wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 9

                     - To wy jesteście razem? - zapytał zaciekawiony Marco pokazując na nas palcem i obok kilku stojących kolegów. Nic nie odpowiedzieliśmy. Też go cmoknęłam, ale tym razem w usta. To było takie zwykłe chwilowe. Ćwierć sekundy i po wszystkim. To nie był pocałunek pomiędzy chłopakiem a dziewczyną. Po czym nastało głośne Uuuu. Poczekałam na Matsa przy jego samochodzie i pojechaliśmy do domu.
                   Cała droga minęła nam w ciszy. Czy to z powodu mojego i tamtej akcji. Nieee... przecież Mats był już wtedy w szatni i nic nie widział. Inaczej miałabym wykład rozpoczęty już w samochodzie. Skoro on nie chciał rozmawiać, ja też nie zaczęłam pogawędki. Zaparkował pod domem i wystrzeliłam do pokoju. Jeszcze rzuciłam szybkie Cześć i przepraszam dla Cathy i zatrzasnęłam się w pokoju. Położyłam się na łóżku twarzą do poduszki i płynęły mi łzy. Sama nie wiem dlaczego. Może z mojej głupoty. Przecież taka akcja do mnie nie pasuje. To tak jakby osoba, która muchy nie skrzywdzi, zabiłaby jakąś osobę. Biała poduszka wyglądała okrobnie od moich łez. Te dwa dni, a ja się zmieniłam. Nawet jeśli Mario mnie " lubi, lubi " ... a ja idiotka dałam mu jakąś nadzieję sytuacją, która miała miejsce na oczach jego kolegów. Boże! Dobrze, że jeszcze tylko mecz, i jeden dzień przesiedzę w domu i wracam do Kolonii. Ale nie na długo za jakiś czas znów się tu zjawie.
                   Na początku fajnie bo spotkam moich idoli, a teraz chcem wracać do Polski. Nagła zmiana. Teraz to już się rozryczałam. Do moich uszu weszły dzwięki pukania. Nie miała nikogo ochoty wpuszczać. W takim stanie jakim się znajduję. - To ja Cathy. - powiedziałą cichym i czułym głosem. Chcąc, niechcąc otworzyłam drzwi do pokoju. Przekręciłam zamek, wpuściłam ją i z powrotem do wcześniejszej pozycji na łóżku. Dziewczyna zamknęła drzwi i usiadła na rogu łóżka.
- Hej. Proszę nie płacz, nie lubię patrzeć jak ktoś płacze. - Gładziła moje włosy.
- To nie takie łatwe. - usiadłam zagarnęłam włosy do tyłu i wzięłam od kobiety chusteczkę.-Jestem głupia jak nie wiem. - wyszlochałam.
- Możesz mi powiedzieć o co chodzi? - zapytała mnie, ja pokręciłam głową w sensie "nie" - Okej, jak będziesz gotowa to sama powiesz. Zapomniałabym Ci podziękować, że ładnie ogarnęliście dom z Mario - i znów w ryk. Dlaczego ona musiała to imię teraz powiedzieć. Prezenterka bez namysłów przytuliła mnie do siebie. - Om, to już wiem o co się rozchodzi - Opowiedziałam jej całą historie począwszy od wczoraj. W niektórych momentach śmiałyśmy się z całej sytuacji, ale na  końcu nie było do śmiechu. Powiedziałam jej wszystko z tym nawet jak się z tą sytuacją czuję.
- No i to wszystko. - powiedziałam, wypuszczając powietrze z płuc. I o dziwo rozmowa pomogła. Od razu lepiej się poczułam. Nie chciało już mi się płakać.
- Wiesz, wierzę ci w stu procentach, że do niego nic nie czujesz. Gdyby było inaczej powiedziałabym, że to impuls miłosny. Jak z nim pogadasz o zaistniałej sytuacji na pewno ci ulży. Nie ma co się załamywać. I uwierz mogłaś się tak szybko zmienić, ponieważ ja też szybko się zmieniłam poznając całą drużynę. - uśmiechnęła się i od razu było lżej na sercu.
- Dziękuję. - przytuliłam ją - Masz racje. Lecz wątpię, że pogadamy na ten temat. Jestem zbyt nieśmiała.
- Pomogę Ci pokonać tą nieśmiałość. - uśmiechnęła się szyderczo.
- Mam nadzieję. Wiesz może czemu Mats dzisiaj się nie odzywa? - zapytałam dzisiaj zaciekawiona przez zaistniałą sytuacje.
- Wiesz. Bo jego manager poinformował go o możliwości transferu po kontrakcie. Zaproponował mu to, ale ten to odrzucił. Wściekł się za jego słowa na cały świat. - Zrozumiałam. Nie wybaczyłabym mu tego gdyby się przeniósł. - A i zaraz będzie obiad. Zejdź do nas. - Ustałam przed lustrem patrząc na rozmazaną twarz. Ogarnęłam się jakoś. Wzięłam prysznic, lekki makijaż i odzież już właściwą na mecz. Do tego szalik i z prezentowana mi koszulka oryginalna Matsa.
                  Zeszłam z niechęciom na dół. Nie odzywałam się ani słowem. Zasiadłam do stołu na przeciwko Matsa. Rzeczywiście obraził się na cały świat. Patrzył na mnie jakby miałby mnie zabić. A co jeśli jednak on wie? Z resztą. Mówi się trudno. Gospodyni domu podała na posiłek. Kurczak z warzywami. Nie no po prostu kocham ją! Uwielbiam tą potrawę. Z prędkością światła zjadłam wszystko co jest na talerzu. Poczekałam aż wszyscy zjedzą i dopiero odeszłam od stołu. Zebrałam brudne naczynia i myłam je. Hummi włączył kanał muzyczny i akurat leciała moja ulubiona piosenka. Zaczęłam tańczyć i śpiewać, wycierając naczynia. Od razu humor miała lepszy. Oczywiście domownik zaczął się śmiać. Złapałam go za rękę.
                 - Rusz się! Bioderka! Rączki!. - wygłupialiśmy się. I od razu miał humor lepszy dołączyła do nas nawet narzeczona chłopaka. Śmiechy, stuknięcia i gleby. Tańców nie było końca do czasu telefonu Matsa. Domyślałam się że już dzwonią po niego. Godzina 16. Za godzinę muszą zacząć mecz. Szybo założyłam buty i  zarzuciłam bluzę. Pogoda jak pod psem. Niby lecie, ale zimno i zaraz pewnie lunie. Szybko wleciałam do samochodu bo zaczynało kropić. Cathy razem ze mną szybko wsiadła. Jeszcze tylko kierowca. I to baby się długo szykują?. Tak, tak. Po pięciu minutach zawitał w samochodzie. Teraz najgorsza godzina w mieście. Staliśmy jeszcze w korkach i na światłach. Mats dała gazu tak, że zostało nam jeszcze pół godziny, niecałe.
                  Chłopak powędrował od razu z ochroną do szatni. My natomiast musiałyśmy przejść przez bramki. Ha! Najpierw znaleźć odpowiedni sektor. Przeszłyśmy przez głupie bramki, prze które zaczepiłam butem i o mały włos nie posmakowałam podłogi. Jeszcze schody. I doczłapałyśmy na miejsce. Chłopaki już zaczęli krótką rozgrzewkę. Dziwne nie zauważyłam Mo, Gotze, Marco i Lewego. A powinnam. Siedziałam w sektorze dla VIP-ów to powinnam widzieć i oni mnie też.                     
                  Boisko opustoszało. Jak na rozkaz podeszli do trenera po czym ustawili się na pozycjach. I pierwszy gwizdek. Ciekawe kiedy będzie następny. Nie opuszczałam piłki wzrokiem. Piszczu podaje do Kuby. Ten biegnie w pole karne. Podaje do Reusa i... GOOOL! Skakałam w raz z Cathy jak głupia. Trzeba się cieszyć z pierwszej bramki.
                  Koniec pierwszej połowy. Wynik 1:0 dla gospodarzy. Wraz z towarzyszką zeszłyśmy na dół po picie. Wzięłam dwie wody gazowane. Oszczerstwo! Za dwie wody zapłaciłam w przeliczeniu na nasze, dwadzieścia złotych. Nigdy więcej!. Wdrapałyśmy się z powrotem i zasiadłyśmy na miejsca. Długo nam zeszło już zaczęli grać druga połowę, a co więcej strzelili nam bramkę. No cóż. Z kolejnych akcji nic nie wychodziło. Do końca dziesięć minut. Teraz mają już chyba ostatnią, konkretną akcje. Goooool! Klubowa dziesiątka uratowała drużynę!. I koniec, koniec meczu! Dortmund wygrywa! Skakałam jak głupia. Wraz z towarzyszką uściskałam się. Chociaż z takim zespołem to każdy wygrywa. No prawie. Miałam właśnie z nią zejść pogratulować im. Miałam do czasu aż nie zobaczyłam Mario z jakąś dziewczyną. Jeszcze na dodatek wpadłam na nią przy toaletach.
- Jak tam Mario?
- Przepraszam... A ty kto?
- Dla Ciebie raczej nikt. Jestem jego bliską koleżanką. Jak się czuje po meczu?
- Nóżki masz? Idź i go sama zapytaj.
- Najwidoczniej ty masz z nim lepsze kontakty. - skwitowałam
- Najwidoczniej. A co zazdrosna?
- O ciebie? Proszę Cie... nie masz co się ośmieszać
- Sorka, ale nie gadam z nieznajomymi - syknęła i rzuciła się w stronę szatni chłopaków. Ledwo co ją poznałam i już jej nienawidzę! Taka podła sucz! Mało takich na tym świecie, więc jeszcze jedna dodali? Żałosne.
                  Wraz z Cathy opuściłyśmy stadion i czekałyśmy na przyjaciela przy jego samochodzie. Trochę to potrwało bo aż pół godziny. W międzyczasie zadzwonił telefon prezenterki. Nie miała zadowolonej miny.
- Tasha. Twój lot został przełożony na Trzecią nad ranem. Jutro ma być burza i wichura dlatego dali lot wcześniej. - oznajmiła
- Hmmm... no nic. Będę w domu Isco szybciej. Ale mi to nie przeszkadza.
- Poczekaj chwile mam drugi telefon na linii, Hej... a nic... no to fajnie, że mnie poinformowali...oki...zaraz będziemy. - zakończyła rozmowę z jakąś kobietą. - Ania zaprasza nas do siebie, ponieważ chłopcy uzgodnili, że dziś świętują.
- Oni tak po każdym meczu?
- Nie oczywiście, że nie. Jak by tak było to połowa by już wyleciała z drużyny.
- Oki, jeżeli jestem zaproszona też się zjawię. Muszę jej też oddać korki, które lewy mi pożyczył. Oczywiście, to była jej własność. - Zaśmiałam sie. I wkroczył Mats uradowany od ucha do ucha. Wsiadłyśmy do samochodu. I pojechalismy do domu. I znów korki i świtała. Tym razem przez kibiców i zawalidrogi. Minęło pół godziny zanim dojechaliśmy. Wysiadłam, a Cathy usiadła na miejscu kierowcy. Pobiegłam po własnośc przyszłej Lewandowskiej i wróciłam. Zauważyłam, że Cathy wyszła z samochodu.
                    - Zastąpisz mnie. Nie chce mi się prowadzić. - i rzuciła mi kluczyki mimo, że od drzwi wejściowych a samochodem był spory kawałek złapałam je. Widziałam nadjeżdżające samochody. Pierwszy Mario. Ugh... krzyknęłam do Cathy aby wsiadła i podbiegłam do samochodu. Szybko go odpaliłam i ruszyłam z piskiem opon. Pasażerka aż się zlękła, ale po chwili zaczaiła o co chodzi i się uśmiechnęłam. Ona robiła za nawigacje ja nie wiedziałam gdzie mieszkają Lewandowscy. Minęło niecałe dziesięć minut i byliśmy już na miejscu. Dom jak dom. Na skrzynce napisane ChopinStraBe 9. Zaraz, zaraz skądś znam ta nazwę. Usiłowałam sobie przypomnieć skąd. Wzięłam jeszcze torbę i wraz z Cathy zapukałyśmy do drzwi.
- Witajcie, wchodźcie, wchodźcie. Jeszcze dołączyła do nas Tugba.
- Hej. Proszę oddaje twoje pantofelki. - oddałam je
- Wejdźcie do salonu. Solon był piękny. Zasiadłam w fotelu a Cathy na kanapie. Zapoznałyśmy się z Tugbą. Opowiadała nam co odwinął dziś mały Omar. Jejku on jest taki słodki. Synek Sahin'ów dziś zarywał do dziewczynki z przedszkola. Dał jej nawet buziaka. Musiało to być bardzo słodkie. Ania udała się do kuchni przygotować przekąski oraz herbaty. Rozmawiałam z żoną Sahina, a Cathy przeglądała gazety. A to o modzie, a to dzisiejsze newsy. Przysiadła się po jakimś czasie Stachurska i podała przekąski. Najczęściej był poruszany temat ślubu Ani. Wesele organizują w Warszawie.
                - Tasha ty też masz się zjawić. Zaraz ci wypiszę zaproszenie. - zdziwiłam się jak migiem pobiegła na piętro po zaproszenie. Wypisała je i wręczyła w pięknej kremowej kopercie.

Anna Stachurska & Robert Lewandowski
wraz z rodzicami maja zaszczyt zaprosić
Tashe Vidal wraz z osobą towarzyszącą
na uroczyste przyjęcia Sakramentu Małżeństwa
które odbędzie się dnia 24 czerwca roku o godzinie 14.00
w Kościele pw.Św.Anny w Serocku
Po uroczystości zaślubin serdecznie zapraszamy
 na przyjęcie weselne do Dworku Złotopolska Dolina
 przy ulicy Trębki Nowe 89 w Zakroczymie.
Anna & Robert
                                                                  ****************
- Dziękuję, kochana jesteś. Najpewniej przyjdę sama. - Cathy spojrzała na mnie tekstem " bitch please". - Cathy nawet nie próbuj powiedzieć tych słów.
- Przecież ja nic nie mówię. - Zaśmiała się
- Dziewczyno jest tyle wolnych chłopaków w drużynie. Przygarniesz kogoś. - skwitowała Ania.
- No właśnie ładna jesteś, a figura jeszcze lepsza. - dodała Tugba. - No właśnie ponoć nauczasz zumby, pokażesz coś nam?
- Uczyłam też choreografii, ale zumbe wam zaprezentuję.
- Więc ruszamy tyłeczki z kanap i ruszamy do salki treningowej z tyłu domu.
- Wow. Masz nawet salkę? No, no. Jeszcze muzyka i będzie good - powiedziałam do rodaczki. Sala była świetna i przestrzenna. Karateczka dała nam jeszcze jakieś dresy do ćwiczeń. Podłączyłam za pomocą kabelka wręczonego od Ani telefon do głośników i zapuściłam muzę. Zaczęliśmy od nóg.
- Prawa, prawa, lewa, lewa i biodra! - Krzyczałam a one powtarzały. Zabawa niezła. Ania miła siły od cholery i jeszcze więcej. Tugba trochę mniej, ale dawała z siebie wszystko. Nie odpuszczałam ani na chwilę. Miałam za dużo energii. Cathy uwielbiała zumbe tak samo jak ja więc też nie szczęściła.                   
                 Koniec pięciu piosenek i padły plackiem na podłogę. Zapytałam ani czy przynieść im wodę. Kazała mi zajrzeć do spiżarni obok kuchni. Wzięłam cztery małe buteleczki i rozdałam każdej. Zaraz Ani się zmęczyła?! W sumie ona bardziej karate a nie zumba.
- Ja z chęcią będę chodziła na treningi tańca i zumby jak będziesz prowadzić - oznajmiła mi Ania
- Jasne, jesteś mile widziana.
- Aniu, a co z suknią ślubną? - zapytała Tugba
- Nie wiem dokładnie. Projektant się wycofał i na razie nie mam żadnej.
- Ania! Mam rozwiązanie! Moja przyszła bratowa jest projektantką. Uwielbia szyć suknię. Poczekaj zadzwonię do niej. - Wybrałam numer, przełączyłam na głośnik i czekałam aż odbierze. - Hej kochana. Mam taką sprawę.
- Hej! Jasne mów zrobię wszystko. Hahah. No prawie. - śmiała się
- Bo moja znajoma Ania Stachurska, niedługo wychodzi za mąż. No i nie ma załatwionej sukni ślubnej.
- A jest obok Ciebie może? - zapytała
- Tak, jesteś na głośniku.
- Więc, Hej Aniu i reszta dziewczyn. - Chyba je usłyszała. - Mogłabyś mi udzielić informacji na kiedy ta suknia i jaki masz zamiar wybrać.
- Hej. Suknia mogłaby być najlepiej na 17 czerwca tego roku. I wolałabym taka prostą ale też nowoczesną suknię.
- Okej. Nie ma sprawy. Niedługo będę w Dortmundzie więc zrobimy przymiarki i będziesz ją miała od razu. Gwarantuję.
- Dziękuję i wszystko omówimy przy spotkaniu.
- Ja też dziękuję Ali. Będę jutro miała wylot o trzeciej nad ranem więc będę wcześniej.
- Dobrze do zobaczenia. Pozdrów Julio. - i rozłączyliśmy się. Nakazałam wrócić do treningu. Stękały i krzyczały, że już dość. No dobra. Nie będę namawiać. Za to urządziłyśmy sobie grilla w ogrodzie.
                       Zbliżała się już 22. Więc trzeba było wracać. Skorzystałam jeszcze z toalety i wraz z Cathy i Tugbą pożegnałyśmy Annę i wsiadłyśmy do samochodu. Tym razem prowadziła Cathy. Jeszcze odwiozła Tugbę pod jej dom.
                          W samochodzie już przysypiałam. Ale nie jam twarda i się nie dam. Kilka minut później byłysmy w domu. Napiłam się wody, poszłam wziąć prysznic i się spakować. Wzięłam prysznic i klapnęłam na łóżko miałam tylko dwie i pół godziny snu. Mój telefon co chwila był głosem. Ciągle ktoś prubował się dodzwonić. Chyba za dziesiątym razem odpuścił. :)


*************************************
Mimo, że był tylko jeden komentarz pod ostatnim rozdziałem dodałam nexta. Dlaczego? Jedna z czytelniczek dodała mi otuchy komentarzem i czułam się czemuś winna nic nie dodając. :/
Dziękuję Mila bvb :) :*
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś skomentuje :)))
Rozdział trochę o niczym, ale trzeba trochę uspokoić aby coś niedługo zrobiło bum!
A teraz kawałek nexta

- Nie tak agresywnie następnym razem. Zrobisz sobie krzywdę.
- Wolę sobie niż komuś. Dobrze, że macie tu dużo miejsca - odpowiedziałam biorąc łyk wody.
- Mężczyzna? Czasami zachowujemy się jak totalni egoiści.
- Nie, nie. Nie znam się. To raczej z mojej winy. Jestem zła sama na siebie przez swoje czyny. Czasami żałuje się czynów, co nie? - kiwnął twierdząco głową - No właśnie. Kilkanaście godzin i już byłam inna. Wszystko przez niego. Jest za fajny na kogoś takiego jak ja. Jestem zwykłą dziewczyną.

1 komentarz:

  1. To dla mnie czysta przyjemność czytać Twojego bloga! :)
    Jest genialny! :)
    Już się nie mogę doczekać, co będzie w następnym rozdziale ^^
    Ach, a już myślałam, że Tasha będzie z Mario ;( No ale to nic. Może będzie ktoś inny? ^^ ^^
    Haha, moja wyobraźnia mnie zadziwia. (Nie chcesz wiedzieć co sobie wymyślam) :DD
    Pozdrawiam serdecznie i całuję :**

    OdpowiedzUsuń