziesz stara i ...
- bla, bla, bla... tyle razy już to słyszałam. Jak będę kogoś miała to Ci powiem, jasne?
- Oczywiście. Proszę już macie gotowe.
- Jasne.
Weszłam do salonu gdzie jeszcze siedzieli Marco i Mój tata i razem na jakiś temat dyskutowali. Stałam nad blondynem jakiś czas, a ten się dopiero kapnął, że czekam i czekam. Spojrzał na mnie z miną szczeniaczka. Nienawidzę tego zawsze wtedy ulegam.
- Błagam, nie rób tak. Tato mama mówiła, że czeka na górze.
- Już biegnę.
- Ładnie wyglądasz.
- Już się tak nie podlizuj. Śniadanie na stole w ogrodzie.
* Marco *
Dziewczyna zajęła się śniadaniem, a mi kazała zasiąść i poczekać w salonie. Powiem na rękę mi to. Też nie mogę się sprzeczać bo wyrzuci mnie za próg i co wtedy. Przecież ja nawet nie wiem czy tu są hotele i gdzie.? W salonie siedział o ile się nie mylę jej tata.
- Przepraszam można? - wskazałem na kanapę.
- Osz cholerka. Jasne usiądź. Jestem Marcelo.
- Miło Pana poznać. Marco - podaliśmy rękę na znak zapoznania.
- Ty jesteś chłopakiem mojej córki?
- Nie, nie. Przyjaźnimy się.- uśmiechnąłem się
- Szkoda. Mieć takiego zięcia jak piłkarz BVB Marco Reus to fiu, fiu.
- Kto gra?
- Legia Warszawa - Śląsk. Powtórka.
- Z chęcią obejrzę.- Dosiadłem się do towarzysza meczowego. Mecz ciekawy. Chociaż szczerze lepiej wygląda bundesliga.
Bardzo miło się rozmawiało z panem Marcelo/ Miły z niego facet. W końcu z kimś mogę pogadać o piłce nożnej. Jasne, z Maz też mogę zawsze i wszędzie, ale facet z facetem to inna sprawa. Dowiedziałem się, że jest świetnym architektem, a jego żona Adelina jest księgową tutejszego klubu siatkówki.
Ojciec Tashy jest bardzo ciekawy albo coś go trapi. Wypytywał o najmniejszy szczegół PRZYJAŹNI mojej i jego córki. Nie wyglądamy na parę, a co ważniejsze nie jesteśmy razem. Pytał jak się poznaliśmy, ile się znamy, czy ja coś do niej czuje i na odwrót. Nawet nie męczyło mnie to. Wydawało mi się to po prostu śmieszne. Temat spłyną na grę. Jak to jest być sławnym piłkarzem i w ogóle. Sam kiedyś był piłkarzem kiedy jeszcze miał kondycję.
Mecz w telewizji dobiegał końca. Wynik 3:1 dla Warszawy. Dziewczyna zawitała do salonu po czym jej ojciec zmył się na górę, a my zasiedliśmy do śniadania. Pyszności. Zasiadłem pierwszy po czym dziewczyna się dosiadła
- Widać mój tata upatrzył się przyszłego zięcia.- wypowiadała słowa ze śmiechem i uśmiechem.
- Najwidoczniej. - mimowolnie uśmiechnąłem się upijając łyka kawy - Nie wiem jak ty ze mną wytrzymasz do końca życia.
- Jakoś będę musiała.
- Umiesz gotować?
- Słucham?! - zbulwersowała się
- Czy um...
- Słyszałam... Już nie pamiętasz kto ci wczoraj ugotował obiad?
- Faktycznie.
- Dużo zarabiasz?
- Wystarczy aby utrzymać trójkę dzieci.
- Trójkę?! - mówiła widocznie zdziwiona
- No tak. Dwóch chłopców i dziewczynka.
- To ja się przejdę do kuchni po wode. - i wyszła
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Mój przyjaciel się do mnie dobijał.
- Siemasz Mario. Co tam?
- Nudzę się. Kiedy wracasz?
- Dobra, dobra. Czego naprawdę chcesz? - wiedziałem, że czegoś oczekuje
- Dałeś?
- Nom.
- I jak zareagowała?
- Hmm... Jakby to Ci... - w tym momencie wparowała Tasha.
- Wiesz Marco. Jak mamy mieć trójkę dzieci to ja wolę dwie dziewczynki i chłopca. Katja i Lara oraz Felix.
Dziewczyna najwyraźniej nie zauważyła, że rozmawiam z najlepszym kumplem oraz jej adoratorem, który to ukrywa!
- Marco? Czy przypadkiem nie słyszałem jej obok?
- No tak... - cholera, ale klapa. Co on sobie teraz o mnie pomyśli.
- Nara. Nie przeszkadzam wam.
- Ja pierdziele. Mario... Halo!
- Powinnam bardziej uważać co mówię. - zasmuciła się
- To nie Twoja wina. Przejdzie mu.
- Mam nadzieję. - Czekam na tą trójkę - dodała po chwili.
- Coś Ty nie zrobiłbym tego Mario.
- Co?!
- Ty głupia jesteś czy ślepa? - zapytałem ironicznie
- Spadaj!
- On się w Tobie buja!
- Ploty roznosisz.
-Wcale nie.
- Mówił Ci to?
- No nie.
- Przyznał to?
- No nie.
-Więc nie!
- Tak. Koniec i kropka. I tak będziecie razem. Idziemy gdzieś dzisiaj?
- Nie. Nie będziemy razem. A iść możemy razem na stadion.
- Okej. To ja idę się ogarnąć. Dziękuję za śniadanie.
* Tasha *
Jezu jak ten człowiek pozytywnie mnie wkurza. Tak i nasza przyszła trójka dzieci. A Goetze?
Szkoda mi go, bo to przeze mnie się pokłócili. A Reus? Głupoty gada od cholery. Przecież jak taki sławny bogaty i wszędzie znany Mario może być z taką przeciętnicą spod miotły jak ja? Jesteśmy od siebie różni statusem. Chociaż ludzie mówią " Miłość nie wybiera " i tak dalej. A nawet jeśli to ja byłabym kolejną zabawką na pół roku może i krócej. Dlaczego? On może mieć każdą modelkę, aktorkę i piosenkarkę. Ja jestem zwykłą dwudziestoletnią dziewczyną, z zwykłego domu z normalnej nie sławnej rodziny. Jedyny znany to mój brat. I to wszystko. Kogo mogło by to skusić? Nie czekaj tego łajzę Łukasza. omijam go szerokim łukiem. Jak dotychczas go nie spotkałam i mam nadzieję że go więcej nie spotkam.
Sprzątnęłam ze stołu po śniadaniu. Jestem cała pełna. Ledwo co się ruszam! Wstawiłam naczynia do zmywarki i włączyłam na dwie godziny. Rodzicom przekazałam, że wychodzimy i nie wiemy kiedy wrócimy. Założyłam buty i czekałam w przedpokoju na przyjaciela. Po kilku minutach dołączył do mnie i wyszliśmy.
- Tak w ogóle czemu stadion? - spytał spod swoich okularków
- Najczęstsze miejsce spędzania czasu przez ludzi.
- Aha. Nie poznają mnie?
- Spod okularków na pewno nie.
- Ach tak.
Tak zwiedzaliśmy sobie drogę do stadionu i stadion. Może aż tak okazały nie jest, ale to najlepsze miejsce do spędzania czasu. Można popatrzeć jak ludzie grają i samemu poćwiczyć. Pamiętam jak jakieś pięć lat temu przychodziłam tu z Przyjaciółkami. Tak Natalia i Patrycja. Lecz jakiś czas później nasze kontakty zmalały niestety.
Idąc główną ścieżką doznała szoku. Nerwy mi od razu podskoczyły. Co robić? Nie ma się gdzie ukryć. Nie teraz, nie dziś, nie w tym momencie.
- Marco..
_______________________________________________________
Ta Da! Wracam do was po dosyć długiej przerwie za co przepraszam. Podzieliłam ten rozdział na dwa. Uznałam, że jest okropnie za długi! A emocje i zagadki też trzeba zostawiać na deser ;ooo
Więc koniec wakacji! Mój Boże, Why????!!!!!!!!!!
Jak wam się podoba? Mi osobiście nie za bardzo. Już niedługo bomba wybuchnie.
Czego się spodziewacie?
Tym razem powodzenia w nowym roku szkolnym i pozdrawiam :************

Mi tam się podoba :) czekam z niecierpliwością na kolejny :3
OdpowiedzUsuńzapraszam http://mercedesycristiano.blogspot.com/2014/08/rozdzia-v.html
Nie musisz zapraszać jestem wierną czytelniczką :D
Usuń