niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 18

- Proszę. Twój hotel. Dawny pokój Isco, ale mniejsza.
- Nie, no żartujesz?
- Nie. Koniec i kropka!
- Dobra. Okej okej. Sama tu mieszkasz?
- Nie. Z rodzicami, ale wyjechali.
- Mam dla ciebie taki mały drobiazg.
- Jaki?
Chłopak wręczył mi jakąś kopertę z karteczką w środku. Okup? Haha. Na co byłby ten okup.
Trzymałam ją w dłoniach zastanawiając się co to może być.
- To od Mario. - Wystrzelił jak z armaty.
- Aha.
- Nie czytałem i nie zaglądałem.
- Spokojnie ufam Ci. - posłałam chłopakowi szczery uśmiech. - Przeczytam później.
- Jak wolisz. W co się ubierasz na wesele?
- Nic zaplanowanego jeszcze dokładnie nie mam, ale...
- To na co ty jeszcze czekasz?! Ubieramy buty i to najbliższej galerii.
- To Cię muszę zmartwić.
- Dlaczego? - pytał blondyn ze zdziwieniem
- Tu jest takie zadupie, że nawet galerii wartej uwagi nie ma.
- A gdzie jest warta uwagi?
- Ponad sto kilometrów dalej.
- Ależ mi daleko.
- A czym tu dotarłeś?
- Autem.
- No i wszystko jasne.
- To jak? Jedziesz?
- Daj mi chwilkę. Pójdę po rzeczy.
- Oki poczekam.
Szybko ulotniłam się do łazienki. Poprawiłam włosy i makijaż. Jeszcze po drodze zgarnęłam wodę. Dosyć szybko założyłam buty. Zamknęłam drzwi na taras i wejściowe chłopak czekał już oparty o maskę samochodu. Piękny i czarny Aston Martin. Chłopak otworzył mi drzwi i sam zasiadł na miejscu kierowcy. Samochód w środku jak i na zewnątrz prezentował się świetnie. Kierowca też bardzo dobrze do niego pasował. 
- Wiesz jak dojechać?
- Nie bój się Tasha, mam GPS.
- To wpisz Gdańsk. Hahaha.
Chłopak głowił się jak to napisać. Patrzyłam na niego z śmiesznym wyrazem twarzy. Za każdym razem pisał co innego.
- Pomożesz mi?
- Jasne. - Dał mi swój telefon. Ładny, bo żółty. Wpisałam trasę Kwidzyn - Gdańsk. Trasa przewidziana na ponad godzinę. Zapięłam pasy i ruszyliśmy.
- Po drodze jest jakaś autostrada?
- Płatna.
- Szybko z niej wyjedziemy, zapłaci się i będzie dobrze.
- Miejmy nadzieję. - powiedziałam obojętnie.
- Chyba nie boisz się szybko jechać?
- Jasne, że nie. Sama tak jeżdżę.
- To dobrze. Nie będzie problemów.
Trochę czasu minęło a my już byliśmy na autostradzie. Marco pędził około 200 km/h. Nie przerażało mnie to. Wręcz przeciwnie bardzo mi się to podobało. Jedyny kawałek drogi o dobrej nawierzchni. Przy bramkach zapłacił w Euro. Chciałam ja, ale on się uparł i powiedział, że jak nie przestanę to mnie zostawi na najbliższym skrzyżowaniu.
Nawet godzina nie minęła, a my byliśmy już w Gdańsku. Jak to możliwe? Szybki samochód, dobry kierowca i autostrada. Teraz przejechać przez miasto to nie lada wyczyn. Po kilkunastu minutach byliśmy w galerii. Wysiadłam z samochodu i czekałam na blondyna.
- Idziesz?
- Już, już. Widziałaś gdzieś moje okulary?
- Mam je na nosie. - oddałam Reus'owi - Proszę.
- Dziękuję. Wiesz dał bym Ci je, ale mogą mnie rozpoznać.
- Rozumiem.
- Bluzę mam brać?
- Nieee... tu aż tak Cię nie rozpoznają.
- A tatuaż?
- Jezu, choć już!
Więc zaczyna się wielki spacer po galerii. Co prawda omijałam te sklepy z chińszczyzną. Interesowały mnie te bardziej z sukienkami itp. Mierzyłam już ponad dziesięć. Jedna za duża, druga nie ten kolor i tak dalej. Weszłam do ostatniego sklepu z sukienkami. Przebierałam jedną po drugiej. Wzięłam kilka do przymierzalni. Żadna z nich mi nie odpowiadała. Nie wiem już co mam włożyć. Najlepiej jak pójdę w spodniach.
- Tasha. Mogę?
- Jasne. Wchodź. Jestem ubrana.
- Może ta? Przymierz. - Podał mi długą sukienkę.
- Oki.
Kolorek miała ładny. Długa aż do ziemi. Pasowała mi. I się podobała. Jak on tego dokonał? Mężczyzna. No proszę rzadko kto ma gust z płci przeciwnej. Lecz Marco trafił w samo sedno. Potrzebowałam tylko ostatecznej decyzji.
- Marco!
- Tak?
- I jak? - zrobiłam kilka obrotów wokół własnej osi.
- Wow... Super.
- Czyli...
- Musisz ją wziąć i złożyć na wesele.
- Oki to ja się ubiorę i do kasy.
- To daj mi ją. Potrzymam.
Wręczyłam chłopakowi sukienkę i ubrałam się w poprzednie sukienki. Wróciłam do Marco, który już na mnie czekał.
- Gdzie moja sukienka?
- Tutaj. - Wręczył mi papierową torbę
- Ej! Ja za siebie płacę! Daj mi paragon i oddam Ci.
- No widzisz. - Wziął go z portfela i podarł. - Tak przypadkiem się podarł
- Reus!
- No proszę Cię. Daj już spokój. Taki prezent.
- Nie przyjmuję takich. - uśmiechnęłam się szyderczo.
- Trudno przeżyjesz. - zrobił to samo.
- Głupio mi teraz. Sama bym sobie ją kupiła.
- Nie marudź już.
- Jak wolisz. A Twój garnitur?
- Zaraz kupię jest tu sklep?
- Tutaj. - Wskazałam na sklep obok.
Widać nie tylko ja mam problem z wybraniem ciuchów. Jakieś dwadzieścia minut później w końcu wybrał. Zrobiłam to samo co on mi. Zabrałam jego garnitur i za niego zapłaciłam. Łzy ze śmiechu nie mogły przestać się lać. W końcu zasiedliśmy w jakiejś restauracji. Zamówiłam sałatkę i mój towarzysz również.
Do samochodu wróciliśmy zaopatrzeni w nowy garnitur, krawat buty i kilka rzeczy. Ja jeszcze miałam sukienkę, buty, biżuterię itp. Wpadłam na świetny pomysł. Zapakowaliśmy wszystko do samochodu. Szybko wróciłam do jednego sklepu, a Marco kazałam poczekać w aucie.
Kupiłam strój kąpielowy, kąpielówki dla Reusa, zapłaciłam i wróciłam do przymierzalni i założyłam go pod spód. Zajęło mi to jakieś piętnaście minut. Biegiem wróciłam do towarzysza.

- Proszę to dla Ciebie.
- Dla mnie? Za co? - pytał widocznie zdziwiony.
- Otwórz.
- Co to?
- No otwórz!
- Już, już. - Jego mina podczas oglądania bezcenna. - Kąpielówki? Dziękuję, ale po co mi?
- Jedziemy teraz na plaże.
- Nie wiem jak.
- Jedź poprowadzę
Dotarliśmy po jakimś czasie na plażę. Zajęliśmy kawałek tej prywatnej - płatnej. Oboje się przebraliśmy. Ja w nowo zakupiony kostium, a blondyn w spodenki kąpielowe i czarny podkoszulek.
Oczywiście nie omieszkał z selfie i jeszcze mnie oznaczył na instagramie. Na szczęście ma profil prywatny.

Jakieś kilka godzin później wróciliśmy do domu. Oboje zmęczeni. Tylko kąpiel i kolacja i spać!
Zakupy postawiłam u siebie w garderobie. Dałam ręczniki Reusowi, a sama poszłam robić kolację. Przygotowałam rybę z warzywami. Wyszło powiem skromnie całkiem nieźle. Nakryłam stół w ogrodzie i nałożyłam jedzenie na talerze. Klubowa jedenastka wróciła i zasiedliśmy do posiłku.
Posprzątałam ze stołu i ogarnęłam naczynia. Zmęczeni całym dnie opadliśmy na sofę.
- Co robimy?
- Może jakiś film?
- Nie mam ich za dużo.
- Mam na dysku przenośnym.
- To weź laptopa z mojego pokoju, wybierz coś, zrób popcorn jest w kuchni, a ja pójdę wziąć prysznic.
- Okey.
Ledwo przytomna weszłam do łazienki, rozebrałam się i wzięłam zimny prysznic. Dosłownie. Zamiast letniej odkręciłam zimną. Brrrr... Szybko ubrałam się w piżamkę tak jak by i wróciłam na dół. Tam go nie było. Wróciłam do swojego pokoju. No i pewnie miał mojego laptopa na kolanach.
- Jakie masz hasło na kompka?
- Poczekaj zaraz wpiszę. - Mówiłam rozczesując włosy.
- Już nie trzeba. - szyderczy uśmieszek.
- Jak Ty to...?
- Wiesz po prostu wpisałem mr11. - Czuję jak się rumienię. To tak jedno znacznie wyszło. - Uwielbiam jak przeze mnie się rumienisz. A poza tym jestem pewien, że nie tylko Ty masz takie hasło.
- Na pewno. Wybrałeś coś?
- Horror.
- Może być. Lubię je czasami oglądać.

Walnęliśmy się razem na łóżko i oglądaliśmy ten " horror ". Jednocześnie się myliłam był zabójczo straszny. Gdy nastąpił koniec filmu schowałam się pod kołdrę, a chłopak poszedł o siebie. Nie mogłam zasnąć.
Mijał tak czas i mijał siedziałam już tak godzinę. Jest pierwsza w nocy. Usłyszałam ciche pukanie. Grzecznie odpowiedziałam wejść.
- Też nie możesz spać?
- Nie za bardzo.
- Pogadamy?
- Jasne. Maciam kawałek kołdry. - uśmiechnęłam się.
- Czytałaś list?
- Nie. Poczekaj mam go tu.- Wyjęłam i zaczęłam czytać.
Do Tashy...
Hej mała. Wiem, że nie za bardzo chcesz słyszeć o mnie po tej akcji na lotnisku. Wiem, że schrzaniłem. Tobie i mi zależy na przyjaźni. Ja to wszystko ... szkoda gadać. Nie wiem co się ze mną działo w tamtych sytuacjach. Coś mnie popychało aby to zrobić. Wiem też, że Ty tego nie chciałaś. To jedynie i wyłącznie moja wina. Ja po prostu jestem facetem. A czasami mamy takie odpały, że później tego żałujemy, a ja właśnie tak się czuję. Tęsknie za naszą przyjaźnią chociaż tak mało się znamy. Mam nadzieję, że to się tak nie skończy. Brakuje mi Ciebie przy mnie. Jest teraz we mnie taka pustka. Przepraszam. Do cholery Przepraszam! Obiecuję zrobić wszystko aby tego drugi raz nie schrzanić. Tylko Ty też mi obiecaj, że to się tak nie skończy...
                                                                  Twój Mario.



Łzy leciały nie ma co ukrywać. Marco otulił mnie ramieniem. Jak już się uspokajałam to znów wybuch płaczu.
Teraz też właśnie uświadomiłam sobie, że zagrałam nie fair. Nie mam mu tych wszystkich akcji za złe.
- Tasha już spokojnie. O co chodzi.
- Masz... - podałam mu list. Czytał z uwagą
- O jakie akcje chodzi?
- Pamiętasz jak ty spałeś u mnie na łóżku, a ja Cię wtedy zauważyłam  i ...
- Chodzi o niedoszły pocałunek?
- Kilka takich. - powiedziałam ciszej.
- Kilka? Czemu ja o tym nie wiem?!
- Aj tam...
- Nie aj tam! Zarywa do Ciebie? Ale numer. - Skakał i śmiał się jak głupi, że nawet mi się humor polepszył - Ty też coś do niego czujesz co nie?
- Właśnie nie wiem.
- Pasujecie do siebie. Może spróbujecie co?
- Wiesz... Nie myślę, że nie.
- Okej. Dobra idę spać.
- Oki. - Chłopak położył się na moje łóżko. - Nie wcale mi to nie przeszkadza. Jasne, że możesz.
- Sorka.
- W sumie boje się trochę po tym horrorze.
- Przytulić cię?
- Nie trzeba.
Chłopak i tak to zrobił, a ja zasnęłam od razu.

***************************************
Mamy osiemnastkę! Hahaha. Dużo się będzie działo. Przepraszam, że wcześniej nic nie dodałam, ale miałam powody.
WKS Śląsk Wrocław SA - Borussia Dortmund
0 : 3
Mecz piękny i te emocje *o*
Zdjęcia i filmik z meczu możecie zobaczyć na http://instagram.com/pajper11
Jutro dodam wpis na bloga ze zdjęciami i filmikami z meczu. Dzisiaj niestety nie mogę problemy z telefonem.

1 komentarz:

  1. Dziękuje za komentarz u mnie :)
    Ja tez przepraszam że nie skomentowalam wcześniejszych rozdzialow, ale przeczytałam wszystkie;)
    A rozdział cudowny..
    Ja tez płakałam jak czytał am list od Mario ..
    A Marco.. *.* taki kochany przyjaciel ;)
    Ciekawa jestem czy Tasha wybaczy Mario . Oby tak <3
    Czekam na kolejny, pozdrawiam i życzę weny ;****

    OdpowiedzUsuń